Save You | Mona Kasten

Save You | Mona Kasten


Wszystko, czego chciała Ruby, to ukończyć szkołę i dostać się na wymarzone studia na Oksfordzie. Ciężko na to pracowała i nie zbliżała się do ludzi. James, najpopularniejszy chłopak w szkole, zdobył jej serce, po czym złamał je w oka mgnieniu. Teraz żałuje swojej decyzji, ale jest już za późno. Ruby chce ruszyć do przodu bez niego, nawet jeśli to najtrudniejsza decyzja w jej życiu. James pozostawił nie tylko pustkę, ale i wspomnienia wspaniałych chwil. Dał jej szczęście, choćby chwilowe, po czym wydarł je i pozostawił łzy. Chłopak również je pamięta, i choć chce uszanować jej decyzję, nie potrafi trzymać się z dala. Czy Ruby znajdzie w sobie siłę, by mu wybaczyć? Czy danie Jamesowi drugiej szansy okaże się dobrą decyzją?


"Nikogo nie pokocham tak, jak jego - taką wszechogarniającą, namiętną, absolutną miłością."


Po "Save you" sięgnęłam od razu po tym, jak wpadła w moje ręce. Choć pierwsza część mnie rozczarowała, wiedziałam, że z czystej ciekawości i sentymentu do autorki, przeczytam kontynuację. Cliffhanger, z którym pisarka pozostawiła czytelnika, sprawił, że natychmiast zaczęłam lekturę. Po części, by dowiedzieć, co dalej, a częściowo dlatego, że chciałam mieć to już za sobą. Ku mojemu zdziwieniu, książka bardzo mi się podobała! Pisarka przywróciła poziom, który utrzymywała w "Begin again" i ponownie porwała mnie do stworzonego przez siebie świata już od pierwszej strony. Z ekscytacją przewracałam kartki i zaprzyjaźniałam się na nowo z charakterami. Uśmiechałam się, oburzałam, aż wreszcie dotarłam do ostatniej strony, gdzie Mona Kasten po raz kolejny zostawiła nas ze zwrotem akcji, bez żadnego wytłumaczenia. Jak dobrze, że do premiery "Save us" pozostało niewiele czasu!


W drugim tomie udało mi się utożsamić z bohaterami i zapałać do wielu z nich sympatią. Autorka bardziej skupiła się na ich osobowościach, a także częstotliwości występowania i wreszcie miałam wrażenie, że ich obecność ma jakiś cel. Wcześniej byli mi tylko obojętni lub wzbudzali moją niechęć. Byłam ciekawa, jak autorka rozwiąże problem, który stworzyła. Choć na początku lektury byłam jeszcze przepełniona negatywnymi emocjami, co poskutkowało tym, że miałam ochotę potrząsnąć Jamesem, a szczególnie Ruby, z czasem oboje zyskali sobie moją sympatię. Zaczęłam rozumieć Jamesa i mu współczuć. Fabuła bardziej skupia się na jego trudnej sytuacji domowej, na jego szczerych uczuciach i skomplikowanych myślach. Zaczęłam go nawet podziwiać, ten chłopak miał tyle zmartwień na głowie. Możemy obserwować, jak dojrzewa psychicznie i staje się lepszą wersją siebie. Podobnie z Ruby, która mimo wszelkich przeszkód pozostawała życzliwa i silna. Najpierw byłam na nią zła za jej słabość, ale z czasem zrozumiałam, że to nie naiwność, a siła, którą należy podziwiać. Dodatkowo dwie postaci, które już wcześniej przyciągnęły moją uwagę, czyli Ember i Lydia, siostry głównych bohaterów, również dostały swój głos w książce. Obie mają swoją rolę w historii i budzą nowe emocje. Na ten moment Lydia jest moją faworytką, to niezwykle silna dziewczyna, która mimo swojej trudnej sytuacji i popełnionych błędów, trzyma się i nie poddaje.

