Pozwól mi zostać | Tijan

Pozwól mi zostać | Tijan

Mackenzie od zawsze była bardziej przeciętną z rodzeństwa, mniej towarzyską i uzdolnioną, żyjącą w cieniu, ale kiedy Willow, jej bliźniaczka, popełnia samobójstwo, cały jej świat się sypie. Dziewczyna w jednym momencie traci siostrę, przyjaciółkę i drugą połówkę swojej duszy. Nie sądziła, że coś dobrego jeszcze się w nim pojawi, ale jeszcze tej samej nocy trafiła do łóżka Ryana. To był przypadek, ale również jedyne miejsce, w którym mogła zasnąć. Wcześniej się nie znali, a po tym incydencie zostali najlepszymi przyjaciółmi. Choć dziewczyna rozpada się na kawałeczki, a wszystko wokół razem z nią, wsparcie Ryana, który rozumie jej ból może pomóc jej znaleźć drogę do odkupienia. Mackenzie chce nauczyć się, jak żyć za siebie i siostrę, uleczyć swoją duszę, ale też musi pozwolić Willow odejść...


"Wcześniej czułam się tak, jakby moje serce zostało wyrwane z piersi, ale teraz on odłożył je na miejsce."


Zapewne już słyszeliście o "Pozwól mi zostać" i mam nadzieję, że usłyszeliście same dobre rzeczy. Ta książka zdecydowanie różni się od dotychczasowych pozycji Tijan, z którymi miałam styczność. Jest tak piękna, subtelna i delikatna jak jej okładka. Całkowicie dojrzała, wzruszająca i emocjonalna. Poruszająca mnóstwo problemów i idealna dla nastolatków, ale poleciłabym ją również starszym czytelnikom. Jest dobrze napisana, wciągająca i opisuje wnętrze głównej bohaterki z dokładnością w detalach, każde jej uczucie czy myśl w bardzo realistyczny sposób.

Mackenzie jest załamaną, samotną nastolatką. Jej narracja pozwala nam dowiedzieć się, jaka była Willow i poznać główną bohaterkę w przeszłości oraz taką, jaka jest obecnie. Widzimy jej przemianę, która jest konsekwencją straty, wyzwalającą w niej zarówno lepsze, jak i gorsze cechy. Ze ściśniętym sercem obserwujemy jej zmagania, strach, ból, tęsknotę, niepewność i nienawiść do siebie i rodziny za każdym razem, kiedy patrzy w lustro. Chyba nikt z nas nie jest w stanie sobie wyobrazić, jak potężnym ciosem jest utrata bliźniaka. Ale Mac ma w sobie nutkę charakteru Samanthy z "Fallen Crest", zadziornej i walczącej o swoje. Mimo trudnego okresu w życiu, tłumienia licznych emocji, dziewczyna pozostaje odważna i stanowcza, przyjmuje liczne cechy swojej siostry, czując w ten sposób, że ma ją przy sobie. Jej duch nawiedza ją, jest z nią na dobre i na złe. Jej największym oparciem pozostaje jednak Ryan. Ich przyjaźń była piękna i nieskażona. Z czasem zaczęła się zmieniać w coś więcej, ale wątek miłosny nie jest tutaj najważniejszy. Ryan jest niezwykle troskliwy, lojalny i współczujący. On też różni się od poprzednich bohaterów książek autorki. Wciąż pozostaje popularnym, wyjątkowym chłopcem, ale o zupełnie wrażliwszym wnętrzu i delikatnym usposobieniu. Nie ma w nim niebezpieczeństwa czy niepokoju, które Tijan lubi dodawać. Chłopak jest oparciem dla Mac w trudnych chwilach, wtedy gdy dziewczyna nie ma nikogo innego, a przy tym również posiada swoje demony i rozumie jej ból.

