One Last Stop | Casey McQuiston

One Last Stop | Casey McQuiston



August przeprowadza się do Nowego Jorku w nadziei na nowy początek. Już na wstępie jej współlokatorzy okazują się dziwni, a nienormalności ciąg dalszy, gdy August poznaje w metrze Jane, błyskotliwą i tajemniczą dziewczynę, o której nie może zapomnieć. Wkrótce August odkrywa, że Jane jest podróżniczką w czasie, której by pomóc, dziewczyny będą musiały stawić czoła trudnej, a także zapomnianej przeszłości.



“Sometimes the point is to be sad, August. Sometimes you just have to feel it because it deserves to be felt.”


Oto nadchodzi moment, kiedy muszę powiedzieć kilka słów na temat tej książki, a bardzo trudno mi ją jednoznacznie ocenić. Przyznaję, że początki były dla mnie bardzo ciężkie. Wielokrotnie przysiadałam do tej książki i ją odkładałam. Już od pierwszych stron uświadomiłam sobie, że to nie będzie kolejna lekka, młodzieżowa powieść. To historia bardziej w stylu Rainbow Rowell czy Johna Greena, którzy tworzą specyficznych bohaterów w specyficznych warunkach. Jeśli jesteście fanami tych dwóch autorów, to zdecydowanie książka dla Was. Ja niestety nią nie jestem.


Tak jak wspominałam, początek był ciężki, okropnie mi się dłużył przez obszerne opisy. Chwilami nadmiar zbędnych informacji mnie przytłaczał i musiałam kilka razy czytać ten sam akapit, bo nie mogłam się skupić. Całe szczęście fabuła ruszyła z kopyta po kilku rozdziałach. Od pierwszego pojawienia się Jane bardzo mnie zafascynowała i pozostała już moją ulubioną bohaterką do samego końca.


Na pewno należy pochwalić książkę za wprowadzenie świeżości do literatury młodzieżowej. Subtelny wątek podróży w czasie w nietypowych okolicznościach i przede wszystkim quuerowi bohaterowie były bardzo na plus!


„One last stop” to historia ponadczasowej miłości, która łamie wszelkie granice. To opowieść o odblokowaniu emocji, które tkwią głęboko w tobie, o samotności, ale również zakochiwaniu się i odnajdowaniu swojego miejsca. To historia introwertyczki, która chce zniknąć w tłumie, a zamiast tego znajduje się w centrum wydarzeń.


Myślę, że wielu się historia się spodoba, można to dostrzec po licznych pozytywnych opiniach, ja jednak trochę gryzłam się ze stylem pisarskim autorki. Druga połowa książki o wiele bardziej do mnie przemówiła, była emocjonująca i angażująca, ciekawy był mały wątek detektywistyczny, gdy dziewczyny kawałek po kawałku odkrywały przeszłość, a wzruszająca końcówka pozytywnie mnie zaskoczyła. Co prawda całość była osobliwa, ale również urocza na swój własny sposób. Myślę, że gdyby autorka od początku poprowadziła akcję tak dynamicznie jak pod koniec, to całość byłaby dla mniej bardziej przyjemna. Zachęcam jednak wszystkich do wyrobienia sobie własnej opinii!




Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka!


Książka już dostępna na --> EMPIK

Na samą myśl o tobie | Robinne Lee

Na samą myśl o tobie | Robinne Lee


Solene to blisko czterdziestoletnia rozwódka, która nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo była samotna, dopóki nie spotkała Hayesa. Dotąd chłopak był tylko twarzą z plakatów jej córki i gorącym tematem jej przyjaciółek, idolem, nieosiągalnym młodym gwiazdorem. Jednak w dniu gdy Solene zabiera córkę na koncert Hayesa, chłopak natychmiast zwrócił na nią uwagę. I jedno spojrzenie przerodziło się w coś ogromnego, nowego, ekscytującego. Coś, co kobieta obawiała się, że już nigdy więcej nie poczuje. Skradzione pocałunki w zaciszu hoteli i szalone podróże, by zobaczyć się choć przez chwilę, przeradzają się w uczucie, a ono z kolei może doprowadzić tylko do zguby...


"Na samą myśl o tobie" to historia, która rzuciła na mnie zaklęcie. Pomimo swojej prostoty, była tak ogromnie wciągająca i urzekająca, wręcz intymna, że nie mogłam przestać czytać. Od pierwszej strony mogłam poczuć, że była zakazana, a z każdą kolejną stroną tylko się w tym upewniałam. To nie jest książka dla każdego, a jednak zdecydowanie ją polecam.


