środa, 30 sierpnia 2017

Przebudzenie Morfeusza | K.N. Haner

Premiera 05.07.2017

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Editio Red.


Po zniknięciu Adama Cassandra rozpoczyna nowy etap w swoim życiu. Odbudowuje swoje poczucie wartości, wraca do rodzinnego domu w Toronto i skupia się na swoim synku Tommy'm. Mimo koszmaru, przez który przeszła, nie potrafi wyrzucić z głowy swojej jedynej miłości, więc próbuje zagłuszyć ból przeszłości.
Pewnego Adam McKey ponownie staje w jej drzwiach, pragnąc uczestniczyć w życiu dwójki ludzi, na których najbardziej mu zależy, swojego dziecka i jego matki. Cassandra jest rozdarta. Wraz z Adamem powracają wszystkie zmartwienia. Ponownie zaczyna grozić jej niebezpieczeństwo, ale teraz musi chronić także syna.
Eros również wraca. Ma obsesje na jej punkcie, ale nie jest on jedynym wrogiem w tej rozgrywce. Nadchodzi zemsta, która w świecie mafii gra ważną rolę. Bohaterowie muszą uzbroić się w zaufanie, zmierzyć z prawdą i uwierzyć w miłość.
Jakie decyzje podejmie Cassandra? Do czego posunie się Adam, by zapewnić bezpieczeństwo najbliższym?

Ze wszystkich części serii o Morfeuszu, ta jest najbardziej dramatyczna i emocjonalna. Ale zmienia także swój charakter. Widać w niej światło i nadzieję, mimo wielu przeszkód, które bohaterowie muszą jeszcze pokonać.

 Od pierwszych stron poczułam zmianę klimatu i jak w poprzednich tomach, od razu się wciągnęłam i nie oderwałam od książki, dopóki nie dotarłam do końca. Na kolejnych stronach widzimy przemianę wewnętrzną bohaterów. Cassandra mimo wszystkich blizn niewidocznych gołym okiem, jest silniejsza niż kiedykolwiek, bo teraz ma dla kogo walczyć. Zmienia się jej podejście do pewnych spraw, ale nadal trochę denerwuje mnie jej naiwność. 
Adam przechodzi kompletną metamorfozę. Nadal jest czarującym sobą, ale staje się bardziej otwarty, nie boi się mówić o uczuciach, pragnie normalnego życia, choć do jego serca wkrada się niepewność, bo teraz ma o wiele więcej do stracenia. Staje się lepszą wersją siebie, tą której tylko przebłyski mogliśmy zobaczyć w poprzednich częściach.

Czytając tę część, moje serce czuło się najbardziej bezpieczne, choć to był emocjonalny rollercoaster, a zakończenie tak niespodziewane, że prawie się zachłysnęłam. Tym razem Cassandra i Adam nie walczyli między sobą, a o swoją miłość, choć nie brakło strachu o to, czy kolejne szanse są tego warte.

"Przebudzenie Morfeusza" to zdecydowanie najlepsze dzieło, które wyszło spod pióra autorki. O wiele bardziej dojrzałe i dopracowane pod każdym względem. Jestem pod wrażeniem wszystkiego, co przeczytałam, szczególnie nieprzewidywalnego zakończenia, którego kartki przerzucałam z prędkością światła i szybko bijącym sercem. Właśnie spodziewałam się czegoś tak niebanalnego i nie mogłam się doczekać, aż w końcu dotrę do tego momentu. Liczne zwroty akcji sprawiały, że popadałam ze skrajności w skrajność. Muszę przyznać, że autorka przeszła sama siebie, żałuję tylko, że na pewne wydarzenia trzeba było tak długo czekać, ale cóż... Najlepsze zawsze zostawia się na koniec. Mam nadzieję tylko, że w następnym książkach K.N. opisze ostatni rozdział bardziej szczegółowo.

Tę książkę musicie przeczytać!!!



Poprzednie tomy:

wtorek, 29 sierpnia 2017

Wyskok | Elisa Carbone

"Zapytaj samej siebie, co zrobiłabyś, gdybyś się nie bała? A potem po prostu to zrób, cokolwiek to będzie."

Premiera 03.04.2017

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.



Rodzice P.K. chcą ją wysłać do szkoły z internatem. Dziewczyna czuję się przez nich nierozumiana i postanawia uciec z domu. Chce pojechać w góry i robić to, co kocha - uprawiać wspinaczkę. Jej towarzyszem zostaje przystojny chłopak imieniem Zwierzak, którego dopiero poznała.
Tych dwoje łączy naprawdę wiele, ale z czasem na jaw wychodzą tajemnice, które nieznajomy ukrywa. P.K. musi zaufać sobie i zdecydować, czy pójść za głosem serca i zostać ze Zwierzakiem czy zdać się na rozsądek i uciec jak najdalej od niego.
Jak wiele tych dwoje może nauczyć się od siebie nawzajem podczas tej krótkiej przygody?

Byłam bardzo ciekawa tej książki, skoro głównym tematem miała być wspinaczka, a akcja osadzona w górach. Sama się na tym nie znam, więc pewne rzeczy nie miały dla mnie sensu, co nie zmienia faktu, że "Wyskok" to ciekawa lektura dla młodzieży. Szczególnie zadowoleni będą fani Meg Cabot, bo książka bardzo przypomina mi jej twórczość.

Krótkie rozdziały z początku nie pozwoliły mi się skupić na lekturze, ale z czasem się przyzwyczaiłam. Pomógł mi w tym lekki i wciągający styl pisania autorki. Czytało mi się przyjemnie i szybko. Pochłonęłam lekturę w kilka godzin, a przy zakończeniu zostałam pozytywnie zaskoczona. Najpierw płakałam, a gdy dotarłam do ostatniego zdania, na mojej twarzy pojawił się radosny uśmiech.

Bardzo polubiłam Zwierzaka. To inteligentny, zabawny i trochę szalony bohater optymista. Jest otwarty na nowe rzeczy i niczego się nie boi. Jego zachowanie bywa specyficzne, ale to tylko dodaje książce uroku i sprawia, że uzupełnia się z główną bohaterką. P.K. też nie jest zwyczajna, ale pod pewnymi względami jest przeciwieństwem chłopaka i wiele się od niego uczy.

"Wyskok" to wyjątkowa opowieść o nastolatkach nierozumianych przez rodziców, podróżowaniu, szukaniu swojego miejsca na ziemi, o etykietach, które należy zerwać i nieocenianiu ludzi po pozorach. Bardzo romantyczna, zabawna, trochę skomplikowana, z subtelnym wątkiem fantastycznym. Opowiada o nauce życia chwilą i niewysuwania się w przyszłość. To przygoda, która wciąga, zaskakuje i umiejętnie porusza trudne tematy, z którymi zmagają się młodzi ludzie. Nie jest to wybitne dzieło, ale lekka książka, przy której można się odstresować i o niczym nie myśleć, natomiast pogodna okładka przyciąga wzrok (tak było ze mną) i zachęca do lektury.


niedziela, 27 sierpnia 2017

Koszmar Morfeusza | K.N. Haner

Premiera 07.02.2017

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Editio Red.



