Krople deszczu | Kathryn Andrews

Krople deszczu | Kathryn Andrews


Ali Rain po śmierci matki pozostaje niemal całkowicie sama. Przeprowadza się do innego miasta, chodzi do nowej szkoły, rozpoczyna wszystko od nowa. Jedynym, co trzyma ją przy zdrowych zmysłach jest jej największa pasja - taniec, i marzenie, by pewnego dnia dostać się do Julliard. Drew z kolei żyje z dnia na dzień, próbując jakoś się trzymać. Żyje w piekle, o którym nikt nie ma pojęcia, z agresywnym ojcem, czego nikt by się nie domyślił po tak idealnej rodzinie jak jego. Pływanie może mu zapewnić przepustkę do lepszej przyszłości, do wydostania się z miasta, które zaciska mu palce wokół gardła i domu, który przywodzi  na myśl najokrutniejsze wspomnienia, nigdy nie mające końca. Otóż nikt nie wie, z czym zmaga się ta dwójka, jak ciężkie było, jest i być może jeszcze będzie ich życie. Ale ich przypadkowe spotkanie na plaży może być zbawieniem dla nich obojga. Światłem w ciemności, którą oboje próbują opuścić za wszelką cenę. Jednak ich relacje nie wszystkim mogą się spodobać. Czy zdołają przetrwać, gdy ktoś postanowi ich rozdzielić?


"Być może nasze oczy muszą być raz na jakiś czas obmyte naszymi łzami, żebyśmy mogli ponownie zobaczyć życie z wyraźniejszym widokiem."


"Krople deszczu" to jedna z tych pozycji, których potencjał nie został do końca wykorzystany. Nie zrozumcie mnie źle, książka naprawdę mi się podobała. Autorka poruszyła dwa bardzo trudne tematy rodzinne. W historii zarówno Drew, jak i Ali mierzą się z bólem, i radzą sobie z nim każde na swój sposób. Ale pisarka pokazuje, że czasami dzielenie się tym bólem z kimś, może naprawdę pomóc. Bohaterowie mimo, że zmagają się z zupełnie różnymi rzeczami, odnajdują wzajemne zrozumienie, a miłość, która ich łączy z pewnością jest niezwykła. Książka nie jest jednak bez wad, jest to debiutancka powieść i to widać.

Fabuła mi się podobała, ale odniosłam wrażenie, że kreacja bohaterów jest trochę naciągana. Początkowo bardzo poruszyła mnie samotność Ali, jej żal, smutek, żałoba, z którymi się zmagała. Z kolei Drew był zamkniętym w sobie chłopakiem, stłamszonym przez ojca, który musiał martwić się każdego dnia o swoje rodzeństwo i sytuację domową. Jego życie pozornie idealne, za zamkniętymi drzwiami było niezwykle bolesne. Oboje zostali zmuszeni, by dojrzeć emocjonalnie w młodym wieku z powodu okoliczności, na które nie mieli wpływu. Poruszyła mnie każda z ich indywidualnych historii. Niestety im dalej docierałam, tym bardziej zaczynali działać mi na nerwy, szczególnie Drew swoją bierną postawą. Miałam wrażenie, że mimo wielu przeciwności losu, Ali była o wiele silniejsza niż Drew, który powinien ją przecież chronić przed nieprzyjemnościami, szczególnie tymi, za które - w moim odczuciu - poniekąd ponosił odpowiedzialność. Wraz z czasem możemy obserwować jednak rozwój postaci. W ostatecznym rozrachunku mogę przyznać, że bohaterem, do którego zapałałam największą sympatią jest Beau, nasza postać drugoplanowa, która jest świetnym bratem dla Drew i tego rodzaju przyjacielem, na którego zawsze możesz liczyć. Dla zainteresowanych - o tym bohaterze istnieje oddzielna historia, którą przy odrobinie szczęścia, wydawnictwo też wyda.

