środa, 26 lipca 2017

Przedpremierowo: Ocalałe | Riley Sager

Przedpremierowo: Ocalałe | Riley Sager
Już ostatnio pisałam, że thriller to nie jest gatunek książek, który czytam najczęściej, wolę je oglądać, a wyjątki robię tylko w sytuacjach, gdy opis naprawdę mnie zaciekawi. Tak było z "Ocalałymi", które swoim charakterem przypominały mi "Zaginioną" - naprawdę fajny film. Znalazłam pomiędzy nimi trochę podobieństw, jednak film nijak ma się do książki, która jest najlepszym thrillerem, jaki czytałam. W tym wypadku moje serce podbiła klimatyczna okładka oraz intrygujące streszczenie.

Ocalałe

Riley Sager

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu Otwartemu!

Premiera: 27 września 2017





Kim jestem?
Każdego dnia myślę, że jestem szczęściarą. W moim związku układa się doskonale, mój blog kulinarny ciągle zyskuje nowych fanów. Żyję z dnia na dzień, skupiając się na przyjemnych chwilach.

Kim byłam?
Celem. Ofiarą. Nazwali mnie Ocalałą, bo przeżyłam masakrę. Tamte wydarzenia kładą się cieniem na moim życiu, mimo że od dziesięciu lat robię wszystko, aby wymazać je z pamięci.

Co się ze mną stanie?
Boję się. Historie z przeszłości powracają, gdy przypominam sobie, że nie jestem jedyną Ocalałą. Takich jak ja było kilka, ale nie wszystkie miały tyle szczęścia. Lisa już nie żyje, a Sam nagle zjawia się u mnie…
Przeszłość właśnie mnie dogoniła i muszę stanąć z nią twarzą w twarz. Czy tym razem też ocaleję?

Czy ten opis nie obudził Waszej ciekawości?

Akcja książki skupia się głównie na teraźniejszości, opisanej z perspektywy Quincy, kiedy to główna bohaterka stara się żyć normalnym życiem po wydarzeniach w "Pine Cottage". Jest ona jedną z Ocalałych, czyli dziewczyn, którym jako jedynym udało się przeżyć w trzech różnych krwawych masakrach, odciskających na nie piętno. Taki przydomek nadały im gazety, które nawet po latach śledzą ich losy. Quinn zagłusza traumatyczne wspomnienia piekąc i prowadząc bloga. Któregoś dnia kobieta dowiaduje się, że Lisa popełniła samobójstwo, tylko dlaczego miałaby to robić skoro tak zajadle walczyła, by przetrwać? Natomiast ostatnia Ocalała poza nią, Samantha, nagle wychodzi z cienia i pojawia się u Quincy, by powspominać przeszłość, z którą dziewczyna ponownie musi się skonfrontować.
Pomiędzy rozdziałami pojawiają się opisane w narracji trzecioosobowej wspomnienia wydarzeń z Pine Cottage. Quinn stopniowa przypomina sobie cały ten dzień oraz okropną noc, którą postanowiła wyprzeć z pamięci. Każdy fragment przeszłości przekłada się na jej przyszłość, kiedy okazuje się, że Ocalałe mogą być w niebezpieczeństwie, szczególnie Quincy.


"Ja nie usiłuję zakrywać swoich blizn. Po prostu udaję, że nie istnieją."


 Z początku nie byłam nastawiona na nic wielkiego, thrillery książkowe, z którymi się dotąd spotykałam wydawały się naciągane lub sztuczne. W tym przypadku tak nie było. "Ocalałe" wciągnęły mnie od pierwszej strony,  już na samym początku rozpoczyna się akcja, która stopniowo wprowadza nas w temat. Dość szybko zostajemy uraczeni tajemnicami do odkrycia i zaciekawieni odpowiedziami, na które trzeba czekać. Im bardziej zagłębiałam się w książkę, tym szybciej zostawała przeze mnie pochłonięta. Ze strony na stronę zaczyna się robić coraz ciekawiej. Dość wcześnie zaczęłam spekulować na temat tego, kto jest czego winny. Parę razy zmieniałam zdanie, a kiedy dotarłam do końcówki poczułam się rozczarowana, że to było tak przewidywalne. I wtedy nastąpił nagły zwrot akcji, którego za nic bym się nie spodziewała. Autorka stworzyła niesamowite dzieło pełne tajemnic. Wielokrotnie, kiedy już mi się wydawało, że coś zrozumiałam lub byłam pewna danej rzeczy, nagle główna bohaterka odkrywała kolejną poszlakę, inny sekret, który znów zbijał mnie z tropu.