Autorka nakreśliła nam idealny obraz straty, sposobów radzenia sobie z nią, jej konsekwencji i rodzajów żałoby. Pokazuje, jak ważne jest wsparcie, rozmawianie i okazywanie emocji, a nie tylko ich duszenie. Porusza różnorodną problematykę: różne rodzaje przyjaźni, miłość, rodzinę, jej rozpad, ale też wspólnotę, szkołę, egzystencję. Ukazuje nam od podstaw cały proces leczenia, akceptacji, udowadnia, że nieporozumienia czy nienawiść i dręczenie w szkole można zwyciężyć drogą pokojową i szczerością, nie tylko agresją, jak to bywało np. w "Fallen Crest". Tijan pod każdym względem pokazuje inność i postęp w swojej twórczości. Książkę czyta się migusiem, może poza pierwszymi rozdziałami, w które ja sama musiałam się wgryźć. Jest to emocjonująca podróż, poruszająca, a nawet łamiąca serce. Ostatnie rozdziały sprawiły, że autentycznie płakałam. Odniosłam wrażenie, że historia urwała się nagle, co nie do końca mi się podobało, ale uprzednio wszystkie wątki zostały zamknięte, więc może i dobrze się stało. Jeśli lubicie realistyczne historie poruszające temat utraty bliskiej osoby, to książka z pewnością Wam się spodoba. Każde jej słowo czytelnik czuje głęboko w swoim jestestwie, a smutek rozlewa się na stronach jak łzy po policzkach, pozostawiając jednak siłę i nadzieję na lepsze jutro.


"Wszystko inne było bez wyrazu, białe i czarne, szare, przyćmione, zimne, a gdy do niego przychodziłam, czułam się tak, jakby ktoś włączył kolory."


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.

Addicted. Podwójna namiętność | Krista & Becca Richie

Addicted. Podwójna namiętność | Krista & Becca Richie


Lily Calloway i Loren Hale są przyjaciółmi od dzieciństwa. Oboje pochodzą z bogatych, znanych rodzin, które połączyły swoje marki, oboje mają problemy z rodziną oraz są poważnie uzależnieni. Od czasu pójścia na studia udają szczęśliwą parę, kłamią, ukrywają się i dystansują od ludzi i bliskich. Wszystko to po to, aby utrzymać w sekrecie swoje zmagania. Lo nie jest w stanie wytrzymać dnia bez upicia się do nieprzytomności. Jest outsiderem, więc nie musi jakoś bardzo się starać, by nikt go nie przejrzał. Nienawidzi swojego ojca, który jest głównym źródłem jego problemów. Lily z kolei jest drobna, wstydliwa i nie potrafi odmawiać, a jej największą słabością jest... seks. Oboje przez lata poddają się swoim uzależnieniom, które przysłaniają im widok. Kłamstwo jednak z czasem staje się prawdą, która prędzej czy później musi wyjść na jaw...


"Może nie jesteśmy dla siebie odpowiedni, ale czasem mam wrażenie, że jest jedynym facetem, który będzie mnie w życiu kochał."


Addicted wbrew pozorom wcale nie jest płytkim erotykiem kręcącym się wyłącznie wokół seksu. Scen erotycznych prawie nie ma, co jest wielkim plusem, częściej to myśli głównej bohaterki kręcą się w okół tego tematu, ale opisy są subtelne i wyrażane przez uzależnienie. Autorki opisały wszystko ze smakiem i umiarem, przynajmniej na tyle, na tyle na ile można w tym przypadku. Pierwsza połowa książki toczy się dość spokojnie. Mimo że jest dobrze napisana, początkowo ciężko było mi się w nią wkręcić. Nie wiem, dlaczego. Mimo wszystko do końca nie mogłam się od niej oderwać. Ta skupia się raczej na relacjach pomiędzy Lily i Lo. Ich wiernej, ofiarnej, niezwykle bliskiej przyjaźni damsko-męskiej, która posuwa się, a może już nawet jest czymś więcej. Na tym, jak wygląda ich codzienne życie i funkcjonowaniu ich problemów. Druga połowa zgłębia temat uzależnień, ich konsekwencji, wpływu na innych i siebie nawzajem. Przestaje je postrzegać, jako codzienność, z którą bohaterowie mieli do czynienia przez lata, aż stała się dla nich normalnością, ale jako poważny problem, z którym należy coś zrobić. 