"Krople deszczu" to książka, która posiada kilka oryginalnych wątków, ale raczej niczym nas nie zaskakuje. Nie brakuje romansu, nastoletnich dramatów, ale i poważnych, trudnych tematów. Zawarte są w niej treści, które nie są odpowiednie dla młodych czytelników, więc należy kierować się ostrzeżeniem autora. W moim odczuciu była dość specyficzna i nie wiem, czy każdemu przypadłaby do gustu. Narracja jest dwustronna, a akcja chwilami chaotyczna. Nie należy ona do najlepszych książek, jakie czytałam, ale zdecydowanie nie była zła. To miła lektura, niewymagająca, ale poruszająca wiele wątków. Jest piękna i wzruszająca w swojej prostocie. Myślę, że wyciśnie niejedną łzę z oka wrażliwego czytelnika nawet od pierwszej strony, dlatego warto po nią sięgnąć. To historia nie tylko o miłości licealistów, ale o szybkim kursie dorastania, stracie, samotności, niezrozumieniu, agresji, marzeniach, pozorach, przyjaźni, a przede wszystkim, rodzinie.  



"Nauczyła mnie, że w życiu najpiękniejsze są chwile. Że ciężko jest tylko wtedy, kiedy tego właśnie się chce. I że codziennie każdy ma wybór, co chce robić, jak reagować i traktować innych."



Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Niezwykłemu.

Magnat | Katy Evans

Magnat | Katy Evans


"Nigdy nie wchodź dwa razy do tej samej rzeki", mówią. Ale czasem nie ma innego wyjścia. Bryn Kelly to zwyczajna dziewczyna, która nie ma nic, prócz wielkich planów. Miała szczęście poznać Aarica Christosa, zanim stał się tym wpływowym, groźnym magnatem, którym jest dzisiaj. Był dla niej przyjacielem, ona dla niego być może czymś więcej. Ale złamała mu serce, a później ich drogi się rozeszły. Plotki głoszą, że Aaric nie jest już tym samym człowiekiem, który był kiedyś. Bryn jednak nie ma już nic do stracenia i postanawia zwrócić się do niego o pomoc. Mężczyzna znany jest z podejmowania ryzyka i pozostaje jedyną osobą, która może ocalić jej start-up. Na zaufanie Christosa trzeba sobie jednak zasłużyć. Czy ta decyzja będzie miała dla Bryn dobre skutki, czy może wręcz odwrotnie?


"Nagle czuję ukłucie w sercu, bo dociera do mnie, że chłopca, którego znałam, już nie ma."


Ze swoją intrygującą fabułą "Magnat" porwał mnie od samego początku. Już od pierwszego spotkania bohaterów nie brakowało typowego dla pióra Katy Evans iskrzenia między bohaterami. Nie mogłam się doczekać, aby dowiedzieć się więcej o bezwzględnym przedsiębiorcy Aaricu Christosie, który początkowo wywarł na mnie wrażenie typowego, sympatycznego faceta, zamiast bezwzględnego biznesmena, i jego związku z Bryn Kelly. W tym romansie "drugiej szansy" autorka wykonała świetną robotę, tworząc​​wyjątkową i złożoną historię!