"Tak już miało pozostać: rozkosz i ból, splecione ze sobą na zawsze."

Ogromnym plusem jest kreacja bohaterów, którzy jak każdy człowiek mają swoją maskę, a także prawdziwe wnętrze, które poznajemy, kiedy nadchodzi pora. Być może na krawędzi się zmieniamy i dopiero wtedy okazuje się, kim w rzeczywistości jesteśmy, a kim chcielibyśmy być. Główna bohaterka odważna, a zarazem skrywająca niezwykłą wrażliwość, delikatność i gdzieś głęboko siłę, która pozwoliła jej przeżyć w Pine Cottage. Lisę poznajemy tylko ze wspomnień, wręcz promieniała siłą i dobrocią, natomiast Sam od początku do końca pozostaje dla nas jedną z tajemnic do rozwiązania. Jest też kilku innych bohaterów, którzy często się pojawiają, ale znamy tylko najważniejsze fakty na ich temat, a mimo to jest to kompletnie wystarczające, bez żadnych wyczuwalnych braków. W drugiej połowie książki, gdy wszystko staje się jaśniejsze pojawiają się nowe postacie których historia jest ważnym elementem całości i dopełnia książkę, sprawiając, że staje się jeszcze bardziej intrygująca, choć wydaje się, iż to już niemożliwe.

 Fabuła wiele razy mnie zaskakiwała. Wspominałam już o nagłych zwrotach akcji, które były możliwe dzięki licznym tajemnicom. Ich stopniowe odkrywanie, dzięki przeróżnym poszlakom i informacjom, które stopniowo były wprowadzone, nieprzeciągle ani zbyt szybko, były najciekawszą dla mnie rzeczą, prócz oczywiście wydarzeń Pine Cottage, powracających z czasem. Podczas lektury nieodłącznie towarzyszyło mi uczucie niepokoju i tajemnicy. Czułam się jak spacerująca w ciemności osoba, której wydaje się, że jest sama, jednak w głębi duszy czuje, że ktoś za nią podąża. Jakbym była obserwowana i to wywoływało specyficzny lęk, co jest kolejnym plusem dla książki. Potrafi wciągnąć i jednocześnie przenieść nastrój ze stron na emocje człowieka tak lekko i szybko, jak za mrugnięciem oka.


"Chociaż najbardziej na świecie pragnęła krzyczeć ile sił w płucach i niechby
 wiatr porwał ze sobą jej obłąkańczy lament.
Lecz bezlitosna dłoń wewnątrz niej wciąż się zaciskała, potęgując jej wściekłość, jej ból."


"Ocalałe to książka kompletnie nieprzewidywalna, niepokojąca, nieco mroczna i pełna zagadek, która mocno wciąga do swojego niecodziennego świata. Autorka bez trudu steruje emocjami czytelnika, to dając mu odpocząć, to nagle zrzucając na głowę kubeł zimnej wody, jakby chciała powiedzieć, że wcale nie jesteśmy bezpieczni, chowając się za stronicami tej książki. Przerzucając strony, niejednokrotnie wstrzymywałam oddech w oczekiwaniu na ciąg dalszy, nawet tego nie zauważając. Podczas moich ulubionych fragmentów, tych z przeszłości, zawsze czułam największy niepokój, jakby zaraz coś miało wyskoczyć z szafy, i te zarazem najbardziej mi się podobały. Jak rzadko czytam thrillery, tylko te wybrane, to ten nie dość, że podbił moje serce, to wprowadził w odpowiedni nastrój, czego niektóre nie potrafią. Książkę oceniam bardzo wysoko i na pewno jest godna polecenia, wiem też, że na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę. I nie myślcie, że wystawiam pozytywną opinię, bo nie znam się na tym gatunku. W życiu obejrzałam tyle horrorów i thrillerów, że nic mnie już nie może zdziwić ani przestraszyć. Jednak "Ocalałe" złapały mnie w swoją sieć i nie wypuściły aż do ostatniego zdania.

"Jednak jakimś cudem to my krzyczałyśmy najgłośniej, uciekałyśmy najszybciej, walczyłyśmy najbardziej zawzięcie. Udało nam się przetrwać."

poniedziałek, 24 lipca 2017

Replika | Lauren Oliver

Replika | Lauren Oliver
"Replika" jest to moje czwarte spotkanie z tą autorką, więc wiedziałam, że stać ją na wiele. Książka spełniła moje oczekiwania, okazała się nawet dużo ciekawsza i bardziej zawiła niż się spodziewałam, jednak na pewno nie przebiła serii "Delirium", w którą Lauren włożyła wiele serca.