Sposób, w jaki autorki skonstruowały bohaterów, choć brzmi znajomo - outsider i nieśmiała dziewczyna - przedstawia ich w dość oryginalny sposób. Nie odczułam, jakbym czytała o postaciach, które pojawiły się już gdzieś indziej, a ich przyjaźń i związek wcale nie brzmiały jak przewałkowany temat. Lily choć ma tendencje do niepewności czy niekonsekwencji wynikających głównie z jej "kłopotu", nie bywa irytująca, chwilami może trochę obsesyjna. Niestety nie pojawia się narracja ze strony Lo, ale ten chłopak intryguje mnie. Jego niekończąca się troska, widoczna od pierwszych stron słabość do przyjaciółki, nagłe wahania nastroju, brak strachu i poczucie samotności. Bohaterowie nie są już nastolatkami, więc nie próbują sobie narzucać swoich zdań, ani kierować zbytnio swoimi życiami. Nie próbują nawzajem zatrzymać swoich uzależnień nawet wtedy, gdy ich to najbardziej boli, bo wiedzą, jak to jest czuć ten wewnętrzny przymus, który każe im robić rzeczy wbrew sobie, więc nie sposób im samolubnie nakazać tej drugiej osobie przestać. Ich miłość jest naturalna, podobnie jak przejście ze sztucznego związku w prawdziwy. Związek Lily i Lo opiera się na przyjaźni, więc nie widzimy wielkiej różnicy między tymi etapami. Autorki sprawnie kierują akcją, że mamy wrażenie, jakby od zawsze byli razem. Potrzebują się jak powietrza, ale wbrew wszystkiemu nie są toksyczni.

Książka jest dobrze napisana, lekka, zabawna, pełna sarkazmu, ale i bardzo wzruszająca. W ostatnich rozdziałach autentycznie płakałam. Jest to historia o uzależnieniu, które jest silniejsze niż wstyd, przyjaźń czy nawet miłość. Mówi o tym, jak duży wpływ ma na normalne funkcjonowanie, poczucie wartości, nawiązywanie przyjaźni czy kontakty z rodziną. Ma ciekawych bohaterów pierwszoplanowych i naprawdę świetnie skonstruowanych drugoplanowych. Każdy jest jedyny w swoim rodzaju, wyrazisty i zapałałam do każdego jednego sympatią. Pod koniec historia toczy bieg w najbardziej odpowiednim kierunku, jaki mogłabym sobie wymarzyć, więc jestem ciekawa kontynuacji i losów bohaterów w kolejnych dwóch częściach. Chciałabym zobaczyć, jak radzą sobie z uzależnieniami i układają swoje życia. Czyta się naprawdę przyjemnie i książka ma w sobie coś, co wyróżnia ją na tle innych romansów. Zdecydowanie jestem zadowolona z lektury, mimo trudnych początków i polecam ją każdemu fanowi gatunku czy tematu.


"Po części zawsze będę wierzyć, że za późno na zmiany. Być może już zaakceptowaliśmy, że tak będziemy żyć i tak umrzemy."


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu W.A.B.

Dwór szronu i blasku gwiazd | Sarah J. Maas

Dwór szronu i blasku gwiazd | Sarah J. Maas


Feyra i Rhysand z trudem uszli z życiem w wojnie z królem Hyberni. I choć ich bliscy również przeżyli, nie wyszli z tego bez szwanku. Koszmary przeszłości budzą ich w nocy, przypominają się w dzień i odbijają w twarzach ukochanych osób. W oczekiwaniu na święto Przesilenia, Feyra, Rhysand, Mor, Amrena, Kasjan i Azriel odbudowują Velaris, zacieśniają więzi z mieszkańcami oraz między sobą, i starają wyleczyć się nawzajem. Ale są też rany zbyt głębokie, by je załatać... Tym czasem w obozie Ilyrowie powoli zaczynają się buntować.

"Czułam, że tu jest moje miejsce. Po raz pierwszy naprawdę czułam, że gdzieś przynależę."


"Dwór szronu i blasku gwiazd" nie jest kolejną pełnoprawną częścią serii, a jedynie nowelką. Nie spodziewajcie się więc wielkiej akcji, jak w poprzednich tomach. Acofas jest historią bohaterów po wojnie, ich zmagań psychicznych, o tym, jak sobie radzą i jak wygląda ich codzienne życie, a przede wszystkim przygotowania do świąt. Śnieg, zakupy, prezenty i inne prozaiczne czynności. Pierwsze strony mogą być nużące - dla mnie takie były - a dla tych wymagających, cała książka może taka być, ale fani z odpowiednim podejściem powinni być usatysfakcjonowani tym uzupełnieniem serii.