Cassandra Givens już przekonała się, że nie potrafi wyrzucić ze swoje życia Adama McKeya. Od pierwszego spotkania ich zawiły, namiętny związek przechodzi przez różne fazy i staje się nierozerwalny, choć przyszłość nie jest pewna. Mimo zagrożenia, oboje nadal się spotykają, a uczucia pogłębiają.
Adam śmielej nagina zasady obowiązujące w jego świecie, narażając Cassandrę na jeszcze większe niebezpieczeństwo, które w końcu ją dopada. Ona z kolei coraz bardziej, dobrowolnie zaczyna zagłębiać się w jego świat, pragnąc na własną rękę ocalić ukochanego. Życie w strachu jednak odbija się na ich relacji, która staje się destrukcyjna, a oni muszą stać się silniejsi niż kiedykolwiek, bo wrogowie czają się tuż za rogiem.

W kontynuacji możemy zobaczyć jak silna staje się wątła więź łącząca głównych bohaterów. Uczucia Cassandry się pogłębiają, sprawiając, że jest gotowa na każde poświęcenie dla ukochanego mężczyzny, z kolei Adamowi chcąc, nie chcąc, zaczyna zależeć na niej bardziej niż na sobie i robi wszystko, by zapewnić jej ochronę. 

 W końcu poznajemy też bliżej bohaterów drugoplanowych, którzy stają się ważnym elementem całości. Przewijają się przez większość książki, ale nie tylko w tle. Wkraczamy także do Mirrors, by bliżej przyjrzeć się działalności organizacji. Nie okazuje się ona niczym, czego byśmy się mogli spodziewać. Jest ona o wiele bardziej okrutna, niż myślałam. Cassandra staje się celem jednego z jej członków i jest w ciągłym niebezpieczeństwie. Musi uzbroić się w siłę i odwagę, które pozwolą jej przez to przetrwać. Niejednokrotnie poświęca się, co powoli zaczyna odbijać się na jej psychice.

Druga część opowieści o Morfeuszu to najbardziej emocjonalna i nieprzewidywalna część z całej serii. Po jej przeczytaniu jeszcze długo nie mogłam zasnąć, rozmyślając o zakończeniu, które nie było ani smutne, ani szczęśliwe. Autorka poprowadziła losy bohaterów, a także rozgrywane wydarzenia na nowy, wyższy poziom. Jest w niej wiele zwrotów akcji, romansu, kontrowersji, i co najważniejsze, dużo więcej niebezpieczeństwa. Od środka poznajemy działania mafii, choć nie znając jeszcze wszystkich szczegółów. Niektóre momenty dla mnie były wręcz bolesne, bo jestem bardzo wrażliwa, ale potrafię docenić wszystko, co autorka wplotła do tej części.

"Koszmar Morfeusza" to książka, która przyprawiała mnie o dreszcze i palpitacje serca. Przez cały czas zastanawiałam się, z czym nagle wyskoczy na mnie autorka. Z ciężkim sercem, ale i ciekawością wkraczałam w mroczny świat Morfeusza, ze śmiechem poznawałam i przeżywałam relacje Cassandry z nowymi bohaterami, i ze łzami w oczach poznawałam bliżej rodzinę i historię Cassandry, która została nam dokładniej przedstawiona. Pod koniec kilka razy się wzruszyłam i niepokoiłam na zmianę, choć to drugie towarzyszyło mi przez całą książkę. W tej części autorka przeszła sama siebie pod względem wszystkich elementów wprowadzonych już w pierwszej, jak i w tej. O wiele większy stopień intrygi, namiętności, pożądania, smutku i niebezpieczeństwa.
Adam i Cassandra zostają wystawieni na próbę, pytanie tylko, czy ją przetrwają?


piątek, 25 sierpnia 2017

Dance, Sing, Love. Miłosny układ | Layla Wheldon

Premiera 17.08.2017

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edito Red.



Livia Innocenti jest zawodową tancerką. Ma za sobą kilka nieudanych związków i złamanych serc. Jest utalentowana, silna i ma cięty język. James Sheridan to popularny na całym świecie piosenkarz, ulubieniec mediów. Woda sodowa uderzyła mu do głowy. Chłopak jest arogancki, bezczelny i nieszczęśliwie zakochany w swojej byłej, z którą nie może się dogadać.
Liv i James poznają się w Rzymie w czasie wspólnego tournee po Europie. Nie dogadują się od pierwszego spotkania, ale zmuszeni są spędzić ze sobą wiele czasu. Próbują się ignorować, ale z czasem coś zaczyna między nimi iskrzyć.
To historia miłości, w której przyjdzie zagrać im niewdzięczne role, bowiem to miłość, która sprawia ból i nigdy nie jest pewna. W tym wypadku Livia musi uciszyć pragnienia serca i pokierować się głosem rozsądku.

 Dance, Sing Love to opowieść z Wattpada, którą polska autorka napisała pod pseudonimem Layli Wheldon. To moje kolejne odkrycie oraz zaskoczenie, że coraz więcej Polek pisze naprawdę dobre książki. Ta jest pełna pasji, choć nie wiele jest w niej śpiewu, bardziej tańca, to jednak silnie odczuwa się ten niezwykły klimat.

Liv to typowa bohaterka, która nie daje sobie dmuchać w kaszę, ma cięty język i zdanie innych gdzieś. Jednak głęboko w środku ukrywa się jej wrażliwość. Jest profesjonalna w tym, co robi, a miłość do tańca ma we krwi. Trafia na godnego sobie rywala, bo James zawsze dostaje wszystko, czego chce i dąży do tego za wszelką cenę. Jest egoistyczny i bardzo irytujący. Gdzieś wewnątrz niego są cechy, które skrywa przed światem i sprawiają, że mimo wad, bardzo go lubię. Z Livią jest podobnie. Bywa lekkomyślna, a przynajmniej nie zawsze zastanawia się nad konsekwencjami swoich czynów, jest też uparcie naiwna i to mi się w niej nie podoba. Autorka przedstawiła akcję tak, że mimo kilku denerwujących elementów, książka tworzy spójną całość.

Podoba mi się lekki styl, w jakim została napisana opowieść. Wciągnęłam się od razu. Byłam też bardzo pozytywnie nastawiona, bo był czas, kiedy taniec był istotnym elementem mojego życia, czymś więcej niż zainteresowanie. Bałam się tylko przedstawienia historii w sposób pokazany zwykle na filmach. Nie wszystko, co na ekranie, prezentuje się dobrze w książce. Na szczęście się nie rozczarowałam, bo nie wszystko kręci się wokół tournee, które kiedyś się kończy. Akcja rozciąga się na różne miejsca i czasy. Nie przypominam sobie żadnej innej książki, podczas której czytania, przez cały czas moje serce biło jak na wyścigach.


Podobno doceniamy coś, dopiero jak to stracimy. Tak samo jest z ludźmi. Rozumiemy, jak bardzo są dla nas ważni, gdy musimy pozwolić im odejść.

Nie jest to wzruszająca powieść miłosna, ale bardzo ambitna, zabawna i wyjątkowa na swój sposób. Nie jest nudna, infantylna, czy nieprofesjonalna. Wszystko, o czym autorka napisała musiało być jej znane i dodało książce oryginalności.