Jedną z moich ulubionych rzeczy w twórczości Katy Evans jest jej zdolność do tworzenia silnych i niemal zawsze autentycznych postaci. Daje im ogromne serce i pasję, które sprawiają, że ich uwielbiamy. Wyzwania, przed którymi stoją są bardzo realistyczne, i choć nie mogę im pomóc, mam ochotę wskoczyć do książki i to zrobić. Aaric i Bryn nie są wyjątkiem i naprawdę polubiłam ten duet. Idealnie się uzupełniali, a jednocześnie mieli ze sobą wiele wspólnego. Oboje mnie ujęli. Ogromnie podziwiałam postać Bryn z powodu jej determinacji. Walczyła za wszelką cenę, by sprawić, aby jej biznes odniósł sukces. Przypominała mi nieco pozostałe żeńskie bohaterki  z książek pisarki, ale zdecydowanie ich ze sobą nie pomylicie. Bryn miała swoje własne wady i zalety, a karty, które rozdano jej w życiu, nie przemawiały na jej korzyść. Mimo swojej trudnej przeszłości, uparcie dążyła do swoich celów i nigdy się nie poddawała. Aaric, podobnie jak Bryn, był pasjonatem swojego sukcesu i takiego już go poznajemy. Jako mężczyznę, który posiada dosłownie wszystko. W przeciwieństwie do niej, Christos posiada zdolność ukrywania swoich emocji, jest skoncentrowany na pracy i biznesie. Istnieje tylko jedna osoba, która wie, że ​​pod jego maską skrywa się łagodny i życzliwy człowiek. Jeśli czytaliście inne książki Katy, wiecie pewnie, że autorka nie próbuje na siłę zrobić z mężczyzn zimnych draniów, ich osobowości odnajdują równowagę. Uwielbiałam, jak Christos i Bryn wzajemnie się wspierali i szanowali w swojej pracy, a jako czytelnik potrafiłam powiedzieć, jak bardzo się uwielbiają. Ich przyciąganie do siebie było niesamowicie silne, a gdy walczyli przeciwko niemu, ich uczucia i pasja stawały się tylko silniejsze. Z ciekawością obserwowałam ich podróż do ostatniej strony.

W książce pojawiają się przeskoki w czasie, dzięki którym dowiadujemy się, co wydarzyło się pomiędzy bohaterami. Podobało mi się to, jak przeszłość Christosa i Bryn została ujawniona w przelotnych fragmentach, szczególnie, że potrzebowałam trochę więcej, aby lepiej zrozumieć intensywność ich uczuć po tylu latach. Na początku czułam się trochę zagubiona, a jestem czytelnikiem, który uwielbia szczegóły! W fabule nie brakuje zaskoczeń, jak i przewidywalności, zarówno obecny jest humor i dystans, które bardzo sobie cenię.  "Magnat" to słodki romans ze świetnymi postaciami i naprawdę ciekawą fabułą. Jest to dobra, niewymagająca lektura. W historii nie brakuje intrygi i tajemnicy, są też postacie drugoplanowe, które przyciągają naszą uwagę i dynamiczne zwroty akcji. Myślę, że to idealna, niezbyt długa pozycja dla fanów romansów, idealna lektura na jedno popołudnie.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.
Zły Król | Holly Black

Zły Król | Holly Black


Minęło pięć miesięcy od kiedy Jude związała przysięgą Cardana, który obiecał jej rok i jeden dzień posłuszeństwa, nie więcej. Jako śmiertelniczka w krainie przebiegłych i okrutnych elfów nie ma łatwo, a najbardziej nieprzewidywalny z nich wszystkich, obecny król, Cardan niestety jej tego nie ułatwia. Rządy Jude wcale nie wyglądają tak, jakby mogła sobie tego wyobrażać. Wszystko wymyka się spod kontroli i jak się okazuje, władzę trudniej jest utrzymać niż zdobyć. Dziewczyna będzie musiała zawrzeć niespodziewane sojusze, podczas gdy ktoś z otoczenia będzie przygotowywał się do zdrady.


"Kłamstwa pojawiają się nawet tam, gdzie nie ma kłamców."


Po "Złego króla" sięgnęłam następnego dnia, zaraz po tym, jak do mnie dotarł. Pamiętając ciekawość, jaką wzbudziły we mnie ostatnie strony poprzedniego tomu, szybko zabrałam się do lektury. Z początku miałam taki sam problem, jak z "Okrutnym księciem". Pierwsze sto stron bardzo mi się dłużyło i odniosłam wrażenie, że niewiele wnosiły do fabuły. Później było jednak tylko ciekawiej. Strony przewracałam coraz szybciej i szybciej, w oczekiwaniu na odpowiedzi. Niestety autorka zostawiła mnie z wieloma pytaniami i wątpliwościami. W momencie, kiedy myślałam, że wszystko wiem, kiedy najbardziej się podekscytowałam i podskakiwałam w miejscu, wszystko się zmieniło i na ostatnich stronach niemal mówiłam do książki! Najlepiej już sięgnęłabym po kontynuację, niestety trochę musimy na nią poczekać i zupełnie nie wiem, czy sobie z tym poradzę.