W fabule pojawiają się pewne intrygi. W tym tomie dowiadujemy się, na których przyjaciół James może naprawdę liczyć oraz, co skrywa się za maską, którą przywdziewają ci najbardziej enigmatyczni dotąd bohaterowie. Podobały mi się też nowe przyjaźnie i więzi, które zostały nawiązane. Mona Kasten skupiła się tym razem na emocjach oraz relacjach pomiędzy bohaterami. Niestety autorka porzuciła część wątków poruszonych w "Save me", jak na przykład prawdziwe plany i pragnienia Jamesa czy przyjaźń Ruby z Lin. Całkowicie skupiła się na budowanym powoli i z trudem zaufaniu oraz związku Ruby i Jamesa, a także ich więzi z rodzinami. Podobało mi się to. Dzięki temu mogliśmy lepiej ich zrozumieć, a sama fabuła była ciekawsza. Z każdym rozdziałem byłam bardziej zaangażowana i czułam się o wiele bardziej zaintrygowana niż w pierwszym tomie. Czułam się właściwie, jakbym żyła w tej książce. Nie mam pojęcia, skąd taki kontrast pomiędzy jedną książką a drugą, ani niestety, skąd autorka wytrzasnęła pewne pomysły, jak samo zakończenie, dlatego liczę na to, że ostatnia część da nam jakieś logiczne wyjaśnienie.

"Save you" wychodzi już poza schemat, wokół którego obracał się pierwszy tom: elitarna szkoła, bogaty chłopak, biedna dziewczyna i uczucie pomiędzy nimi, które nie ma żadnych szans. Autorka skupia się na problemach życiowych, miłości i rodzinie, nadziei, wzajemnym wsparciu, konsekwencjach i przyszłości, zamiast plotkach szkolnych i imprezach. W książce nie było niepotrzebnych dram i po kilku pierwszych stronach już tylko cieszyłam się każdą sekundą lektury. Autorka ma naprawdę świetne pióro i ciekawe pomysły. Odniosłam wrażenie, jakbym przeczytała o wiele mniej niż w rzeczywistości, nie wiedziałam nawet, kiedy dotarłam do końca i musiałam odłożyć książkę z pustką w sercu. Wierzę, że autorka znów świetnie poradzi sobie z rozwiązaniem problemu, tak jak zrobiła to poprzednio. To bardzo wciągająca opowieść, intrygująca, zaskakująca i emocjonalna. Musicie po nią sięgnąć!


"Podchodzi do drzwi i świadomość, że nie zdołam jej zatrzymać, doprowadza mnie do szaleństwa."



Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar.






Pozostałe recenzje książek Mony Kasten:
Królestwo Popiołów | Sarah J. Maas

Królestwo Popiołów | Sarah J. Maas


Czasy, gdy Aelin była tylko zabójczynią dawno przeminęły. Teraz jest światłem w ciemności, za którym inni gotowi są podążyć i umrzeć w imię wyższego celu. Jednak by to się udało, najpierw trzeba ją uwolnić. Jako zakładnik Maeve, Aelin każdego dnia musi toczyć walkę o przetrwanie, opierać się wymyślnym torturom i wizjom, by nie zamienić się w jej niszczycielską broń. Jej towarzysz życia nie przestaje jej poszukiwać, choć czas ucieka, podczas gdy reszta jej dworu walczy o to, co z niego zostało. Bez ognistej królowej na froncie, każda bitwa jest trudniejsza. Manon, Dorian, Aedion i reszta muszą dopełnić planu niedoszłej królowej, zanim siły zła zniszczą wszelkie nadzieje na jakąkolwiek przyszłość. Wszyscy razem będą musieli stawić czoła ciemności w ostatecznej bitwie o wspólny, lepszy świat. Jak wiele będzie trzeba poświęcić, by to uzyskać?


"Śmierć była jej klątwą, jej darem i jej przyjacielem od wielu długich lat. Cieszyła się, że znów może się z nią spotkać w blasku złocistego, porannego słońca."


Znacie to uczucie, kiedy nieuchronnie zbliżacie się do końca niesamowitej podróży (czyt. swojej ulubionej serii)? Myślę, że tak jak wszyscy fani autorki, z niecierpliwością oczekiwałam premiery ostatniego tomu zabójczej sagi o Aelin i jej świcie. Zdążyłam już stworzyć w swojej głowie tysiąc scenariuszy, szczególnie po tragicznym zakończeniu "Imperium burz". Podczas lektury "Królestwa popiołów" niejednokrotnie wylewałam łzy i myślałam tylko o tym, że nie chcę jeszcze kończyć lektury. Nie powinnam się była o to martwić, stron jest ponad tysiąc, a autorka postarała się, aby dać każdemu wystarczająco dużo miejsca w fabule. Z pewnością jest to bardzo emocjonująca lektura, niezwykle wzruszająca, epicka i świetnie napisana, niestety bardzo pospieszna. W porównaniu do poprzednich tomów, myślę, że "Królestwo" wypadło dość blado, a większość wydarzeń w książce to tylko granie na zwłokę. Bardzo żałowałam, że wielu wątków autorka nie rozwiązała w inny sposób, a także nie poprowadziła akcji inaczej. O tym, co bardzo mi się podobało i mniej, poniżej.