"Miłosny układ" to historia o pasji, różnych odcieniach miłości, pożądaniu i rozumieniu siebie. Uczy doceniać ludzi po ich stracie, walczyć o pragnienia i zaskakuje pod wieloma względami. Ani trochę nie przypomina historii o roztańczonym kopciuszku. Ma wiele zwrotów akcji, nie jakichś wielkich, ale wielokrotnie nie byłam przygotowana na pewne zdarzenia. Szczególnie niespodziewane było zakończenie. Docierając do końca, spodziewałam się happy-endu, dla każdego na swój sposób. Moja imienniczka szybko wybiła mi go z głowy, bo wszystko wskazuje na to, że powstanie kolejna część tej serii, co mnie cieszy, bo mimo pięciuset stron, nie jestem gotowa, by na dobre pożegnać się z bohaterami.. 

Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy i jestem ciekawa, jak potoczą się losy Liv, Jamesa, ale także Kathy, Zafira, Sylvii i Alexa. Tę historię warto poznać. To nie tylko młodzieżówka, ale całkiem fajna opowieść, i jak na debiut, z dobrymi widokami na przyszłość.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Sny Morfeusza | K.N. Haner

Serię o Morfeuszu postanowiłam wziąć w ciemno i całe szczęście, że się na nią zdecydowałam bo przeczytałam całą w cztery dni, a w chwilach, gdy tego nie robiłam, zastanawiałam się, co też takiego autorka dalej wymyśliła.


Premiera 08.07.2016

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Editio Red.



Cassandra Givens jest młoda, ambitna i utalentowana. Niestety ma za sobą kilka trudnych związków, które za każdym razem kończyły się dla niej złamanym sercem. Kobieta przeprowadza się do Miami, by uciec od niezadowolonego ojca i rozpocząć nowe, lepsze życie. Praca w Art Desing&Beauty ma otworzyć jej drzwi do kariery, ale już pierwsze spotkanie z jej przyszłym szefem, Adamem McKeyem, staje się początkiem przyszłych kłopotów.
Połącza ich wzajemna fascynacja i pragnienie tak wielkie, że nie są w stanie mu się przeciwstawić. Niestety Adam ma dwie osobowości. Życie, które prowadzi ta druga, mroczniejsza, imieniem Morfeusz, naraża ich oboje na niebezpieczeństwo.
Nigdy nie powinni się spotkać, ale co teraz, skoro już do tego doszło?

Są takie miejsca, w których nigdy nie powinniśmy się znaleźć. Są tacy ludzie,których nigdy nie powinniśmy poznać. Są też takie chwile, w których jest za późnona to, by się wycofać, i wtedy już nic nie zależy od nas samych. Tak naprawdę nic nie zależy ode mnie od chwili, w której go poznałam.

"Sny Morfeusza" to pierwsza część serii Mafijna miłość, napisanej pod pseudonimem przez polską autorkę. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy się o tym dowiedziałam. Gdy piszę tę recenzję, jestem już po lekturze wszystkich trzech tomów i mogę powiedzieć, że jest to niezwykła pisarka, która przelała w historię Morfeusza mnóstwo emocji i niebezpieczeństwa. Nie zrażajcie się tym stereotypem, który mówi, że polskie książki są gorsze. Ta jest zdecydowanie niesamowita.

 Pierwsza część przypomina mi pod pewnymi względami początek historii wszystkim znanego Greya. Widać kilka podobieństw, jednak jest to kompletnie inna opowieść, z charakterem i nieoklepana. Główna bohaterka nie jest szarą myszką, która ucieka w kąt. Wręcz przeciwnie, jest dość impulsywna i ma cięty język. Jest silna i zaradna, ale też naiwna, w dodatku kompletnie traci głowę dla Adama. Jeśli myślicie, że znacie bohatera, który ma huśtawki emocjonalne to się mylicie, bo nie znacie Morfeusza. Nie potrafię go tak do końca rozgryźć, ale wiem, że tłoczy się w nim mnóstwo sprzecznych emocji, z którymi sam sobie nie radzi. Prawdziwą osobowość skrywa pod maską obojętności. Dosłownie. Jest bogaty, pewny siebie i wyniosły, ale to, co pokazuje innym, a to, co naprawdę jest w nim, to dwie różne sprawy, i chyba tylko Cassandra potrafi to zobaczyć.

Tych dwoje nie potrafi żyć ze sobą, ale nie potrafią też trzymać się od siebie z dala. "Sny..." nie są tak ambitne jak kolejne części. Mamy tu niezbyt dokładne tło, a także mnóstwo sprzeczek i zgód między bohaterami, które po dłuższym czasie irytują, choć na ogół lubię to w książkach. Tyle że w tej panuje kompletnie inna atmosfera. Mamy do czynienia z niecodziennym motywem - mafią. Bohaterzy są zmuszeni naginać swoje zasady, o co jestem trochę zła, bo czasami mam wrażenie, że wyjście z sytuacji jest oczywiste, ale Cass i Adam, i tak biorą udział w grze, której nie mogą wygrać.

W każdym razie nie jest to żadna typowa książka o miłości, z przekazem i morałem, tylko gorący romans z zawiłą fabułą i tajemnicami na drugim planie. Jest zmysłowa, intrygująca i rozpala zmysły czytelniczek. Bywa zabawna i można się przy niej rozluźnić. Napisana jest lekko i intrygująco, wciąga i zajmuje myśli. Autorka wdrąża elementy niepokoju i zdecydowanie jest to gratka dla fanów gatunku. Przeczytałam ją w kilka godzin i skończyłam jeszcze tego samego dnia, co zaczęłam.

Szef choleryk, ja wariatka… Ta współpraca na pewno wyjdzie nam obojgu bokiem.

"Sny Morfeusza" oceniam pozytywnie, ale moim zdaniem dopiero w kolejnych częściach autorka rozwija skrzydła i pokazuje, na co ją stać, a ja sama z chęcią dopisuję się do listy jej czytelników i czekam na kolejne książki. 

sobota, 19 sierpnia 2017

Ocalona | Alexandra Duncan

W związku z nadchodzącą premierą kontynuacji "Ocalonej", przychodzę do Was dziś z recenzją pierwszej części.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu YA!


"Parastrata" to statek kosmiczny, na którym ludzie żyją, jakby byli w średniowieczu. Mężczyźni dowodzą i są od myślenia, a kobiety nie mają prawa głosu, muszą tylko wykonywać powierzone im zadania. Małżeństwa są aranżowane, a te z miłości nie mają prawa bytu. W kosmosie wierzy się, że Ziemia to złe miejsce, przyciągające i zabijające dusze, a podróż na nią przetrwać są w stanie tylko mężczyźni.
Szesnastoletnia Ava jest córką kapitana. Wyróżnia się spośród innych dziewczyn. Jest bardziej inteligentna i uzdolniona. Ma inne pragnienia, niż zadawane takim jak jej obowiązki. Od zawsze była czarną owcą, ludzie wierzą, że ciąży na niej klątwa.
Gdy Ava zakochuje się, popełnia błąd. Zostaje skazana na śmierć, a jedynym sposobem na przetrwanie jest podróż na Ziemię. Musi wyruszyć w nieznany teren. Przeżyje niebezpieczną i pełną przygód podróż, która nauczy ją, jak stać się silną, kochać, rozumieć i odróżniać prawdę od kłamstwa. Na jej drodze stanie jednak wiele przeszkód.