Gdy dopiero zaczynałam czytać tę książkę, obawiałam się, że Hayes okaże się tym rodzajem bohatera, niedojrzałym, irytującym, szczególnie gdy poznałam jego wiek - dwadzieścia lat. A jednak, nic takiego nie poczułam. Choć pojawiło się kilka stereotypów, sposób myślenia Hayesa okazał się dojrzały i podobały mi się jego spostrzeżenia na temat miłości i konwenansów.



"Jeśli później mam cierpieć, niech i tak będzie. Ale nie chcę zrezygnować z tego, co możemy razem przeżyć, tylko dlatego, że się boję."



Początkowo byłam nieco sceptyczna w sprawie różnicy wieku, a raczej tego, jak autorka miałaby ją ukazać... ale przepadłam! Przepadłam dla tej historii, dla skrajnych emocji, które we mnie wzbudziła, humoru, i wręcz boję się tego, jak bardzo do mnie przemówiła. Sposób, w jaki autorka opowiedziała tę historię całkowicie mnie pochwycił. Było w niej wiele pobudzających zmysły scen i mam tu na myśli sztukę, różnorodne miejsca na świecie, które para razem zwiedziła, nie tylko te romantyczne.


Solene była dla mnie bardzo interesującą postacią. Poznajemy ją z różnych perspektyw; jako matkę, rozwódkę, właścicielkę galerii sztuki i jej miłośniczkę. Ale przede wszystkim jako kobietę. Kobietę, której rola została zdefiniowana i ograniczona przez społeczeństwo ze względu na jej wiek oraz kobietę, która stara się temu przeciwstawić, pomimo przeciwnościom losu.


"Na samą myśl o tobie" to taka książka, której poszukujesz, a nawet o tym nie wiesz. To intymna, sensualna powieść pełna dylematów moralnych i kobiecych obaw na temat tego, co wypada, pytań o to czego naprawdę się pragnie i czemu warto się poddać. Obecne są tutaj kwestie feministyczne, konwenanse społeczne na temat tego, jak postrzegane są kobiety w pewnym wieku i tego, jak to wpływa to na ich życie oraz samoświadomość. To uwodzicielska, a jednocześnie inteligentna, nieschematyczna opowieść o rodzącym się uczuciu pomiędzy dwojgiem ludzi z zupełnie różnych światów, młodym muzykiem, obiektem westchnień wszystkich nastolatek, a spokojną, zmysłową kobietą, która z jego pomocą wypływa na głębokie wody, ale również trafia na liczne przeszkody. Ta książka wielokrotnie mnie rozbawiła i zachwyciła, zirytowała, a także sprawiła, że wylałam łzy. Polecam serdecznie!


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Otwartemu.

Revenge. Bezlitosna siła | Agnieszka Lingas-Łoniewska

Revenge. Bezlitosna siła | Agnieszka Lingas-Łoniewska


Laura rok temu odeszła od męża tyrana, za sprawą którego straciła przyjaciół, rodzinę i pewność siebie. Teraz wraz synkiem próbuje sobie ułożyć życie na nowo we Wrocławiu. W tym samym mieście zamieszkał Wiktor, dawniej “Revenge”, chcący odbudować swoje życie oraz naprawić błędy przeszłości i zmuszony by zająć się młodszym przyrodnim bratem, który po nagłej śmierci rodziców stale pakuje się w kłopoty. Laurę i Wiktoria łączy niespodziewane uczucie, a los chce że wszystkie ich drogi prowadzą do klubu PantaRhei. Lecz przed zbudowaniem wspólnej przyszłości, być może raz jeszcze będą musieli stawić czoła demonom, które sądzili, że zostawili już dawno za sobą.



"𝑾𝒄𝒊𝒂𝒛 𝒛𝒚𝒍𝒂𝒎. 𝑰 𝒄𝒛𝒖𝒍𝒂𝒎. 𝑩𝒚𝒍𝒂𝒎."



Jestem bardzo skonfliktowana, jeśli chodzi o tę książkę. Nie jest zła, wręcz przeciwnie, porusza ważne problemy, a te 300 stron niemal samo się kartkowało, jednak zabrakło mi w niej autentyczności.