Wątek, który w tej części całkowicie mnie pochłonął to skomplikowana relacja pomiędzy Jude a Cardanem. Autorka wcale nie stawia romansu na pierwszym miejscu, dlatego było mi ich mało i mało. W tym tomie z nienawiści, przeszłam do miłości wobec postaci Króla Elfów. Choć czasami miałam ochotę nim potrząsnąć, bo nie byłam w stanie przewidzieć, co powie, ani domyślić się, co czuje, wiedziałam tylko, że chce go WIĘCEJ na kolejnych stronach. Potrzebowałam więcej interakcji pomiędzy nimi, choć były dość dalekie od romantycznych, ale w najlepszy możliwy sposób. Jude wciąż jednak pozostaje moim numerem jeden! Nie zmieniła się ani trochę. Jest bystra, twarda i dobrze zorganizowana. Podziwiam jej siłę i stanowczość, szczególnie, że autorka przenosi poziom przebiegłości elfów na wyższy poziom.

W książce nie brakuje magii, mrocznej i niepokojącej na swój sposób atmosfery oraz sekretów i tajemnic, które sprawiają, że całość jest przejmująca i nieprzewidywalna. Wciąż możemy spotkać bohaterów drugoplanowych, których poznaliśmy wcześniej, ale odniosłam wrażenie, że autorka nie skupiała się na nich już tak bardzo, jak wcześniej. Raczej przemykali w tle, jednak ani trochę mi to nie przeszkadzało. Wciąż kocham Bombę, mam mieszane uczucia względem Madoka i niestety nadal nienawidzę dwulicowej bliźniaczki Jude, która jest najbardziej egoistyczną postacią w tej historii. Wielokrotnie miałam ochotę rzucić książką, kiedy pojawiała się na stronach. Liczę na to, że w trzecim tomie każdy dostanie to, na co zasłużył, i jestem ciekawa, jakie rozwiązania autorka zastosuje w licznych sytuacjach i wątkach, które poruszyła. Z wielką niecierpliwością oczekuję kolejnej książki od Holly Black, jej przenikliwego umysłu i wybujałej fantazji.


"Ona też lubiła,gdy ogarniał ją gniew. Lepiej się wściekać, niż się bać. Lepiej niż pamiętać, że jest się śmiertelną istotą pośród potworów. Tu już nie było opcji dodatkowych kółeczek."


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar.

Bestia. Przebudzenie Lizzie Danton | L.A. Fiore

Bestia. Przebudzenie Lizzie Danton | L.A. Fiore


Od dnia, w którym matka oddała życie za Brochana, w małym Szkockim miasteczku, w którym urodził się chłopiec, wszystko miało się zmienić. Ojciec go przeklął i próbował zniszczyć. Mieszkańcy odwracali wzrok i pozwalali na jego krzywdę. Tak narodziła się bestia. Brochan już jako dorosły, jest zimnym, bezwzględnym mężczyzną, który pali za sobą wszystkie mury i zostawia martwe trupy. Lizzie Danton od początku była niechcianym dzieckiem. Oddana do szkoły z internatem, w której sposobem na wychowanie był strach i ból, powstaje niczym feniks z popiołów. Sztuka jest jej nadzieją i sposobem na przetrwanie. Po wydostaniu się ze swojego piekła zostaje młodą, utalentowaną malarką, wrażliwą artystką, pełną światła i mroku jednocześnie. Gdy Lizzie nagle dowiaduje się o śmierci nieznanej ciotki, od której okrutna matka ją odizolowała, wszystko ma się zmienić. Kobieta zostawiła jej w spadku rodzinną chatę w Szkocji, miejsce, w którym dziewczyna może wreszcie czuć się jak w domu. Spotkanie Lizzie i Brochana może zaowocować złączeniem pokrewnych dusz lub zupełnym zniszczeniem jednej ze stron. Czy poradzą sobie ze wszystkim, co przyniesie im los?