Jestem dość pozytywnie zaskoczona tą pozycją. Zwykle, gdy akcja książki dzieje się w kosmosie, to poznajemy świat daleko w przyszłości, gdzie maszyny rozumują jak ludzie. W tym wypadku kosmos jest zacofany o wiele bardziej od atmosfery panującej na Ziemi.

 Pierwsze 100 stron było niczym huśtawka, jakoś nie mogłam się wciągnąć, ale w międzyczasie pojawiały się wydarzenia, które mnie ciekawiły i sprawiały, że zapominałam o czasie. Następne 100 ciągnęło się nieskończenie długo i zastanawiałam się, czy aby dobrze zrobiłam, postanawiając dać jej szansę. Na całe szczęście od dwusetnej strony zaczęło dziać się dużo więcej i ciekawiej. Nawet nie zauważyłam, kiedy pochłonęłam pozostałe 300 stron.

W pierwszej części książki poznajemy warunki panujące w kosmosie i na jego statkach, a także powolne dostosowywanie się Avy w nowym dla niej świecie, na Ziemi. Kończy się ona w momencie, gdy rozkręca się akcja i rozpoczyna druga część. Skupia się ona na życiu Avy na Ziemi. Tym razem musimy zadbać nie tylko o siebie, ale także o małą, ziemską dziewczynkę, którą pozbawioną rodziny, bierze pod swoje skrzydła. Intrygujące, a zarazem dziwne było patrzenie oczami głównej bohaterki na świat, w którym codziennie żyjemy. Ona postrzegała go kompletnie inaczej niż ja, a rzeczy, które wydają nam się oczywiste, dla niej były wielkim znakiem zapytania. Oczywiście wszystko to bierze się stąd, iż dorastała w innych warunkach.


W książce poruszone są różne wątki. Z jednej strony mamy bunt i niesprawiedliwość, z drugiej bohaterka przeżywała pierwsze miłości i starała się wpasować tam, gdzie nie było jej miejsce. Z ciekawością podążałam z nią w tej przygodzie oraz poznawałam jej myśli i wewnętrzne rozterki, które zdradzały, że jest tylko dziewczyną, która pragnie tego, co wszyscy - normalnego życia - a za to zostaje wciągnięta w wir niespodzianek.

Bardzo polubiłam bohaterów, którzy zostali świetnie wykreowani, szczególnie kochanego Rushila i silną Perpetue, szkoda, że nie było ich trochę więcej. Moje serce podbiła Miyole, która jest bardzo inteligentną dziewczynką. Co do głównej bohaterki mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest odważna i wytrwała, jak na to wszystko, co jej się przydarzyło, a z drugiej brakuje w niej ducha walki i jest trochę nieporadna, co akurat zwalić można na jej wychowanie. Posiada też wiele innych przeciwstawnych sobie cech, więc myślę, że może znaleźć swoich zwolenników, ale będą też tacy, których zirytuje jej osoba.

Książka zaskoczyła mnie wiele razy. Jest w niej wiele wartkiej akcji i nagłych zwrotów. Za każdym rogiem czyhają jakieś niespodzianki. Kilka razy też się wzruszyłam. Choć autorka ma dość ciężki styl pisania i nie do końca wszystko zrozumiałam, a pierwsze strony szły mi dość opornie, to koniec końców bardzo się wciągnęłam. Historia okazała się być wyjątkową opowieścią, z początku sci-fi, a ostatecznie przygodową z wątkiem miłosnym, o stracie, odnajdywaniu swojego miejsca, zmianach, zaufaniu, walce i wielkiej przygodzie, która pozwala spojrzeć na stare doświadczenia w zupełnie nowy sposób. Choć ma ona wiele wad, zdecydowanie warto ją przeczytać, a dla fanów tego gatunku to będzie prawdziwa gratka. Książka ma ogromny potencjał, pod warunkiem, że wpadnie w ręce osób, które będą potrafiły go docenić.


wtorek, 15 sierpnia 2017

365 dni. Zobaczymy się znów | Alicja Górska

365 dni. Zobaczymy się znów

Alicja Górska

Za egzemplarz dziękuję Autorce i Wydawnictwu Novae Res.




Lullaby wiedzie szczęśliwe życie. Jest w stabilnym związku z troskliwym Evanem i studiuje kompozytorstwo z elementami sztuki. Ma określony kierunek na przyszłość i wie, jak chce żyć.
Wszystko się zmienia, gdy poznaje nowego wykładowcę, Louisa. Oboje mają podobne poglądy na świat i szybko znajdują wspólny język.
Wkrótce Lullaby dowie się, że ani Evan, ani Louis nie są tymi, za kogo ich miała, a w jej życiu nastąpią nagłe zmiany.

 Z początku obawiałam się, że książka mi się nie spodoba. Nie miałam, co do niej dużych oczekiwań i na szczęście mi się spodobała. Już od pierwszej sceny z Louisem dałam się wciągnąć tej historii. Całość przeczytałam w cztery godziny, a na końcu płakałam jak bóbr. Autorka, choć młoda, postawiła na oryginalność i zakończenie jej książki w niczym nie przypomina żadnego innego w typowych romansach. Chyba nigdy nie pogodzę się z tym, że nie będzie kontynuacji.

Nie potrafię ocenić bohaterów wykreowanych w tej opowieści. Lullaby nie ma żadnej konkretnej cechy, którą mogłabym ją opisać. Przypomina inne główne bohaterki z młodzieżówek, ale nie jest irytująca. Evan jest za to zbyt idealny, by mógł być prawdziwy, natomiast Louis to ten typ faceta, w którym zakochują się czytelniczki.

Zło tworzy człowiek i człowiek za zło odpowiada przed Bogiem.

Zostałam pozytywnie zaskoczona. Alicja ma lekki, ale nie infantylny styl pisania, którym sprawnie steruje emocjami czytelnika. Z początku nie mogłam się przyzwyczaić do krótkich zdań, które tworzyła, a także niedługich dialogów, które kończyły się, zanim na dobre zaczęły, ale z czasem obie te cechy zaczęły zanikać. W książce pojawia się także subtelny wątek fantastyczny, który sprawia, że jest ona ciekawsza. W inteligentny sposób porusza temat Boga, który nie narzuca się nikomu i bez względu na wiarę każdy powinien sobie z nim poradzić.



Dlaczego chcesz nas rozdzielić i pozbawić nadziei? Tam, na górze, masz mnóstwo aniołów. Po co ci mój?

"365 dni. Zobaczymy się znów" to debiut dobrze zapowiadającej się autorki, o miłości, smutku i nadziei. Porusza ważne tematy, ale chwilami jest też zabawna, a wpleciony motyw sztuki dodaje jej wrażliwości i oryginalności. Książka nie jest wybitna, ale na pewno warta przeczytania, można z nią miło spędzić popołudnie.

sobota, 12 sierpnia 2017

Urok Grace'ów | Laure Eve

"Urok Grace'ów" to książka, o której czytałam różne opinie. Postanowiłam ją kupić z czystej ciekawości. Gdy widzę wiele tyle samo pozytywnych, co negatywnych zdań, od razu czuję, że muszę sięgnąć po daną pozycję. I tym razem dałam się zwieść swojej ciekawości i pięknej okładce.