W siódmym tomie bohaterowie powieści zostają rozdzieleni. Każdy ma własne zadanie i podąża we własnym kierunku. Można chwilami odczuć, że brakuje przestrzeni, by podzielić jej dla każdego. W rezultacie najmniej akcji skupia się wokół tej jednej postaci, której najbardziej nie mogliśmy się doczekać, czyli Aelin. Sarah nie poświęca jej zbyt wielu myśli, aż do drugiej połowy. Jednak nie jest to historia tylko królowej Terrasenu, która mimo ciężkiego życia, poświęciła wszystko. To opowieść o królestwie zrównanym z ziemią i ludziach, którzy walczą o nie, o swoją wolność oraz przyszłość swoich potomków. To historia samotnego wilka północy, któremu ciąży na barkach ogromna odpowiedzialność, zmiennokształtnej, która na każdym kroku musi udowadniać swoją wartość. To historia wiedźmy, która wierzy, że miłość uczyni ją słabą, która może połączyć klany wiedźm i poprowadzić ich do lepszego świata. Upadłego króla, którego duszę ogarnął mrok, księcia, który utracił swoją połowę serca, wojowników, którzy spędzili swe życie w niewoli, a teraz muszą stoczyć bitwę, która po raz pierwszy w ich życiu ma jakiś cel. To historia ludzi, którzy gotowi są toczyć pojedynek z wrogiem do ostatniego tchu, poświęcić wszystko, bo mają za co walczyć. Bo kochają, bo mają coś do stracenia, i do zyskania. To epicka w każdym calu opowieść śmiertelników i nieśmiertelnych, magicznych istot, którzy stają ramię w ramię do walki o lepsze jutro dla nich wszystkich.

Tak długo czekałam na ponowne spotkanie wielu bohaterów i no cóż, poczekałam sobie przez większość książki. Najpierw wzbudzało to we mnie podekscytowanie, a moje serce biło mocniej, ale z czasem oczekiwanie zmieniło się w niecierpliwość. Pewne rzeczy autorka zbytnio przeciągała. Nie podobało mi się również rozwiązanie sprawy z kluczami Wyrda. Już od pierwszych niemal rozdziałów Sarah J. Maas stawia bohaterów do walki i tych bitw jest tak wiele, że poza nimi niewiele jest miejsca na rozmowy czy jakieś rozwinięcie fabuły. Myślę, że mogłoby się obyć bez wielu z nich, dzięki czemu ostateczna bitwa byłaby bardziej ekscytująca. Zamiast tego czułam jakby to było zakończenie czegoś, co trwało już od dłuższego czasu. Mimo to nie obyło się bez ofiar, złamanych serc, podskakiwania w miejscu i niemal mówienia do otwartej książki. Fani Manon, Aediona, Doriana, Chaola, Yrene, Elide, Gavriela, Fenrysa, Lorcana oraz wszystkich mniej i bardziej docenianych bohaterów oraz par, będą zadowoleni, że historia każdej z ich ukochanych postaci została opowiedziana i doprowadzona do zasłużonego końca.