W książce obserwujemy, jak Rhysand i Feyra wchodzą w rolę Księcia i Księżnej Dworu Nocy, ale od tej bardziej formalnej strony, gdzie zajmują się drobnymi sprawami dla mieszkańców, a nie planowaniem wojny. Jednocześnie są dla siebie oparciem, ich miłość działa na nich leczniczo. Narracja skupia się również na innych bohaterach. Nie jest tego dużo, ale możemy na chwilę wślizgnąć się w ich myśli, by lepiej uświadomić sobie strach, ból i nienawiść Mor do jej ojca i całego Dworu Koszmarów, a także tragedię, jakiej doświadczyła w przeszłości oraz obawy i słabość Kasjana do Nesty. Co do tej z kolei... Nesta od zawsze była antypatyczna i nie wzbudzała mojej sympatii, a pod koniec trzeciego tomu miewała nawet lepsze chwile. Niestety tutaj przeszła sama siebie w irytowaniu nie tylko otoczenia, ale i czytelnika. Wydaje się, że wojna odcisnęła na niej największe piętno, jednak jej zachowanie, mimo wszystko, jest nie do przyjęcia. Jej postawa jest ponadprzeciętnie egoistyczna, jakby ona sama przeszła wszystkie trudy świata. Niestety, nikt nie każe jej się wziąć w garść, podobnie jest z Elainą, która zachowuje się jak sierotka. Słabość Feyry do jej sióstr powstrzymuje co poniektórych przed dogadaniem im, przez co miałam ochotę wejść do książki.

Uwaga fani Tamlina, albo ci nieliczni którzy wciąż go lubią! Dowiadujemy się również, co u niego, a jest to obraz nędzy i rozpaczy, aż powiem szczerze, że zrobiło mi się przykro z jego powodu. Nigdy całkowicie nie znienawidziłam jego postaci, choć od drugiego tomu zaczął wzbudzać we mnie negatywne emocje, ale w acofasie naprawdę miałam nadzieję za nas oboje, że w jego życiu jeszcze coś się zmieni. No, przynajmniej do momentu, w którym bezlitosny wobec niego Rhysand przypomniał mi, jakich okrutności dawniej się dopuścił. To już Waszej ocenie pozostawiam, jakie macie życzenia wobec dalszego losu bohaterów. Samych Azriela i Amreny, którzy wcześniej byli chyba najbardziej intrygującymi postaciami jest stosunkowo mało, a ich wystąpienia zostały skrócone do minimum, tam gdzie Amrena, tam i Varian, więc nie spodziewajcie się tym razem pazura.

Myślę, że najbardziej zagorzali fani jednak będą usatysfakcjonowani. Jest wzruszająco, jest cukierkowo, jest zabawnie, a czasem pojawiają się istotne fakty dotyczące ewentualnych przyszłych wydarzeń w Prythianie. Dziewczyny myślą o tym, co tu i teraz, faceci mierzą się z Ilyryjskimi buntownikami, którym nie podoba się przewodnictwo fae półkrwi, a po ostatniej wojnie mają wymówki, by stworzyć ewentualne powstanie. Jest to jednak wątek, który najprawdopodobniej zostanie kontynuowany w kolejnych tomach. Tak, dobrze przeczytaliście, będą kolejne! Pod koniec pojawia się krótki fragment następnej części, która skupi się na innych bohaterach tej historii. Niekoniecznie podoba mi się pomysł wydłużania, wydaje mi się, że ja sama właśnie zakończyłam moją podróż z dworami, ale kto wie, co przyniesie przyszłość...

Podsumowując, "Dwór szronu i blasku gwiazd" to przyjemne w lekturze uzupełnienie serii, opowiadające o życiu codziennym postaci, toczące się spokojnie, chwilami nudnawo, ale łapiące za serce i zgłębiające psychikę bohaterów, ich myśli i uczucia. Jest to bardziej must have dla fanów niż must read dla wszystkich czytelników znających twórczość Maas. To, do czego mogłabym się tylko przyczepić to lekka przewidywalność i jedynie delikatna wyrazistości w kreacji postaci. Wciąż są to te same charaktery, ale bardziej ułagodnione. Autorka przywiązuje dużo wagę do wątków miłosnych, co mi akurat pasuje, bo jestem beznadziejną romantyczką i chwytam każdy taki fragment. Fajne jest także utożsamianie się z mieszkańcami, szkoda tylko, że Maas zapomniała o pozostałych dworach, niemniej jednak wszystko co najważniejsze, zostało powiedziane. Ostatecznie książka mi się podobała i cieszę się, że mogłam wrócić do jednego z moich ulubionych literackich światów, do Rhysanda i Velaris, i po raz ostatni cieszyć się jego atmosferą.