Urok Grace'ów

Laure Eve

Wydawnictwo Feeria Young



W tym liceum, ale i także całym mieście rządzi rodzeństwo Grace'ów. Thalia i Fenrin to bliźniacy, Summer ma piętnaście lat i jest w wieku River, głównej bohaterki. Nic nie może stanąć pomiędzy tą trójką, między nimi a światem jest nieprzekraczalna granica. Wszyscy ich znają, a słyną z plotek o czarach. Każdy w szkole chciałby stać się ich przyjacielem, choćby na moment, ale niewielu dostępuje tego zaszczytu.
River jest nowa i samotna. Ma niecodzienne zainteresowania i pociąga ją aura tajemniczości. Ona również marzy o tym, by zostać zauważoną przez Grace'ów. Ona też chciałaby stać się ich częścią.
Nikt nie domyśla się, że River też skrywa mroczny sekret. Co może się wydarzyć w wyniku połączenia takiej osobowości oraz mocy? I jak niszczycielskie się okaże?

Nie wydawało mi się, żeby magia mogła być zła. To zależało od posługującej się nią osoby, nie od samej magii. Była jak nóż. Nieruchomy, dopóki ktoś nie wywrze na nim własnej woli (...). Może służyć do rozcięcia komuś więzów - lub do zabicia go.

Feeria Young jest wydawnictwem, którego książek nie boję się brać w ciemno, bo jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Zdarzało mi się, że niektóre pozycje podobały mi się mniej niż inne, ale nigdy nie natrafiłam na nic, co warte było krytyki. Co do tej książki mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony była wciągająca i bardzo atrakcyjna przez swoją tajemniczość, a z drugiej sprawiało to, że chwilami byłam zmęczona czytaniem. Nie do końca podobało mi się też to, że autorka nie mogła się zdecydować na to, czy te czary rzeczywiście istnieją, czy też nie. Wydaje się, że tak i wszystko się kręci wokół nich, ale chwilami pojawiają się teksty typu "Magia? To ty w nią wierzysz?", "Ona nie istnieje" itd. Bohaterzy tak do końca nie wiedzieli, co mają myśleć.


 Narrację prowadzi River, która do samego końca nie zdradza czytelnikom, o czym tak naprawdę myśli. Wydaje się, że ukrywa dużo więcej niż mówi. Trudno mi ją jednoznacznie ocenić. Wydaje się, że chce się wtopić w tłum, udawać, że Grace'owie nie oddziałują na nią tak jak na innych, by sami najpierw ją zauważyli. Z czasem jednak okazuje się, że gra ona ważniejszą rolę niż całe rodzeństwo razem wzięte. 
Jest ona dość niezwyczajna. Prawie tak samo jak Grace'owie. Zarówno ona jak i oni skrywa wiele tajemnic, i tak samo czają się za nimi codzienne problemy rodzinne, a nawet egzystencjalne. Żaden z bohaterów mnie nie denerwował, nie zachowywał się dziecinnie, ani nazbyt arogancko, jak to autorzy lubią sobie wplatać do opowieści. Wręcz przeciwnie. Fenrin podbił moje serce i uważam, że było go tam trochę za mało, bo mimo że pojawiał się często, to jednak niewiele się o nim dowiedziałam. 

To, co ludzie demonstrują, wskazuje, jacy chcieliby być. To zaś, co ukrywają, wskazuje, kim naprawdę są.

Nie jest to jakieś niesamowite dzieło, jednak książka ma w sobie coś wyjątkowego, co nie pozwala mi wystawić negatywnej opinii na jej temat, a wręcz z niecierpliwością czekam na kontynuację i jestem ciekawa, co tym razem wymyśli autorka. Długo o nie myślałam i wiem, że gdyby ta książka była serialem, na pewno okazałaby się hitem ze swoją aurą tajemniczości i tysiącem zagadek. Jako dzieło do czytania, a nie oglądania jest to trochę mniej ciekawa perspektywa. Posiada też niewielki wątek miłosny, który niby jest ważny, ale wspomina się o nim zaledwie kilka razy, a ostatecznie okazuje się, że zostaje poprowadzony w najgorszym możliwym kierunku. W każdym razie jego rozwiązanie mnie nie zadowala i mimo marnych szans, mam nadzieję, że autorka naprawi go w kolejnej części.

"Urok Grace'ów" to niepokojąca opowieść o czarach, za którymi ukrywają się problemy, z którymi zmagają się zwyczajni nastolatkowie. Wydaje mi się, że cała ta historia jest metaforą od prawdziwego życia. Za tajemnicami kryje się więcej niż się dowiadujemy. Żałuję, że autorka zostawiła tak wiele wątków otwartych, ale to sprawia, że wyczekiwanie na kolejną cześć jest nieuniknione. A zakończenie było dla mnie sporym zaskoczeniem, które pozostawiło mnie z milionem pytań. Choć jest parę minusów, są też plusy, takie jak na przykład lekki styl pisania autorki, który sprawia, że nie można się oderwać od książki, która jest ciekawa i intrygująca. 

Mimo kilku negatywów w tej książce, uważam, że warto po nią sięgnąć, choćby po to, by samemu móc ją ocenić. Opowiedziana w niej historia jest wciągająca i jest dopiero początkiem nieźle zapowiadającej się serii. Autorka świetne utrzymuje w niej mroczny klimat. Chcąc nie chcąc, bardzo mnie wciągnęła.


Czasem człowiek potrzebuje wytyczonych granic. Granice mówią mu, że ktoś go kocha.


czwartek, 10 sierpnia 2017

Czerwień Rubinu | Kerstin Gier

Od dawna słyszałam dużo pozytywnych opinii o Trylogii Czasu, długo też zbierałam się do jej przeczytania. Teraz żałuję, że tak długo z tym zwlekałam. To jedna z tych, które zostają w pamięci na dłużej i chce się do nich wracać. "Czerwień rubinu" to początek dobrze zapowiadającej się serii. Pewnie już o niej słyszeliście, może nawet czytaliście, ale jeśli nie, zapraszam Was do lektury recenzji pierwszej części.


Czerwień rubinu

Kerstin Gier

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina!




Gwen z pozoru jest całkiem zwyczajną nastolatką. Tylko od czasu do czasu widzi zmarłych. Jej kuzynka Charlotta jest nosicielką genu, który umożliwia podróżowanie w czasie po skończeniu szesnastego roku życia, do czego przygotowywała się przez całe życie. W tym momencie jednak zamiast niej, to Gwen cofa się w czasie.
Okazuje się, że podróże kontroluje pełna tajemnic organizacja, która obejmują Gwen opieką. Jeszcze jednym podróżnikiem w czasie, którego poznaje dziewczyna jest bardzo przystojny Gideon.
Jak Gwendolyn poradzi sobie z nowymi informacjami, skoro codziennie przerzucana jest do innej epoki? W dodatku ma do wykonania pewną ważną misję w przeszłości... Komu powinna zaufać?

Wiem, że istnieją rzeczy na niebie i ziemi, których nie potrafimy sobie wytłumaczyć. Ale być może nadajemy tym rzeczom zbyt wielkie znaczenie, zajmując się nimi tak mocno.