Największy atut tej książki to język. Pióro Sarah niezmiennie jest niesamowite i na wysokim poziomie. Opisy miejsc, postaci i wydarzeń są szczegółowe i realistyczne, pozwalają puścić wodze fantazji. Czytelnik czuje się jakby był wewnątrz tego niesamowitego świata, do którego od długiego czasu tak tęskniliśmy. Nie brakuje zwrotów akcji i naprawdę epickich opisów, które sprawiały, że czasami czułam się, jakbym oglądała film. Niemal słyszałam w tle dramatyczną muzykę, haha! Aelin nie przestaje knuć i zaskakiwać. Jej siła jest naszą siłą, by trwać, choć łzy leją się z oczu, aż już dłużej nie jesteś w stanie widzieć liter. Rowan jakimś cudem sprawił, iż jeszcze bardziej się w nim zakochałam. Przeszedł naprawdę długą drogę w tej historii i zmienił się diametralnie od pierwszego spotkania z czytelnikami. W "Królestwie" autorka skupia się przede wszystkim na życiu wewnętrznym postaci, ich myślach, rozterkach, bliznach i wspomnieniach, które, być może wcześniej nie dawały się we znaki, zgłębia również historie pobocznych bohaterów. Wszyscy zmagają się ze swoimi demonami i szukają drogi do odkupienia, mimo wiszącej nad nimi presji. Na każdej stronie czuje się oczekiwanie, czasami napięcie jest tak ciężkie, że trudno oddychać. Autorka ani na chwilę nie pozwala nam zapomnieć, że bohaterów czeka coś wielkiego, coś, co przewróci ich świat do góry nogami, o ile to jeszcze się nie stało.

Sarah J. Maas wykonała dobrą robotę, zapewniając czytelnikom fenomenalne, emocjonujące i zaskakujące ostatnie spotkanie z ukochanymi charakterami i miejscami. Moje sentymentalne serce radowało się każdym wspomnieniem starych czasów, kiedy to bohaterowie dopiero rozpoczynali swoją podróż, ponownym spotkaniem starych przyjaciół i zderzaniem się starych światów z nowymi. Samo to wywoływało już łzy, a piękne słowa, w jakie te wydarzenia zostały ubrane, dodają dodatkowego bagażu emocjonalnego. Dynamiczne sceny akcji, wzruszające przemowy,  ulubione przerwane-w-połowie-rozdziały obecne. Mimo kilku faktów, które mi się nie podobały , naprawdę cieszyłam się lekturą. Przyznam szczerze, że liczyłam na coś innego i początkowo nieco się rozczarowałam, jako wielka fanka jestem wdzięczna za możliwość powrotu do jednego z moich ulubionych światów. Żałuje, że zakończenie nie zostało trochę bardziej rozbudowane. Chętnie dowiedziałabym się, jak potoczyły się losy bohaterów po ostatecznej bitwie, ale te informacje, które dostałam, muszą mi wystarczyć. Zdecydowanie polecam, tych którzy nie mieli jeszcze styczności z serią, zachęcam do sięgnięcia!


"We dwoje szli tą mroczną ścieżką z powrotem ku światłu. Nie chciał, by jego droga skończyła się tutaj."


Za egzemplarze recenzenckie dziękuję wydawnictwu Uroboros.

Inna Blue | Amy Harmon

Inna Blue | Amy Harmon


Blue Echohawk jest nikim. Nie ma pojęcia skąd pochodzi, jak naprawdę ma na imię, ani kim jest, a raczej była, jej rodzina. Porzucona przez matkę jeszcze jako niemowlę, była wychowywana przez włóczęgę. W ten sposób wyrasta na twardą, zbuntowaną nastolatkę, która nie wierzy w miłość, jest zimna i zdystansowana. Ale to wszystko tylko maska, w głębi duszy Blue bardzo chce odnaleźć siebie, zrozumieć kim jest i czego chce od życia. Stać się kimś, choćby tylko dla siebie. Wszystko się dla niej zmienia, kiedy w jej szkole zjawia się nowy nauczyciel historii, Wilson, młody profesor z Wielkiej Brytanii. Jego opiekuńczość, cierpliwość i zrozumienie mogą być nowym początkiem dla zagubionej, samej w wielkim świecie dziewczyny. 


"Jego skrzydła były czarne, jak twoje włosy (...) Może tym właśnie jesteś... Małym kosem z dala od domu." 


Niestety nie dotrwałam do ostatniej strony. Ani nawet w pobliże. Jestem pewna, że ze względu na liczne wątki i problemy poruszone w książce, znajdzie się wielu jej zwolenników, szczególnie, że Amy Harmon jest jedną z najpopularniejszych autorek w ostatnich latach. Niestety mimo trudnej tematyki, jej 'specyficzna' twórczość do mnie nie przemawia. Już na poprzednie jej książki patrzyłam sceptycznie, mimo zachwytów, ale postanowiłam dać jej szansę, gdy przeczytałam opis "Innej Blue". Niestety nie dostałam tego, czego się spodziewałam.