"Moje prace zwykle były mroczne. Przebijała z nich nutka smutku, która choć miała w sobie piękno, była także pełna tragizmu. A tutaj... tutaj wszystko przepełniało światło, może nawet optymizm."


Tym, co zachwyciło mnie w książce jest jej klimatyczność. Jest tajemnicza, baśniowa, z czasem robi się dość cukierkowa. Początek jest niepokojący, aż chce się wcisnąć jakiś wątek paranormalny. Opis z okładki jednak zupełnie nie jest trafiony. Z pewnością zapowiada enigmatyczność fabuły i każe zastanawiać się nad tym, co jest w środku, ale nie oddaje wiernie treści. Kreacja bohaterów okazuje się być bowiem dość naciągana, ale myślę, że mimo wszystko ich polubicie! "Bestia" to naprawdę intrygujący, mroczny romans, który śmiało można porównać do "Pięknej i Bestii", z tym wyjątkiem, że bestia nie jest "brzydka", ale z pewnością groźna. Należy oddać autorce to, że w swoich opisach pięknie oddała malownicze krajobrazy Szkocji. Czytelnik bez trudu może sobie wyobrazić, że rzeczywiście się tam znalazł.

Pierwsze rozdziały książki to zlepek przypadkowych wydarzeń z życia bohaterów od momentu ich narodzin. Dzięki temu po krótce widzimy, jak dorastali, co przytrafiło im się w życiu i jak to się stało, że są dziś tym, kim są. Zarówno Lizzie, jak i Brochan, mieli trudne dzieciństwo w podobny, ale inny sposób. Ich największym przewinieniem było to, że przyszli na świat. Byli niekochani przez swoich bliskich, a jednak każde z nich wyszło z tego mniej lub bardziej poturbowane. Gdy Lizzie pojawia się w miasteczku, autorka z naciskiem podkreśla wszelkie plotki i domysły na temat zdystansowanego Brochana. Ma być on zupełnym potworem, mieszkającym w strasznym zamku, gdzie ma miejsce większość akcji. I choć nasza bestyjka wypada dość poważnie, szybko okazuje się, że pisarka nie podołała zadaniu całkowicie. Pojawiają się sceny, gdy może wydawać się dość drastyczny, ale to tyle. Lizzie z kolei to artystyczna, dobra dusza, która we wszystkim widzi piękno, zawsze ma nadzieję, nienawidzi plotkarzy i jak na to, że przez lata była tłamszona, okazuje się być zadziwiająco silna i odważna. Jak już wspominałam, ich kreacja jest dość naciągana. Lizzie jest wręcz nierealna, a o nic niedbający Brochan na okrągło wszystko analizuje. Jak na mój gust, sprawy pomiędzy nimi potoczyły się dość szybko i przesłodzenie.

W książce znajdziecie też wątek kryminalny, w moim odczuciu zbyt powierzchowny i raczej przewidywalny, ale mimo to nie czuję się zawiedziona. Obecne są również porównania do wielu różnych baśni, więc fani bajkowej atmosfery będą zachwyceni. Książka jest napisana bardzo prostym językiem, na plus atmosfera i postaci drugoplanowe. Myślę, że większość niewymagających czytelników będzie zadowolona podczas lektury. "Bestia. Przebudzenie Lizzie Danton" to historia nie tylko o miłości, ale też przyjaźni, problemach rodzinnych, trudnej przeszłości, nienawiści, wybaczeniu, stracie, strachu i ruszaniu do przodu. Pełna piękna i bólu, sztuki, szkockiego klimatu małomiasteczkowego, mroczna i ciekawa. Nie brakuje antybohaterów i podejrzanych typów. Myślę, że jest to mieszanka znanych nam baśni, która przypominała mi również chwilami "Weterana" Katy Ragnery. Jeśli lubicie takie klimaty, polecam!