"Tysiąclecia nie starczyłoby na to, co chciałam zrobić, co chciałam z nim zobaczyć. Na wszystkie sposoby, w jakie chciałam go kochać."


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Uroboros.

Płonący lód | Patrycja Kuczyńska, Monika Rępalska

Płonący lód | Patrycja Kuczyńska, Monika Rępalska


Lexi wraz z przyjaciółką rozpoczyna naukę w elitarnej londyńskiej szkole. Rządzi nią grupa niegrzecznych chłopców, z okrutnym Knoxem na czele. Lexi, dzięki swojemu dzikiemu temperamentowi, podpada mu już pierwszego dnia. Knox obiera ją sobie za cel. Tak rozpoczyna się gra pełna potyczek słownych, nienawiści i pożądania, nad którym nie można zapanować. Tyle, że to nie jest jedyna gra, w której uczestniczy Knox, a dziewczyna dopiero ma się o tym przekonać. Które z nich wygra to starcie? A może oboje przegrają walkę między sercem a rozumem?


"Punkt pierwszy. Zniweczyć plan jego gry.
Punkt drugi. Dowiedzieć się, tak naprawdę jakie skrywa sekrety.

Punkt trzeci. Zniszczyć definitywnie Knoxa Blacka."


Po raz pierwszy książkę zobaczyłam na stronie autorek i okładka w zestawieniu z tytułem skojarzyła mi się z fantastyką. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, więc poszukałam opisu i okazało się, że jest to historia z wątkiem hate-love. Choć jest to oklepany temat, zawsze przyciągają mnie takie historie i nie inaczej było teraz. Pierwsze skojarzenie, jakie streszczenie na tylnej okładce przywodzi na myśl, to "Srebrny łabędź". Na szczęście to dwie zupełnie różne historie. Obie są specyficzne i całkiem mi się podobały mimo to, ale nie sposób ich porównywać.

Lexi to waleczna, charakterna, zadziorna dziewczyna, mająca jednak swoje granice. Nie daje sobie dmuchać w kaszę. Jest stanowcza, jednak chwilami dziecinna i irytująca, podobnie jak jej "kłótnie" z Knoxem, rozpieszczonym, przekonanym, że świat należy do niego, nadętym, wrednym, ale jakże przystojnym chłopakiem. Najbardziej niebezpieczny, władczy i nieznający pojęcia "moralność" członek szkolnej elity, a raczej "elity w elicie". Obydwoje wzbudzają w sobie uczucia, którym są jak najbardziej przeciwni i których nie mogą kontrolować. Lepiej poznają samych siebie, a ta znajomość zmienia ich wewnętrznie. Mają również swoje wianuszki znajomych, które także odgrywają znaczącą rolę. Każdy z bohaterów ma swoje wady i zalety, i chociaż nie zawsze podobało mi się zachowanie Knoxa, zdołałam w jakiś sposób go polubić. Zwykle mam jednak problem, gdy idzie o damskie charaktery, więc jeśli chodzi o Lexi, to jest mi zupełnie obojętna. Muszę jednak przyznać, że postaci, jak i podejmowane przez nich decyzje wzbudzały we mnie dużo emocji. Skrajnych emocji. Były chwile, kiedy byłam rozbawiona i takie, gdy miałam ochotę rzucić książką albo wejść do niej, aby potrząsnąć bohaterami.

Jak możecie się już domyślić, większa część książki skupia się na potyczkach słownych. Pada mnóstwo ostrzeżeń i "zemszczę się" oraz nie gorszych odpowiedzi, przewlekane myślowymi westchnieniami bohaterów. Z czasem zaczyna się to robić nużące, jednak jest to jeden z nieodłącznych elementów książek o tej tematyce. "Płonący lód" czyta się migusiem, ułatwia to duża ilość dialogów, choć nie zawsze błyskotliwych. W warsztacie pisarskim widać debiutanckie pióro, ale nie utrudnia to lektury. Język jest lekki prosty, a książka mimo kilku niedociągnięć, wciągająca, chwilami nieprzewidywalna i przemyślana od początku do końca. Sama do końca nie wiem, co o niej sądzić, z jednej strony mi się podobała, a z drugiej irytowała, a błędy językowe rzucały się w oczy. Mimo wszystko czytało mi się ją miło i z ciekawością śledziłam losy Lexi i Knoxa, czekając na ich wielkie zakończenie. Większość wątków z pewnością można przewidzieć i książkę polecałabym raczej mniej wymagającym czytelnikom, lubiącym miłosno-nienawistne wątki i dużą ilość sarkazmu, ale myślę, że każdy fan skomplikowanych historii miłosnych znajdzie tu coś dla siebie.