Replika

Lauren Oliver

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Moondrive!





"Replika" opowiada historię dwóch dziewczyn, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Może okazać się, że obie dotąd żyły w kłamstwie.
Gemma od zawsze była chorowita. To dziewczyna pełna kompleksów, w szkole jej dokuczają, a rodzice trzymają ją pod kloszem. Wraz z wycieczką na Florydę pojawia się szansa na zyskanie odrobiny wolności, jednak w ostatniej chwili rodzice zakazują jej wyjazdu. Gemma dowiaduje się, że jej rodzice mają przed nią tajemnice, a to wszystko ma związek z tajemniczą kliniką w Heaven, znajdującą się niedaleko miejsca, w które chciała się udać. Wtedy postanawia uciec z domu i na własną rękę przekonać się, jakie sekrety skrywa to miejsce i co ją łączy z nią i dziewczyną, którą spotyka po drodze.
Lira to replika. Jeden z klonów hodowanych w Heaven. Zamknięta jest w świecie, w której wszyscy jej mówią, co ma robić, jak się zachowywać. Pracownicy kliniki źle traktują osobniki jej podobne, dla prawdziwych ludzi jest nikim. Heaven to cały świat, jaki zna, więc kiedy przypadkowo udaje jej się wydostać na wolność wraz z męską repliką, numerem 72, nie jest pewna, czy świat na zewnątrz jest dla niej bezpieczniejszy. Poddaje wątpliwości życie, jakie dotąd znała i przyjmuje pomoc od ludzkich chłopaka i dziewczyny, których poznaje na swojej drodze.





Pewnie wiele już słyszeliście o tej książce. Zapewne słyszeliście, że można ją czytać na wiele sposobów. Ja zaczęłam od Gemmy, której zwyczajne życie szybko mnie znudziło, więc postanowiłam odwrócić książkę i nadrobić Lirę do tego samego poziomu. Moim planem było czytanie książki naprzemiennie, ale ostatecznie tak się wciągnęłam, że skończyłam czytać Lirę w  lekko ponad godzinę. Jej część jest krótsza i ma 180 stron. Poznawanie kliniki i wszystkich przerażających rzeczy, które tam robiono były straszne, a zarazem fascynujące. Samo "klonowanie" ludzi napawa ciekawością, a wokół właśnie tego tematu kręci się cała książka. To naprawdę świetny pomysł na fabułę, która jest pełna tajemnic i zagadek, które rozwiązują się z czasem. Podobało mi się poznawanie życia w Heaven z perspektywy Liry, a także jej odczuć względem życia wewnątrz niej, a także w wewnętrznym świecie, który był dla niej całkowicie obcy. Autorka znakomicie poradziła sobie z przedstawieniem replik jako postaci prymitywnych, które słyszały z daleka o ludzkim życiu, ale nigdy nie brały w nim udziału.


"Potwory - tak nas nazywają. Demony.
Czasami w bezsenne noce zastanawiam się, czy nie mają racji."


Gdy w końcu wróciłam do Gemmy okazało się, że byłam blisko momentu, w którym akcja wreszcie nabiera tempa. Gemma, jak na bohaterkę trzymaną pod kloszem, okazała się bardzo odważna, a może tylko spragniona przygód, których nigdy nie było jej dane przeżyć. Jej narracja jest dłuższa niż Liry i po momencie, w którym Lira kończy, u Gemmy możemy się dowiedzieć, co dzieje się dalej. 

 Autorka na pewno miała świetny pomysł na książkę. Klimatycznie przypomina mi ona właśnie serię "Delirium", bardziej niż pozostałe książki autorki wydane u nas w Polsce. Widać, że dobrze czuje się w tym temacie i zgrabnie lawiruje między konkretnymi wydarzeniami, pobudzając ciekawość czytelnika. Lauren mnie nie zawiodła, jednak książka raczej nie wpisuje się na listę moich ulubionych. Czy warto ją przeczytać? Na pewno, szczególnie jeśli ktoś lubi takie klimaty. Tajemnicza klinika, nienaturalne eksperymenty, z jednej strony zwykły świat, a po drugiej stronie muru mnóstwo tajemnic, które trzeba odkryć. Prawda może się okazać o wiele bardziej szokująca, niż się spodziewamy. Język pisania jest dość lekki, ale bardzo przekonujący, a zdarzenia są przedstawione bardzo autentycznie, podobnie jak bohaterowie ze strony Gemmy. Od strony Liry spotykamy się z przeróżnymi dziwnymi osobowościami, co charakteryzuje odcięte od świata repliki. Natomiast dzięki dwustronnej narracji możemy zobaczyć obie dziewczyny z różnych perspektyw i zrozumieć różnice pomiędzy nimi. Do tego na początku książki mamy notkę od autorki mówiącą o tym, "że nie istnieje coś takiego, jak obiektywny ogląd zdarzeń", a ta wyjątkowa narracja ma nam to udowodnić.