Przez kilka pierwszych rozdziałów nie potrafiłam się tak do końca połapać, o co chodzi. Myliłam imiona bohaterów, których było naprawdę mnóstwo. Dopiero gdzieś w połowie złapałam wiatr w żagle i wciągnęłam się w książkę tak mocno, że nawet nie zauważyłam, kiedy nagle udało mi się wszystko zrozumieć i nic już więcej nie pomylić. Do ostatniej strony dotarłam jeszcze tego samego dnia, którego rozpoczęłam czytanie. Ta książka nie jest cienka, bo ma ponad trzysta stron, ale poczułam się trochę, jakbym przeczytała dopiero wstęp do świetnie zapowiadającej się historii.

 To chyba jedyna taka książka, w której, w co drugim zdania nie pojawia się "do diabła" lub inne oklepane powiedzonka. Po tylu przeczytanych młodzieżówkach tego się właśnie spodziewałam. Zostałam miło zaskoczona, bo choć schemat wydaje się nieco oklepany, to książka ani trochę taka nie jest. Kerstin przedstawiła ją w zupełnie nowym świetle. To moje pierwsze spotkanie z tą autorką i bardzo udane. To świetna pisarka, która potrafi rozkręcić akcję tak, żeby zaciekawić czytelnika, a także trzymać go w napięciu, by z czasem zaczął przewracać strony szybciej i szybciej. 

Bohaterzy nie są irytujący. Choć Gwen chwilami zachowywała się jak dziecko, to potrafię zrozumieć jej postępowanie, bowiem została postawiona w niecodziennych sytuacjach. Wraz z rozwojem książki obserwujemy jej wewnętrzną przemianę i wybudzającą się stopniowo siłę oraz odwagę. Gideon był niczym arystokrata i poznajemy go jako zadufanego w sobie chłopaka, który z biegiem czasu również się zmienia. W tle przewijają się bohaterzy, którzy sprawiają, że ta opowieść jest specyficzna, ale w pozytywny sposób. Rodzina Gwen od zawsze odbiegała od normy, a czytając sceny z nimi, czasami miałam ochotę parsknąć śmiechem. Pozostali, tak jak przedstawione wydarzenia, nadają książce charakteru tajemnicy i intrygi.


"Co było gorsze? Zwariować czy naprawdę podróżować w czasie? Chyba to drugie, pomyślałam. Na to pierwsze pewnie można brać jakieś tabletki."


 "Czerwień rubinu" to niezwykła i niecodzienna opowieść o podróżach w czasie. Chwilami utrzymana jest w klimatach średniowiecznych. Posiada mnóstwo sekretów, humoru, który, gdy już się pojawiał, sprawiał, że zaśmiewałam się do łez. Autorka inteligentnie poprowadziła akcję i potrafi sprawnie sterować emocjami czytelnika. Jej styl pisania jest lekki i przyjemny. Po zakończeniu, jakie nam zaserwowała, jestem pewna, że jeszcze długo nie przestanę się zastawiać, co się wydarzy dalej i czuję, że muszę jak najszybciej sięgnąć po kolejny tom! Jestem pewna, że pierwsza część to dopiero rozgrzewka, a autorka rozwinie skrzydła dopiero w kolejnych, pokazując, na co naprawdę ją stać. Ze szczerym sercem mogę Wam ją polecić i gwarantuję, że to historia, która i Wam przypadnie do gustu.








 

środa, 9 sierpnia 2017

Blisko ciebie | Kasie West

Blisko ciebie

Kasie West

Wydawnictwo Feeria Young



Autumn właśnie miała wyjechać z przyjaciółmi na wyczekiwaną wyprawę zimową poza miasto. Niestety oni wyjeżdżają bez niej. Autumn przez przypadek zostaje zamknięta w bibliotece, w dodatku na cały weekend i nikt nie zauważa jej nieobecności. Pozostaje bez telefonu, ogrzewania i jedzenia, za to z towarzystwem.
O Dax'ie niewiele wiadomo poza tym, że ma nieciekawą opinie: bójki i poprawczak. Najbliższe dni Autumn będzie musiała spędzić z chłopakiem, który nie ma ochoty na jej towarzystwo. Choć na początku nie mogą się dogadać, czas sprawia, że otwierają się przed sobą, a między nimi coś zaskakuje.
Czy ich znajomość ma szansę przetrwać poza ścianami biblioteki? Szczególnie, że wszystko nagle zaczyna się komplikować...

"-Mogło być gorzej.-Mogło być też lepiej."

To moje trzecie spotkanie z tą autorką i muszę przyznać, że bardzo udane. To najlepsza książka Kasie West i jedna z lepszych, jakie ostatnio czytałam. Byłam do niej pozytywnie nastawiona, mimo że "Chłopak z sąsiedztwa" trochę mnie rozczarował. "Blisko ciebie" przerosło moje oczekiwana i mogę stwierdzić, że mimo jednej potyczki, jest to autorka, której książki można brać w ciemno. Są lekkie, przyjemne, prawdziwe i pełne miłości wymieszanej z przyjaźnią.

 Historia wciągnęła mnie już od pierwszych stron. Byłam podekscytowana tym, że akcja ma się odbywać w bibliotece, no bo, kto by nie chciał zostać w niej zamkniętym? Te sceny rzeczywiście były fajne i pozwoliły nam blisko poznać głównych bohaterów oraz ich tok myślenia. W połowie książki (niestety) zostają z niej wypuszczeni i wtedy bańka mydlana, która otaczała Autumn i Daxa zostaje przebita, wpuszczając do książki świat zewnętrzny.
Na początku myślałam, że przez to akcja zwolni tępa, ale było jeszcze ciekawiej. Z niecierpliwością poznawałam ciąg dalszy historii. Wraz z bohaterką śmiałam się i poznawałam nowe oblicza tej opowieści.

Główni bohaterzy to dwie przeciwne sobie postacie. Autumn jest energiczna, otwarta i rozgadana, Dax natomiast zdystansowany, spokojny, ale dominujący. To mieszanka, którą Kasie idealnie przedstawiła. W tle pojawiają się bohaterowie podobni do tych z reszty jej książek: typ przyjaciela, kawalarza, sceptyk, sentymentalista itd.
Większość bohaterów mierzy się z jakimś problemem, który mógłby mieć każdy z nas i to pozwala się z nimi utożsamić, a także sprawia, że stają się autentyczni.



"Wreszcie uświadomiłam sobie, czego chcę, i na tę chwilę miało to słodko-gorzki smak."

 "Blisko Ciebie" to ciepła i zabawna opowieść o nauce rozumienia własnych uczuć, nieocenianiu ludzi po pozorach, sile przyjaźni, miłości, która nie zawsze musi być prosta oraz akceptacji siebie. W tle tak jak w pozostałych książkach autorki przewija się motyw rodziny i problemy osobiste. To książka godna polecenia, warta każdej minuty i złotówki. Obowiązkowa pozycja, którą musicie poznać!





niedziela, 6 sierpnia 2017

Bez uczuć | Mia Sheridan

Bez uczuć

Mia Sheridan

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Otwartemu!

premiera: 02.08.2017



Dawniej Lydia była bogatą księżniczką, której niczego nie brakowało. Po śmierci ojca rodzinny interes znalazł się skraju bankructwa, a dziewczyna gotowa jest zrobić wszystko, by ją uratować.
Brogan, niegdyś ogrodnik w pałacu rodziny Lydii, zamieszkały tam wraz z ojcem alkoholikiem i młodszą siostrą, dziś zimny i wyrachowany biznesmen. Wciela w życie swój plan zemsty na rodzinę De Havilland.
Rozdzieleni przez jedno nieporozumienie, wybrali życie bez uczuć. Niebawem ich ścieżki znów się krzyżują, a role odwracają. Ostateczny cios spada na Lydię z najmniej spodziewanej strony, a ona poznaje ukrywane dotąd tajemnice.
Czy w sercach Lydii i Brogana jest jeszcze miejsce na miłość? Czy będą w stanie porzucić przeszłość i sobie wybaczyć?