"Boże, jak ta dziewczyna to robi, że chociaż nie chcę tego czuć do niej, to wydobywa ze mnie takie uczucia."




Za egzemplarz dziękuje wydawnictwu Novae Res.

Obsesja | Helen Hardt

Obsesja | Helen Hardt


Jade ma Talona w swoim sercu, nawet jeśli on wyrzucił ją ze swojego życia. Teraz skupia się na pracy, a dostaje nowe zadanie. Bracia Steel'owie coś ukrywają, a ona zamierza dowiedzieć się, co to jest. Kobieta wie, że mężczyzna, którego kocha jest złamany, a jego sekrety mogą, albo ich rozdzielić albo zbliżyć. Tylko czy Talon się na to odważy? Czy znajdzie siłę, by ratować siebie?

"Jade Roberts stała się dla mnie niezbędna jak tlen, jak pożywienie, jak woda."

Ta część dużo głębiej porusza temat przeszłości Talona oraz tajemnic rodziny Steel'ów, których jest coraz więcej, a odpowiedzi coraz mniej. Tak naprawdę, żeby dowiedzieć się tego, co najważniejsze, musimy przeczytać ostatnią część "Opętanie". "Obsesja" utrzymuje klimat i poziom pierwsze części, ale im głębiej w las, tym staje się ciekawsza. Talon uczy się, jak kochać, a Jade, jak stawiać na swoim, jednocześnie, wraz z najlepszą przyjaciółką próbują odkryć sekrety rodzinne, którymi ktoś inny także zdaje się zainteresowany...

Podoba mi się przemiana bohaterów. Co prawda w pierwszej połowie książki jest między nimi więcej zbliżeń niż sensownych konwersacji, a wszystko to zwieńczone niepoprawnym zachowaniem Tal'a i łzami Jade, to jednak do końca przechodzą metamorfozę, szczególnie Tal. Mężczyzna miota się między pożądaniem do Jade a pragnieniem jej chronienia przed sobą, swoją przeszłością i poczuciem, że przynosi tylko cierpienie. Jednocześnie powoli dochodzi do wniosku, że należy przestać uciekać przed problemami i że jedynym sposobem, by naprawdę moc być z Jade, to je przepracować.

Jade skupia się głównie na poszukiwaniu brudów Steel'ów, a jak się okazuje, sięgają one kilkudziesięciu lat, czasów jeszcze sprzed dzieciństwa popularnego w miasteczku rodzeństwa. Ich rodzina jest w coś zaplątana, a my próbujemy odkryć, w co, a także, co ma związek z czym. Autorka dorzuciła naprawdę wiele ciekawych motywów, ale jedynie na "przystawkę", wszystko dopiero przed nami. Zakończenie po raz kolejny zostawiło mnie autentycznie zaskoczoną. Teraz wiem, mimo że wcześniej się wahałam, iż sięgnę po zwieńczenie historii Talona i Jade.

Nie powiedziałabym, że jest to historia o obsesji, ale z pewnością o miłości, pragnieniu i niemożności życia bez drugiej połowy. Historia składa się na uniesienia i upadki bohaterów oraz tajemnice Steel'ów. Niektóre wątki z poprzedniej części nie zostały kontynuowane, jak np. pojawienie się matki Jade, ale zostały wprowadzone nowe. Trochę szkoda, że autorka o nich zapomniała, ale nie odczułam, że były niezbędne.

Podsumowując, "Obsesja" jest tajemnicza, słodko-gorzka i trzyma poziom swojej poprzedniczki. Ze strony na stronę podobała mi się jednak bardziej i myślę, że nieusatysfakcjonowani pierwszym tomem, tutaj znajdą coś dla siebie.


"Chciałam go ocalić. Cokolwiek go zjadało od środka, chciałam być tą, która go od tego uwolni. I poniosłam klęskę."

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Edipresse. 

Copyright © 2014 Sun Reads , Blogger