"Jeśli byli tak świetni w wymyślaniu różnych historii, czy mogła kiedykolwiek mieć pewność, że mówią prawdę?"

 Cieszę się, że zaczęłam czytać od Gemmy. Lira jakby od razu daje nam odpowiedzi na pytania, które pierwsza dziewczyna sobie zadaje, próbując poukładać elementy układanki na swoje miejsce. Zapewnia nam tajemniczy klimat i intryguje. Jednak, jak już wspominałam, w narracji Gemmy z początku niewiele się dzieje, więc można się trochę znudzić. Gdybym miała Wam polecić sukcesywny sposób na czytanie "Repliki", powiedziałabym, że najlepiej czytać naprzemiennie rozdziały, choć dla osób leniwych się to nie sprawdzi i też nie do końca można się wciągnąć w historię. Najlepiej zrobić podobnie do mnie - przeczytać kilka pierwszych rozdziałów z perspektywy Gemmy, która wprowadzi nastrój tajemnicy, po czym nadrobić tę samą ilość u Liry, która przedstawi nam nową historię, a im bardziej się zagłębimy, tym więcej rzeczy zrozumiemy.

"Replika" jest to bardzo oryginalna opowieść, pełna intryg, zwrotów akcji i sekretów, na które odpowiedzi znajdują zarówno Gemma, jak i Lira, które razem się uzupełniają. Książka sprawia, że zaczyna się myśleć o naszej rzeczywistości w całkiem inny sposób. Postacie drugoplanowe są świetnym uzupełnieniem historii i, co najważniejsze, nie są denerwujące, co mnie bardzo cieszy. Wręcz przeciwnie, bardzo wszystkich polubiłam. Pojawiły się również wątki miłosne, miałam wrażenie, że trochę nieporadne po jednej ze stron, ale to właśnie dodało im uroku. Jedynym minusem tej książki jest to, że kończy się w momencie, kiedy nie poznajemy odpowiedzi na wszystkie pytania, tak jakby urwała się w połowie, ale być może jest to jakiś znak, który musimy zrozumieć. 


"Ludzie, których powinniśmy znać najlepiej, okazują się obcy, a ci niemal obcy nagle stają się jak rodzina."


Oczywiście nie można nie wspomnieć o wyjątkowej okładce. "Replika jest jedną z niewielu książek, które można czytać do góry nogami. Z jednej strony mamy Gemmę, a z drugiej Lirę. W "Replice" narracja dziewczyn nie jest naprzemienna. Chodzi o to, że książka została podzielona na pół i widzimy pewną przestrzeń czasu w dwóch różnych miejscach, dwoma innymi parami oczu. Już samo to doświadczenie jest ciekawe.


sobota, 22 lipca 2017

Obsydian // seria Lux | Jennifer L. Armentrout

Obsydian // seria Lux | Jennifer L. Armentrout
O serii "Lux" usłyszałam pod koniec poprzedniego miesiąca, i to same dobre rzeczy. Z ciekawości postanowiłam poszukać trochę informacji na jej temat, ale nie chciałam żadnych spojlerów, więc po prostu zapytałam na instagramie o opinie. Krótkie streszczenia moich kochanych obserwatorów szybko przekonały mnie, że powinnam po nią sięgnąć i tak zrobiłam. Wyszukałam szybko najtańszą ofertę i zgarnęłam cztery dostępne tomy, żeby nie musieć się martwić, co będzie jeśli dana część skończy się w stresowym momencie. Jestem sobie wdzięczna, że to przewidziałam, bo trzy części z pięciu tak właśnie się zakończyły. W tym czwarta, a ja jeszcze nie posiadałam piątej! Wtedy z opresji wyratowała mnie Natalia (@bookspacepl) której zawdzięczam egzemplarz "Opposition".

Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o pierwszym tomie "Obsydian", a także w skrócie o reszcie serii, tak jak to zrobiłam z "Szeptem". Jeśli się zastanawiacie, czy opinia będzie pozytywna i warto zapoznać się z recenzją, odpowiedź brzmi: ZDECYDOWANIE TAK!

Z początku nie rozumiałam, co może być ciekawego w serii o kosmitach w wieku licealnym, ale szybko zrozumiałam, że byłam głupia, zadając sobie to pytanie. To jedna z najlepszych serii, jakie czytałam i choć pisząc tę recenzję, jestem dwa tygodnie po lekturze całości, nadal się nad nią rozpływam, więc możecie zostać wciągnięci w moją sieć zachwytu.


Obsydian

Jennifer L. Armentrout

Wydawnictwo Filia



 Przed ostatnim rokiem szkoły Katy przeprowadza się z mamą do Wirginii Zachodniej, gdzie wieje nudą, co w niczym nie przypomina Florydy, z której się przeniosła. W sąsiedztwie zamieszkują bliźniaki; Dee, która bardzo stara się z nią zaprzyjaźnić, i jej brat Deamon, któremu się to nie podoba. Jest arogancki, wkurzający i niesamowicie przystojny. Z niewyjaśnionych powodów chciałby, żeby Katy trzymała się od nich z daleka, ale kiedy grozi jej jakieś niebezpieczeństwo, nie waha się, by ją ratować. Gdy któregoś dnia dziewczyna wpada pod koła ciężarówki, Deamon dosłownie zatrzymuje czas. Od kiedy Katy poznaje prawdę, zaczyna grozić jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Bezpieczeństwo może jej zapewnić tylko Deamon, no chyba, że sama go wcześniej zabije...
On nie chce jej znać, ale by ją uratować Daemon Black zamrozi czas, spali świat, jeśli to będzie konieczne.

"Obsydian" to nie było moje pierwsze spotkanie z tą autorką, gdyż wcześniej miałam okazję przeczytać jej "Co przyniesie wieczność", które nie dorównuje serii "Lux".
Książka wciągnęła mnie już od pierwszych stron, a im bardziej się zagłębiałam, tym mocniej mi się podobała. Z perspektywy czasu widzę, że pierwsza część to jeszcze nic, w porównaniu z kolejnymi.

Szalenie uwielbiam wykreowanych przez autorkę bohaterów tej książki. Dee jest gadułą, jakich mało, ale jest bardzo troskliwa i ma wielkie serce. Daemon w moim mniemaniu jest bardzo męski, a jednocześnie chłopięcy. To facet, który potrafi być groźny, a jednocześnie troszczy się o rodzinę bardziej niż o cokolwiek, a nawet kogokolwiek. Dla bezpieczeństwa ludzi, na których mu zależy jest w stanie zrobić wszystko. Właśnie dlatego odpycha od siebie Katy.
Z początku trochę szokujące dla mnie były niektóre słowa wymierzone przeciwko niej. Deamon nie oszczędzał się, próbując odsunąć ją od siebie. Autorka stworzyła coś całkiem odważnego, ale świetnego. Dialogi pomiędzy nimi zawsze były błyskotliwe, zarówno w lepszych, jak i gorszych chwilach. Na całe szczęście Katy to również dobrze przemyślana bohaterka. Zawsze zdawało mi się, że mam silną wolę, ale w chwilach, w których ja się poddawałam, ona nie dawała za wygraną. Była silna i odważna nawet w obliczu nieznanego niebezpieczeństwa i chyba to sprawiało, że była tak wyjątkowa. Wkrótce okazuje się, że za trzymaniem się bohaterów z dala od siebie stoi coś więcej. Pewna okropna prawda, której źródło i rozwiązanie znajdujemy dopiero w kolejnych częściach.

 Cała seria "Lux" posiada wartką akcję i podczas jej czytania stale towarzyszyło mi przyspieszone bicie serca. Nawet jeśli nie w chwilach niebezpieczeństwa, to podczas potyczek słownych Deamona i Katy lub kolejnych spotkaniach z nimi. Jest to jedna z nielicznych serii, które podbiły moje serce tak po prostu, bez powodu, w sposób, którego nie potrafię opisać słowami. Na to, że jest wyjątkowa wpływa wiele czynników, takich jak nieprzewidywalność, kreatywność, niesamowita więź między głównymi bohaterami i liczne wątki oraz motywy włączone w tę serię.