Od pierwszych stron Blue była bardzo antypatyczna i drażniła mnie swoim zachowaniem rozpuszczonej małolaty, którą nie powinna być, biorąc pod uwagę to, jak ciężkie miała życie. Myśli bohaterki są bardzo chaotyczne i długie, a dialogi mało błyskotliwe, chwilami wręcz mechaniczne. W historii jest parę zwrotów akcji, ale lektura bardzo mi się ciągnęła z tymi wszystkimi monotonnymi lekcjami historii i legendami. Akcja budowana jest powoli, więc im dalej, tym nieco ciekawiej w relacji bohaterów, niestety niewystarczająco bym dokończyła. To, co może Wam się spodobać w tej książce to droga Blue do jej odkupienia i próby zrozumienia samej siebie. Bo "Inna Blue" to opowieść o tym, że trudno jest kochać kogoś, jeśli nie kochasz samego siebie, a wszystko wydaje się sypać, gdy nie wiesz, w którym kierunku podążasz. Sam Wil może wzbudzić Waszą sympatię. Mimo swoich dwudziestu dwóch lat, wydaje się nad wyraz dojrzały, ale słodki jak cukier. Ciekawą postacią jest też jego siostra. Fabuła jakoś specjalnie się nie różni od innych zakazanych love stories pomiędzy nauczycielem a uczennicą, ale ma w sobie cechy charakterystyczne dla twórczości Harmon. Jeśli podobały Wam się poprzednie pozycje tej pisarki, jestem pewna, że i ta przypadnie Wam do gustu. Ja raczej po więcej nie sięgnę.



Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Editio Red.
Mieszkając z wrogiem | Penelope Ward

Mieszkając z wrogiem | Penelope Ward


Lata temu Amelia złamała serce Justinowi, mimo tego, jak bardzo sama go kochała. Po śmierci babci dziewczyna otrzymuje w spadku letni dom, a dokładnie jego połowę. Drugie pół przepisała Justinowi, chłopcu, którego pomagała wychowywać. W dzieciństwie tych dwoje było nierozłącznych, ale los chciał, że rozstali się z powodu nieporozumienia. Amelia odeszła, pozostawiając Justina bez nadziei i odpowiedzi. Spotkanie po latach nie jest bynajmniej szczęśliwym, przyjacielskim zjazdem. W dodatku Justin, chłopak, który dawniej śpiewał dla niej piosenki, nie pojawia się w domu, w którym oboje się wychowywali, sam, a z obecną dziewczyną, Jade. Czy Amelii i Justinowi uda się rozwiązać problemy z przeszłości i ruszyć do przodu? Czy może sekrety rodzinne tylko oddalą ich od siebie?


"Po każdym z twoich płaczów, część mnie umiera. Ale z każdym z twych uśmiechów łączysz je od nowa".


Szczerze mówiąc, mam już dość książek z wątkiem hate-love, gdzie bohaterzy bez większego powodu obrzucają się wyzwiskami, jakby wcale nie byli już właściwie dorośli. Sprawianie sobie przykrości w taki sposób zwyczajnie mnie irytuje, nawet coraz bardziej z każdą kolejną pozycją. Ale wobec "Mieszkając z wrogiem" miałam duże oczekiwania. Opis i tytuł całkowicie mnie zaintrygowały i wiedziałam, że mimo wszystko sięgnę po tę książkę. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona. Okazała się to być szybka, miła historia, którą połknęłam na raz. Nie zaskoczyła mnie niczym nowym, ale naprawdę cieszyłam się jej lekturą, której w dodatku udało się utrzymać moje zainteresowanie do samego końca. 