Wiktor spotyka Laurę po raz pierwszy w pizzeri, w której kobieta pracuje i od tamtego momentu nie może jej zapomnieć, ich drogi zdają się ciągle krzyżować i od tego momentu wskakujemy do ich prób stworzenia relacji. Zabrakło mi jakiejś indywidualnej drogi do uzdrowienia i poradzenia sobie z ich przeszłością, o której autorka tak często powtarza. Ich problemy i zniszczone relacje naprawią się szybko i gładko, a uczucie łączy ich w ekspresowym tempie.


Były pewne rzeczy, które mi się nie podobały; jak szybko Laura odzyskała pewność siebie i poniekąd zapomniała o traumatycznym wydarzeniach związanych z toksycznym związkiem, który trwał przecież przez długie lata, a którego ran nie leczy się jedynie samą miłością. Ponadto fajnie by było, gdyby autorka zgłębiła trochę przeszłość Wiktora i Laury zamiast dawać czytelnikowi same suche fakty. Przez to nie odczułam żadnej więzi wobec bohaterów, a i samej chemii pomiędzy nimi było mało.


Zdaję sobie sprawę, że jest to część większej serii, która opisuje losy pozostałych postaci z PantaRhei pojawiających się w książce. Może łatwiej by mi się ją czytało, gdybym znała całą serię, niestety ta książka to moje pierwsze spotkanie z autorką. Z tego powodu mam mieszane uczucia i oceniam ją pół na pół. Ani nie zachęcam, ani nie zniechęcam. Myślę, że dla fanów serii będzie to świetne dopełnienie.


Powieść przewidywalna i schematyczna, aczkolwiek lekka i “odmóżdżająca”. Porusza wątki problematycznej przeszłości, rodziny i przyjaźni. Niekoniecznie jest to moja ulubiona książka w tematyce MMA, samej walki tutaj niewiele, aczkolwiek fanom tych klimatów może się spodobać. Można sięgnąć, jeśli macie ochotę na jakąś odskocznie od ciężkich lektur.


Za egzemplarz dziękuję serdecznie wydawnictwu Burda.



Twoja wina | Samantha Young

Twoja wina | Samantha Young


 

Od dnia, w którym Jane poznała Lornę McKenna, a ta wprowadziła ją do swojej rodziny, gdy obie miały po trzynaście lat, wszystko miało się zmienić. Był to początek długiej i skomplikowanej historii, która na zawsze połączyła Jane i Jamiego, starszego brata Lorny, miłością. A przynajmniej tak im się zdawało. Bo po tragicznym zdarzeniu ich więź staje się coraz kruchsza aż całkiem się rozpada, a gdy Jamie wraca do życia Jane lata później, jest zupełnie inną osobą. Oboje są, lecz Jamie wprowadza w życie plan zemsty na wszystkich, którzy przyczynili się do jego nieszczęścia. I Jane jest jedną z nich.



„Miłość, która jest zbyt gorąca, obraca wszystko w popiół.” 



Samantha Young jest jedną z moich ulubionych pisarek romansów, które obok bycia lekkich o przyjemnych, zawsze są bardzo dojrzałe i często zawierają jakieś lekcje, dodatkowe elementy w fabule, których nigdy się nie spodziewam, a które nadają jej głębi, a także akcji i intryg.


„Twoja wina” okazała się być zupełnie inną pozycją niż się spodziewałam, bardziej złożoną, wielowątkową, przepiękną, smutną i wzruszającą, bardzo życiową, która absolutnie mnie zaskoczyła. W książce wystąpiła cała paleta bohaterów, którzy wzbudzili we mnie różnorakie emocje, od miłości po nienawiść, niektóre z nich kazały mi zmieniać o sobie zdanie wraz postępem lektury, lecz wszystkie sprawiły, że bardzo się z nimi zżyłam. Jane i Jamie podbili moje serce, a ich przepiękna, lecz tragiczna relacja sprawiała, że pokochałam ich nawet bardziej, pomimo licznych błędów, które popełnili i momentów, w których się pogubili, gdyż życie ich nie oszczędzało.


Książka pokazuje jak pierwotnie niewinna, lecz piękna miłość rozkwita między bohaterami i jak trudno jest utrzymać taką relację, gdy rozpoczyna się w młodym wieku, a życie zaczyna rzucać kłody pod nogi.