W pierwszej części głównie poznajemy sekrety, a także zapoznajemy się z możliwościami - dosłownie. Wszystko to oraz uczucia i przyjaźnie, które szybciej bądź wolniej się nawiązują, zostają przeniesione do kolejnych części, w których już wiemy, kogo mamy po swojej stronie. Dopiero wtedy zaczyna się prawdziwe niebezpieczeństwo, więcej wrogów, tajemnic i zacieśnianie więzi.

Całość jest naprawdę niesamowita, od pierwszej do ostatniej strony. Dzieje się tak wiele na każdym polu, że nie odrywałam się od czytania ani na chwilę. Robiłam sobie małe przerwy na ważne czynności, a potem zamykałam się w pokoju i czytałam od rana do wieczora, w każdej chwili, którą mogłam wykorzystać, bo nie potrafiłam przestać myśleć o tym, co dalej. Po raz pierwszy zdarzyło mi się zarwać nockę i obudzić się z książką koło twarzy. Każda z części przywoływała mnie z daleka i potrzebowałam całej swojej siły woli, za każdym razem, gdy musiałam ją odłożyć. Z tomu na tom poziom się podnosił, co nie oznaczało, że któraś z części była słabsza, o nie. Z książki fantastycznej, z czasem zaczęła przemieniać się w mieszankę z paranormal romance, a nawet sci-fi, ale w bardzo pozytywnym sensie i nie przesadnie. Nie przypomina w żadnym stopniu Niezgodnej, ani niczego podobnego.

"Obsydian" przedstawia nam, kompletnie nową i dużo ciekawszą niż inne książki, wersję kosmitów oraz świata, w którym żyją. Ich postać oraz pochodzenie mają kluczowe znaczenie w całej historii i nie są nam nieznane, jak to się dzieje w innych opowiadaniach o "ufoludkach". Jak już powtarzałam, dzieje się naprawdę dużo, jest błyskotliwie, ciekawie - a autorka tylko tę ciekawość wzmaga - a także odprężająco, bo nie jest to "ciężka" fantastyka. Fabuła nie jest jakoś bardzo zawiła. Książka pisana jest lekko, lecz nie infantylnie. Łatwo można się w niej zatracić i zapomnieć, czy jest się sobą, czy Katy w jej niecodziennym. Pod koniec dwóch pierwszych części poznajemy również wybrane przez autorkę fragmenty książki z perspektywy Daemona, mogąc zajrzeć w jego myśli, a w dwóch ostatnich narracja jest naprzemienna - należy zarówno do Katy i Daemona. Normalnie w książkach bardziej podoba mi się narracja faceta, ale w tej oceniam je po równo.

Podsumowując, jeśli lubicie fantastykę z wartką akcją, wątkiem miłosnym, bohaterów szalonych, jak i tych troskliwych, ta seria jest dla Was, a "Obsydian' to tylko wstęp do jej bram. Jennifer świetnie sobie radzi z tym gatunkiem i mam nadzieję, że jeszcze będę miała okazję przeczytać coś podobnego spod jej pióra, bowiem jej pomysły są oryginalne, a całość nie przypomina niczego, co już czytałam lub, o czym słyszałam. Każdy rozdział jest wyjątkowy i łatwo jest nie zauważyć, kiedy pół dnia upłynie na ich czytaniu. Na pewno kiedyś wrócę jeszcze do tej serii i to nie raz. Polecam Wam ją całym sercem, bo nic więcej już chyba nie mogę dać. A jeśli zamierzacie ją dodać do swojej listy czytelniczej, to gwarantuję Wam, że się nie zawiedziecie, a także radzę się spieszyć, bo powoli zaczyna zanikać w sklepach, a w niektórych sam "Obsydian" jest już niedostępny.

Jeżeli za moją namową postanowicie kiedyś ją przeczytać i będziecie mieli chęć podzielić się wrażeniami, to będę najszczęśliwsza móc poznać Waszą opinię na jej temat, tutaj w komentarzach czy w wiadomościach na instagramie. Ta seria od razu zdobyła moje serce i wspięła się na sam szczyt mojej książkowej listy, więc będę bardzo dumna, jeśli dzięki mnie zdobędzie kolejnego zwolennika. :)

A jeśli ktoś z Was już czytał tę serię, a jakimś cudem tu trafił, również powinien zostawić po sobie jakiś ślad. Każdy, kto ma choćby odrobinę podobne odczucia do mnie, jest tu jak najbardziej mile widziany!
Copyright © 2016 Sun Reads , Blogger