"Jestem gotów odciąć się od tego, co brzydkie, bo otacza mnie samo piękno."


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Niezwykłemu.

Symetria dusz | J.L. Weil

Symetria dusz | J.L. Weil


Bariera między żywymi a martwymi opadła. Piper musi przygotować się do wojny. Po śmierci jej narzeczonego, świat stanął na głowie, a ma być tylko gorzej. Czy rada pozwoli, aby Zane, jedyny chłopak, którego Piper kiedykolwiek kochała, stanął u jej boku, gdy zostanie prawowitą królową? Żadne z nich nie może już udawać, że nic do siebie nie czują.
Zwiastunka i Kosa śmierci będą musieli stanąć do walki, pomylić bliskich i odkryć zdrajców. Los wszystkich jest w rękach Białego Kruka.


"Jeśli nie znajdujesz się po stronie żywych, to już jesteś martwy."


Książka zaczyna się tam, gdzie skończyła poprzednia. Krótko mówiąc, rozpoczyna się walka ze zjawami. Nad Piper wisi podobna decyzja, co w "Czarnej Wronie", jednak tym razem musi działać szybko, nie ma już czasu ani możliwości na roztrząsanie. Na całe szczęście, tak też się nie zachowuje. Staje się odpowiedzialna, mimo kilku pochopnych decyzji, podejmuje działania i wreszcie sięga po to, co musi. Bohaterka zdecydowanie przechodzi pozytywną metamorfozę. Już wcześniej dowiedzieliśmy się, iż Piper jest Banshee, ale autorka nadal nie rozwija całkowicie tego wątku i brakuje w nim efektowności. Co do Zane'a... Już w recenzji drugiego tomu pisałam, że stracił na tajemniczości, podobnie jak fabuła klimat, a w tej części dodatkowo staje się miękki, ale wciąż ma w sobie dużo charyzmy. Myślę, że tak jak podbił moje serce, czy Wasze, z pewnością ich nie straci.

"Symetria dusz" jest pewnego rodzaju równowagą pomiędzy tajemniczym i wciągającym pierwszym tomem, a drugim, który w moim odczuciu był tylko przejściem do tego, co miało się dopiero wydarzyć. Seria jest lekka i wciągająca, jednak niewymagająca. Po czasie odniosłam wrażenie, jakby każda część interesowała mnie trochę mniej. O ile pierwsza była bardzo klimatyczna, kolejne nie wzbudzały we mnie wielkich emocji. Dalsze losy bohaterów intrygowały mnie i to tyle, więc zakładam, że serię powinno się polecać raczej młodszej młodzieży lub czytelnikom, którzy jeszcze nie zaznajomili się ze wszystkimi schematami w książkach fantastycznych.

Podsumowując, podobały mi się wszystkie trzy książki z tej serii, była to namiętna historia miłosna, a ja bardzo polubiłam zadziorną postawę Piper oraz uroczego Zayn,'a. Przyznam także, że poczułam ulgę, iż irytujący Zander wreszcie zniknął z horyzontu, choć wiem, że wielu go lubiło. Weil urzeka każdą chwilą, a historia natychmiast Cię zasysa. Jeśli chodzi o "Symetrię dusz", czułam, że po tak wielu walkach, pośpieszne zakończenie po wojnie było trochę rozczarowujące. Pisarka niczym mnie nie zaskoczyła, wciąż jednak polecam, bo końcówka była piękna!


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Kobiecemu. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 Sun Reads , Blogger