Pierwsze rozdziały to ich historia od czasów nastoletnich do dorosłości, ukazująca postęp naprawdę uroczego związku pomiędzy Jamiem i Jane, problemy, z którymi się mierzyli, to jak zmieniały się ich osobowości na przestrzeni lat, kształtując ich na ludzi, którymi są teraz i, co postawiło ich w sytuacji, w której się znaleźli. Tak naprawdę nie ma tu retrospekcji, jest to jedna ciągła historia, która zaczyna się w momencie, gdy po raz pierwszy się spotkali w młodym wieku, aż do samego końca ich historii i jest ona kręta i skomplikowana, lecz jedna rzecz jest niezmienna: ich wzajemne, płonące uczucie i pasjonująca chemia wyczuwalna w powietrzu. Autorka jest prawdziwą mistrzynią tworzenia realistycznych relacji i charakterów, a strony są wręcz przesycone emocjami.


Ta pozycja z łatwością ląduję na liście moich ulubionych książek, musicie koniecznie po nią sięgnąć! To opowieść o silnej miłości, skomplikowanych więziach rodzinnych, drugich szansach, nieporozumieniach, pragnieniu zemsty, toksycznych relacjach, zmianach i sztuce, której rozciągnięcie w czasie powodu, że nie sposób jest się nie przywiązać do naszych tragicznych bohaterów i nie krzyczeć na przeciwności i intrygi, które pojawiają się w fabule. Gorąco polecam!


„Tutaj spoczywają Jamie i Jane. Dawno temu kochali się na zabój. Spoczywajcie w pokoju, niewinni kochankowie.”



Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Burda!


Inward. Podróż w głąb siebie | Yung Pueblo

Inward. Podróż w głąb siebie | Yung Pueblo


Odkąd tylko pamiętam, uwielbiałam czytać myśli innych ludzi; prozę zawierającą przemyślenia, poezję. Zawsze było to dla mnie absolutnie zdumiewające, że ktoś inny, żyjący być może tysiące kilometrów ode mnie, lata starszy lub młodszy, wychowujący się w zupełnie innym społeczeństwie, jest zdolny by ułożyć w słowa moje własne myśli, kiedy zdarza się, że ja czasami marnuje mnóstwo czasu na to, jak odpowiednio je wyrazić.

To dość interesujące, że czasami nasze umysły dochodzą do podobnych wniosków i za pomocą tych słów, jesteśmy w stanie się porozumieć. My czytelnicy często utożsamiamy się z autorami lub/bądź ich pracami, gdy szczególnie przemawiają do naszego serca.

"Inward. Podróż w głąb siebie" była dla mnie właśnie taką książką. Jak sama nazwa wskazuje jest podróżą, podczas której poszukujemy samych siebie, ponieważ znajomość siebie, naszych potrzeb i słabości jest pierwszym krokiem do samoakceptacji, a raz gdy czujemy się dobrze sami z sobą, jest nam łatwiej otworzyć się na innych ludzi. Gdy my jesteśmy szczęśliwi, ludzie wokół nas również są szczęśliwsi.

Zrozumienie siebie i proces leczenia duszy są potrzebne nam do tego byśmy stali się swoją własną siłą, byśmy żyli, a nie tylko istnieli. Wiersze w tomiku "Inward" poruszają tę właśnie kwestię, przedstawiając kolejno trzy etapy: oddalenie, zespolenie, intermedium, miłość do siebie i zrozumienie.

Czytając, zgadzałam się z myślami autora, czasami utożsamiałam. Jak każdy, jestem tylko człowiekiem i mam wiele obaw i niedoskonałości, ale wierzę, że mogę się doskonalić i nie poprzestawać tylko na negatywnych cechach, czy pozwalać moim lękom, fobiom i depresji kontrolować mnie. Nie jest to łatwe oczywiście, szczególnie, gdy te czynniki wpływają na nasze codzienne życie. Niemniej jednak, tomik jest pełen podnoszących na duchu wierszy, uświadamiających czytelnikowi jego wartość. Mi przypomniał, że jestem kwiatem, i choć delikatnym, deszcz czasami musi padać bym mogła dojrzeć.

Poezja w "Inward" jest prosta, lecz piękna, gdyż bliska sercu człowieka, szczególnie takiego, który zmaga się z pokochaniem samego siebie. Stanowi dosłowną "podróż w głąb siebie" bo z każdą stroną moja głowa wypełniała się przemyśleniami. Czytanie jest tym bardziej interesujące, że obok polskiego tłumaczenia, obecne są te wiersze również w języku angielskim, dzięki czemu poznajemy bezpośrednio, co autor chciał przekazać - ja osobiście lubię taką formę najbardziej. Mogę polecić ten tomik bez wahania, myślę, że zawiera wiele prawd życiowych.

A Wy co  czujecie wobec tej pozycji? Sięgnęlibyście po "Inward"?


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Sun Reads , Blogger