Trochę się obawiałam tej książki. Bałam się, że nie do końca mi się spodoba, ale czułam, że mimo opisu, który wskazywał na oklepaną opowieść, Mia mnie nie zawiedzie. I tak się stało. Jej książki wyróżniają się tym, że mimo sprawdzonych schematów, potrafi przedstawić je w nowy sposób, a jej historię są głębokie i z przekazem. Ku mojemu zdziwieniu "Bez uczuć" spodobało mi się tak bardzo, że z czystym sercem mogę powiedzieć, że to najlepsza dotychczasowa książka tej autorki, a znana nam jest z tego, że pisząc, skupia się na znakach zodiaku. "Bez uczuć" zainspirowane jest baranem.


Sympatią zapałałam do bohaterów już od pierwszych stron. Mimo że z Brogana zimny drań to polubiłam go bardziej od Lydii. Jest on przykładem mężczyzny zranionego, ukrywającego swoje oblicze pod maską. Jest zdeterminowany i gotowy na wszystko, nawet na przekraczanie granic, by osiągnąć swój cel. Lydia jest przykładem kobiety silnej i niezależnej mimo wszystko. Z podniesioną głową radzi sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu, a nadzieja nie opuszcza jej do samego końca. osoby. Musi sobie poradzić sobie z nagłą zmianą i porzucić luksusowe życie, co umacnia jej cechy charakteru. Od pierwszych wypowiedzianych słów moje serce podbił też zabawny Fionn, a z czasem polubiłam nawet niezmienną Daisy, dla której wartości są ważniejsze niż rzeczy materialne, mimo iż pochodzi ona z bogatego rodu. Z pośród bohaterów drugoplanowych wybrałam też sobie parę ofiar, których domy podpaliłabym przy najbliższej okazji.


"Nauczyłam się, że każdy wybór ma swoje konsekwencje, a pielęgnowanie goryczy zatruwa człowieka od środka."

Ta książka opowiada o wartościach i rzeczach, które są najważniejsze w życiu człowieka. O tym, jak pewne wydarzenia są w stanie zmienić człowieka. To opowieść o zemście, nieplanowanych konsekwencjach i wielkiej miłości, na której drodze staje wiele przeszkód.
Podczas czytania serducho biło mi jak na zawodach sportowych. W "Bez Uczuć" jest więcej rewelacji, emocji i zaskoczeń, niż w innych książkach Mii. Jest też poruszonych wiele nowych wątków, które dotąd się w nich nie pojawiały i sprawiają, że ta książka jest tak wyjątkowa. Ostatnie sto stron najbardziej mną poruszyło. Było tam mnóstwo zwrotów akcji, których się nie spodziewałam i kiedy wydawało się, że książka mogłaby już zostać zakończona, autorka nagle znowu udowadniała, że jest świetną pisarką i nie idzie na łatwiznę. Podobał mi się też irlandzki klimat, który Mia Sheridan wplotła do swojego dzieła.


"Granica między miłością a nienawiścią jest bardzo płynna."


"Bez uczuć" jest moim nowym wakacyjnym odkryciem, który podbije Wasze serca. Oto nadszedł dzień, w którym nieprzypadkowa książka pozwoliła mi pozbyć się niemocy czytelniczej, a w dodatku pozostawiła mnie z kacem książkowym, co z kolei sprawia, że mam ochotę przeczytać stos nowości albo reread jakichś sprawdzonych perełek.

Polecam Wam ją serdecznie. To obowiązkowa pozycja, którą musicie przeczytać! Nie pożałujecie.



"Oby nie zdarzało wam się upaść, kraść, oszukiwać ani upijać. Jeśli już musicie upaść, padajcie sobie w objęcia. Jeśli musicie kraść, kradnijcie sobie pocałunki. Jeśli musicie oszukiwać, oszukujcie śmierć.  A jeśli musicie pić, pijcie z przyjaciółmi"



piątek, 4 sierpnia 2017

Miłość, która przełamała świat | Emily Henry

Miłość, która przełamała świat

Emily Henry

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu YA!




Natalie jest adoptowana. Jej indiańskie korzenie sprawiają, że historie ludowe nie są jej obce. Choć dziewczyna ma kochającą rodzinę i niczego jej nie brakuje, wciąż czuje się inna i poszukuje swojej drogi.
Swoje ostatnie lato przed wyjazdem na studia spędza w rodzinnym mieście w Kentucky. Wtedy dziewczyna zaczyna zauważać różne dziwne rzeczy dziejące się na jej oczach. Zielone drzwi do jej pokoju nagle stają się czerwone, znika ogród, który rozciągał się obok przedszkola. W miejscu miasteczka znikąd pojawiają się wzgórza. Ale to tylko początek. Któregoś dnia, przed odejściem, jej babcia ostrzega ją: "masz tylko trzy miesiące, aby go uratować". 
Następnego dnia Natalie spotyka pięknego chłopca imieniem Beau, a wtedy czas i miejsce przestają mieć znaczenie. Okazuje się, że każda z poznanych wcześniej historii łączy ją z cząstką jej przyszłości.
Czy Natalie uda się odkryć prawdę i uratować odpowiednią osobę?


Nie jestem pewna, czego się spodziewałam po tej książce, ale na pewno nie tego, co przeczytałam. Nie należę do osób, które oceniają książkę po okładce, ale do tej przyciągnęła mnie właśnie ona. Odkładając jej czytanie, coraz bardziej wmawiałam sobie, że to może jakiś typowy romans ze źle osadzonym wątkiem fantastycznym. Nic bardziej mylnego. Zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Opis nie oddaje w żadnym stopniu historii opowiedzianej w tym dziele. 

Autorka stworzyła światy, w którym istnieją podróże w czasie, a sny są niczym wizje. Główna bohaterka lawiruje między wydarzeniami, poszukując siebie, a jednocześnie swojej miłości. Natalie kieruje się opowieściami, które przekazywała jej babcia, będąc pewną, że kiedyś jej się przydadzą. Każda z nich odzwierciedla jakiś aspekt jej życia, który ma ją doprowadzić do rozwiązania zagadki dwóch światów.

Pierwsze kilkadziesiąt stron czytało mi się trochę ciężko. Mimo że były ciekawe to jakoś mnie nie wciągnęły. Z czasem jednak zaczęłam się zatracać w historii i zanim się obejrzałam, przeczytałam prawie całą książkę. Podobało mi się to, jak autorka sprytnie przeskakiwała między wydarzeniami, dzięki czemu historia była kompletnie nieprzewidywalna. Miałam mnóstwo pomysłów na to, jakie tajemnice czekają na odkrycie, jednak żadna z moich teorii się nie sprawdziła. Prawie do samego końca podróżujemy z Natalie, szukając jej drogi do szczęścia oraz znalezienia siebie, a także w końcu do zrozumienia wszystkich dziwnych zjawisk występujących w książce. 