Początkowo fabuła trochę działała mi na nerwy. Trójkącik pomiędzy Amelią, Justinem i jego dziewczyną przyprawiał mnie o lekki ból głowy i tylko czekałam, aż autorka zamknie ten rozdział niechęci i ukrywania prawdziwych uczuć. Powód nienawiści Justina do Amelii był dla mnie głupi, ale musiałam sobie przypominać, że przecież podczas rozstania byli młodzi. Mieli po piętnaście lat. Mimo, że pochodzili z rozbitych rodzin, nie czyniło ich to geniuszami w sprawach życiowych, prawda? Nie byłam zbyt wielką fanką Justina, który na pierwszy stronach był bardzo trudny. Ale wiedziałam, że to tylko fasada, która miała przysłonić jego prawdziwe uczucia. Za tą maską skrywał się mały chłopiec, który wciąż nie wyleczył się po tym, jak porzucony przez swoją jedyną przyjaciółkę i osamotniony w rodzinnym dramacie. Okazał się być wspaniałym chłopakiem, który w dodatku potrafił być zabawny. To typowy "samiec alfa", mężczyzna z niezwykłą aurą i miękkim sercem. Szkoda, że nie pojawiły się żadne rozdziałów z jego perspektywy, bo niejednokrotnie zastanawiałam się, co siedzi w jego głowie. Amelia z kolei była silną kobiecą postacią. Podziwiałam jej siłę i odwagę. Była pewna siebie i niezależna. Popełniła wiele błędów, ale pokornie znosiła ich konsekwencje.

Ciągle zadawałam sobie pytanie, w jaki sposób autorka zamierzała przywrócić tych dwoje do siebie po tylu latach. Jak zamierzała uleczyć ból, który wciąż był odczuwalny, jak oni sami, a przede wszystkim Justin, mieli znaleźć sposób, by sobie wybaczyć i ruszyć do przodu. Ale wszystkie te pytania nie pozostały bez odpowiedzi, które nadeszły w swoim czasie. Fabuła wędruje od teraźniejszości do przeszłości, co pomaga czytelnikowi lepiej zrozumieć rodzaj relacji, jaką mieli Amelia i Justin w dzieciństwie. Niemal w połowie historii, wszystko  niemal całkowicie się zmienia.

"Mieszkając z wrogiem" jest to słodka opowieść o pierwszej miłości, mającej szansę rozkwitnąć w dorosłym życiu, i która po drodze musi nauczyć się zaufania. O sekretach rodzinnych, błędach, przeszłości, która determinuje teraźniejszość i uczuciach. Myślę, że każdemu czytelnikowi spodoba się przekomarzanie pomiędzy bohaterami, stopniowe budowanie napięcia seksualnego, krótkie retrospekcje. Obecnych było kilka poważnych problemów, kilka słodkich i gorących scen, i wiele emocji. Pisarka odnalazła równowagę i zawarła w swojej książce wszystko, co powinno być w dobrym romansie. Właściwie nie chciałam jej odłożyć, dopóki nie dotarłam do końca. Była to co prawda zwyczajna, lekka historia, ale dobrze napisana. Idealna odskocznia od ciężkich lektur, i zdecydowanie interesująca, biorąc pod uwagę to, że ostatnio mam problem z wciągnięciem się w jakąkolwiek książkę.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Editio Red.

Przywódca | Katy Evans

Przywódca | Katy Evans


Charlotte poznała Matthew, będąc jeszcze dzieckiem. Zaoferowała mu pomoc w kampanii, a on ją przyjął, gdy obydwoje byli na tyle dorośli, by ją rozpocząć. W tym czasie oboje się zakochali, a Matthew został prezydentem Stanów Zjednoczonych, dokładnie tak jak chciał jego ojciec. W polityce nie ma miejsca na skandale, więc nie ma go też na miłość. Charlotte usuwa się w cień i próbuje zdystansować, jednak Matthew nie zamierza pozwolić jej odejść. Jest gotów walczyć i znajduje dla niej miejsce w Białym Domu, u swego boku. Czy podróż poprzez marzenia Charlotte i Matthew odnajdzie szczęśliwe zakończenie? Czy Matt może być jednocześnie oddanym prezydentem i mężczyzną, na jakiego zasługuje jego wybranka serca?


"Chcę wpłynąć na ludzkie życie tak samo, jak Matthew i jego ojciec wpłynęli na moje, kiedy przyszli na kolację do mojego domu i potraktowali mnie tak, jakbym miała do zaoferowania coś dobrego. Wszyscy mamy."