 Bohaterzy ani przez chwilę mnie nie irytowali, co mnie cieszy, bo ostatnio natknęłam się na mnóstwo takich w książkach. Natalie jest bardzo autentyczna. Ma mnóstwo problemów i pragnień. Nie jest pewna własnej tożsamości i wciąż się nad nią zastanawia. Poszukuje siebie w ludzki sposób. Beau jest chłopakiem ze złą reputacją, ale w jego zachowaniu nic nie wskazuje na to, że ma złe zamiary. Jest troskliwy, ale zdecydowanie mniej przekonujący niż Natalie. Mimo to, polubiłam go bardziej od głównej bohaterki. Chyba mam słabość do książkowych chłopaków.


Autorka w swojej historii opowiada o różnych odcieniach miłości oraz pokazuje jej wartość. Tym sposobem wzrusza, a także zaciekawia. Książka chwilami bywała mroczna, bądź niepokojąca i na samym początku posiadała wręcz cechy thrillera. Z czasem zaczęła się przemieniać w opowieść o dorastaniu, poszukiwaniu siebie, szczęścia, miłości i przyjaźni, a także o poświęceniu. Wszystkie dziwne zjawiska w postaci wizji itp intrygowały, a z czasem, jak ich postać zaczynała się zmieniać, zagłębiałam się coraz bardziej i bardziej, ciekawa, co dalej. Wielokrotnie śmiałam się i przeżywałam wszystkie emocje wspólnie z bohaterką, a na samym końcu nawet płakałam. To właśnie wątek fantastyczny sprawił, że "Miłość, która przełamała świat" była tak wyjątkowa i pozwolił na ukazanie miłości w kompletnie nowy, uniwersalny i ponadczasowy sposób.


Zakończenie książki nie było jasne tak do końca. Możemy się tylko domyślać, co autorka miała na myśli i choć wydaje się to jasne, to jednak w mojej głowie kiełkują się wątpliwości na temat tego, czy aby na pewno postawiła na happy-end. Może nigdy się tego nie dowiemy. Na pewno jednak jest emocjonalne i sprawia, że po odłożeniu książki jeszcze długo się o niej myśli.


Mimo wszystkiego, warto ją przeczytać, choćby dla samych emocji. Gwarantuję, że nie pożałujecie. Jest niesamowita i przenosi nas do zupełnie innej, lepszej rzeczywistości. A wszystko to, co wydaje się mało pociągające, historie ludowe, dziwne zjawiska, które mogłyby odpychać są opowiedziane w kompletnie nowy sposób, dopełniając książkę i nawet, jeśli myślicie, że to nie w Waszym stylu, to uważam, że warto poświęcić uwagę tej książce, bo nic w niej niej jest takie, jak się wydaje. 


środa, 2 sierpnia 2017

Wróć za mną | A. Meredith Walters

Ostatnio wiele otrzymałam wiele komentarzy, na temat tego, że bardzo się rozpisuję, więc dziś dla odmiany wstawiam krótką recenzję. :D


Wróć za mną

A. Meredith Walters

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu YA!




"Wróć za mną" jest to kontynuacja książki "Twoim śladem", której recenzję możecie przeczytać, klikając tutaj. Druga, a zarazem ostatnia część tej dylogii podobała mi się jeszcze bardziej, o ile to  w ogóle możliwe. Autorka weszła na zupełnie nowy, lepszy poziom w opowiadaniu losów Aubrey i Maxxa.


Uzależnienie prawie pokonało Maxxa, ale z całą pewnością odebrało mu Aubrey, osobę, na której najbardziej mu zależało. Słowa, którymi go pożegnała dźwięczały mu w głowie, więc postanowił zgłosić się na odwyk. Gotowy zrobić wszystko, aby ją odzyskać podejmuje się ciężkiej pracy w każdym aspekcie swojego życia i walczy z porzuceniem przeszłości.
Aubrey poniosła konsekwencje związania się z Maxxem. Poszła za głosem serca, a teraz postanawia słuchać tylko rozsądku. Obiecuje sobie, że skończy z Maxxem i zajmie się sobą, ale w jej plany na przyszłość wkradają się niespodziewane wątpliwości.
Po skończonym odwyku Maxx zamierza wrócić i nie pozwolić sobie już więcej na stratę ukochanej dziewczyny. Oboje będą zmuszeni skonfrontować się ze sobą oraz swoją przeszłością.


 Książkę pochłonęłam w kilka godzin. To ciąg dalszy opowieści o niszczycielskiej sile miłości. Tym razem widzimy, jak Maxx walczy z uzależnieniem i toczy wieczne wojny ze swoją podświadomością. Stara się być silny dla Audrey i brata, lecz głosy w jego głowie próbują zepchnąć go na dawne tory. Autorka ukazuje trud walki z pragnieniami. Audrey również jest pełna rozterek, bowiem złamane serce nie pozwala jej zapomnieć o miłości do Maxxa, ale dziewczyna boi się ponownego zranienia. Toczy się w niej nieustanna walka serca z rozumem.



"Uderzenie w twarde dno było łatwe. Natomiast wyczołganie się z powrotem na powierzchnię okazało się prawie niemożliwe."

W tej części bliżej poznajemy niektóre postacie wspomniane w "Twoim Śladem". Potwierdzają one tylko teorie o sile uzależnień i wszystkich toczących się w książce walkach. Są one dowodem na to, że autorka w kontynuacji nie postawiła na miłość i nie postanowiła porzucić trudnych tematów, które sprawiły, że jej książki są tak wyjątkowe. Widzimy zmagania bohaterów z różnych powodów, którzy próbują ruszyć na przód i odepchnąć od siebie zło, które dotąd ich determinowało. Autorka swoim lekkim i barwnym stylem pisania próbuje zwrócić naszą uwagę na lepsze strony życia, których możemy sięgnąć, dzięki odwadze i sile.

Myślę, że autorka miała świetny pomysł na fabułę, a po drodze tylko złapała wiatr w żagle i sprawiła, że ta książka stała się jeszcze bardziej ciekawa niż planowała. Ostatnie strony to ogromne zwroty akcji, w których moje serce biło jak na wyścigach. Przerzucałam kartki coraz szybciej i szybciej, żeby dowiedzieć, co dalej. Zostałam zaskoczona tak wiele razy, że już nie wiedziałam, co myśleć, ale oczywiście w pozytywnym znaczeniu.

Bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać tę książkę, bo daje ona mnóstwo nadziei. Jest promykiem rozświetlającym mrok.

"Wróć za mną" to opowieść o zaufaniu, zagubieniu i odnajdywaniu swojej drogi życiowej. Rozumieniu siebie, godzeniu się z przeszłością i ruszaniu do przodu, dzięki ciężkiej pracy i cierpliwości. To historia mówiąca, że z każdej sytuacji jest wyjście, a ludzi trzeba pokochać zarówno z ich zaletami, jak i wadami.



"Musisz doświadczyć trudności, żeby uzmysłowić sobie, gdzie powinnaś się znaleźć. Jestem przekonana, że to, jak reagujemy w najbardziej przygnębiających chwilach naszego życia, świadczy o tym, jakim człowiekiem tak naprawdę jesteśmy."








Serdecznie polecam również poprzednią część "Twoim śladem".


Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.