"Przywódca" to drugi tom, zaraz po Mr. President, który kontynuuje romantyczną historię o zakazanej miłości na tle politycznym. Część pierwsza zakończyła się dramatycznych akcentem, który sprawił, że miałam ochotę krzyczeć zarówno ze szczęścia, jak i smutku, ponieważ wygrana w życiu zawodowym w przypadku Charlotte i Matthew jest właściwie równoznaczna z przegraną w ich życiu prywatnym. Trzeba coś poświęcić, żeby coś zyskać. W tej części bohaterowie próbują odnaleźć równowagę pomiędzy pracą, marzeniami i miłością. Autorka zabiera nas w emocjonalną podróż, pełną pasji, namiętności i niewiadomych. Katy Evans w "Przywódcy" skupia się głównie na wątku romantycznym. Wysuwa się on na pierwszy plan i w porównaniu do pierwszego tomu, mniej na polityce, przez co moim zdaniem książka dużo traci. Na pewno nie odstaje od swojej poprzedniczki, ale brakuje mi wszystkich politycznych nowinek, które były wcześniej poruszane.

Charlotte poznaliśmy jako dziewczynę pracowitą, która za wszelką cenę chciała spełniać swoje marzenia. Podobnie Matthew, który jest ogromnym patriotą, dla którego ciężka praca i cel w życiu stanowiły ogromną rolę. Jego postać, mimo wszystko, cały czas mnie zachwycała. Jego siła, zdecydowanie, brak wątpliwości, w tym czego chce i trwałość w postanowieniach, zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Oboje są niezwykle inteligentni. Lojalność, siła i pasja pomiędzy Matthew i Charlotte były niesamowite! Naprawdę uwielbiałam, jak Matt zachowywał swój profesjonalny wizerunek jako prezydent, a jednak nadal dzielił się swoimi prawdziwymi uczuciami i zachowywał swoją zabawną i elektryzującą stronę osobowości przy Charlotte. Ogromny zapał, który inspiruje nadal możemy ujrzeć w licznych przemyśleniach bohaterki, którą dorasta w swojej pewności siebie i poczuciu wartości, jak i przemowach nowego prezydenta. Niestety są one trochę przyćmione przez romans, a to coś, co wcześniej najbardziej urzekło mnie w fabule. Pisarka skupia się na potajemnych schadzkach bohaterów, a szczególnie ich fizycznym aspekcie, przez co miałam wrażenie, że co kilkanaście stron czytam o tym samym. Pomiędzy nimi wrzuca tylko krótkie wydarzenia z życia prezydenta i jego damy. Katy Evans chyba się nieco zagubiła lub zagalopowała. Zabrakło mi równowagi pomiędzy poruszanymi wątkami, inspiracji i oddania wobec tematu. Wciąż cieszyłam się lekturą i bardzo kibicowałam tej dwójce, aby znaleźli szczęśliwe zakończenie. Towarzyszyłam im całą sobą w każdej sekundzie tej historii, czasami czułam jednak niedosyt. 

"Przywódca" to niesamowicie słodkie, pełne pasji i ciepła, urocze zakończenie bardzo dobrze napisanej serii o najmłodszym prezydencie, którego dojrzałość i inteligencja Was zachwycą, oraz jego wybrance serca. Dość schematyczna i przewidywalna w stosunku do pierwszego tomu i tego, na co stać autorkę, ale wciąż można się dobrze bawić. Nie wyobrażam sobie nie sięgnąć po nią, jeśli miało się do czynienia z jej poprzedniczką. Na pewno czytelnicy będą zachwyceni tym, że otrzymujemy odpowiedzi na wszelkie pytania, a każdy poruszony kiedykolwiek wątek, zostaje zamknięty, tak jak każda sprawa "zapięta na ostatni guzik". Byłam trochę zaskoczony tym, jak bez trudu wszystkie poprzednie wyzwania, przed którymi stali Matthew i Charlotte, zostały naiwnie łatwo rozwiązane. Spowodowało to, że książka wydała mi się trochę monotonna i czasami poruszała się trochę powoli. W całej historii pojawiały się jednak niespodzianki, które wciągały mnie z powrotem. Z pewnością fabuła nie była tak pełna napięcia, jak pierwsza książka, ale wciąż serdecznie polecam jej lekturę!


"Miłość może być namiętna, dzika, pochłaniająca i fascynująca. Dopada cię w samym środku tego, co wydaje się zwyczajnym życiem, i przewraca wszystko do góry nogami, aż każdą częścią, komórką i atomem swego ciała w pełni zaczynasz żyć."


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Sun Reads , Blogger