Illuminae. Folder_01 | Jay Kristoff & Amie Kaufman

Illuminae. Folder_01 | Jay Kristoff & Amie Kaufman

Po "Illuminae" nie spodziewałam się właściwie niczego konkretnego, nie nastawiałam się, że będzie niesamowita i nie czytałam żadnych recenzji, żeby nie tworzyć sobie złudzeń. Zamówiłam ją tylko po to, żeby wspomóc akcję Moondrive. Chciałam, żeby ta książka została wydana w Polsce, ale trochę się wahałam, bo po opisie poznałam, że to nie książka dla mnie. Inicjatywa i sam pomysł były super, więc pomyślałam, "dlaczego nie?".  Ostatecznie przekonał mnie udostępniony fragment, który okazał się nawet nie w połowie tak wciągający jak całość, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. 
Z czasem odliczanie stało się moją rutyną i zaczęłam ekscytować się na myśl, że będę mogła mieć tę cegiełkę na swojej półce (nie żartuję, to niezła cegła), więc bardzo się ucieszyłam, gdy udało się sprzedać odpowiednią ilość egzemplarzy, że też nie wspomnę, iż DUŻO większą ilość.

Illuminae. Folder_01

Jay Kristoff & Amie Kaufman

Wydawnictwo Moondrive





Rok 2575. Kady Grant właśnie rzuca swojego chłopaka Ezrę Masona z mocnym postanowieniem, że już nigdy się do niego nie odezwie. Szybko jednak łamie swoje przyrzeczenie, gdy nadchodzi inwazja na kolonię Kerenza, w której mieszkają.
Tych, którym udało się przeżyć, ewakuują trzy statki kosmiczne: Alexander - transportowiec wojskowy, Hypatia - badawczy oraz ciężki frachtowiec Copernicus. Jedynym ocalałym z masakry wrogiem jest pancernik Lincoln, który ściga je z zamiarem pozbycia się ostatnich świadków ataku. 
W tym czasie jednak wydarza się wiele rzeczy, które utrudniają drogę ocalałych do przybycia na bezpieczny ląd. Na Copernicusie rozprzestrzenia się niebezpieczny wirus, który zmienia ludzi, a AIDAN, system sztucznej inteligencji sterujący Alexandrem wariuje i obraca się przeciwko tym, którym powinien służyć.
Kady, znana ze zdolności informatycznych, włamuje się do zaszyfrowanej pamięci statków i odkrywa przerażającą prawdę o wydarzeniach, które dzieją się na jej oczach. Gorzej dla niej, bo okazuje się, że jedyną osobą, która może pomóc przy powstrzymaniu zagłady jest jej były chłopak Ezra.


"Kiedy powiedziałam, że już nigdy się do ciebie nie odezwę, nie wiedziałam, że po południu dojdzie do inwazji na naszą planetę."


 Książka ta nie posiada standardowej narracji, o czym już pewnie wiecie. Jest wyjątkowa bowiem składa się z tajnych raportów wojskowych, e-maili, czatów, sekretnych pamiętników, opisów nagrań z kamer i jeszcze przeróżnych innych metod, od zygzaków po obrazki tworzone z napisów. 
Muszę przyznać, że bałam się, iż przez to książka mnie nie wciągnie lub nie będę mogła przez nią przebrnąć. Nic bardziej mylnego. Wciągnęłam się od pierwszej strony. Już na początku zostałam zaintrygowana i nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam do setnej strony. Czytałam z ciekawością wypisaną na twarzy. Całość pochłonęłam łącznie w około 10 godzin, bo nie byłam w stanie oderwać się od tej niesamowitej historii, która wzbudziła we mnie mnóstwo emocji. 
Autorzy sprawili, że przez większość czasu siedziałam jak na szpilkach w oczekiwaniu na ciąg dalszy, ale im bardziej się zagłębiałam, tym bardziej byłam zestresowana, bo owszem, nawet stres czułam. Moje serce biło szaleńczo, a z czasem stawka się podnosiła. Ostatnie dwieście stron to emocjonalny rollercoaster. Na zmianę wzruszałam się, płakałam, krzyczałam w duchu, wściekałam się, bałam, znów stresowałam i niecierpliwiłam. Autorzy zaserwowali czytelnikom niezłą dawkę emocji, a te wszystkie grafiki nadawały sytuacjom realizmu, a czasem nawet dramatyzmu. Chwilami sprawiały, że czułam się, jakbym oglądała film, tyle, że żadne dzieło science fiction nie dorównuje "Illuminae nawet w najmniejszym stopniu".


"Wszechświat nie jest ci nic winien, Kady. Dał ci już wszystko. Był tu długo, zanim się zjawiłaś. I będzie istniał, kiedy odejdziesz. Zapamięta cię tylko wtedy, jeśli zrobisz coś, co warto uwiecznić."


Wielkie pochwały dla autorów za kreację bohaterów. Jestem pełna podziwu dla Kady, która przełamuje stereotyp, że informatycy to nieporadne w życiu stworzenia. To dziewczyna silna, odważna, mądra, bezczelna, gotowa do poświęcenia i pełna nadziei. Jest jedną z kluczowych postaci i wkrótce okazuje się, że jej działania mogą uratować ludzkość. Ezra to sportowiec, ale również niestereotypowy. Nie jest głupi, za to odważny, wrażliwy i sarkastyczny. Łączy go z Kady wyjątkowa więź i specyficzne poczucie humoru. Trochę szkoda, że nie było go w książce więcej, ale pewnie wtedy nic nie ułożyłoby się tak jak się to stało, a wątek miłosny pewnie zdominowałby książkę. Ci dwoje to bardzo dojrzali nastolatkowie, którzy być może będą musieli pożegnać się na zawsze nie tylko ze sobą, ale też z życiem.

W książce występują także inne postacie, które pojawiają się częściej i na których skupia się akcja, więc szybko zapamiętujemy ich nazwiska, wiedząc, że w przyszłości znowu się pojawią, a narracja skupi się na nich. Głównie to kapitanowie statków, porucznicy oraz inni wojskowi, bliżsi przyjaciele Ezry i Kady, a także osoby, które okazują się przydatne w starciu z wrogiem. Każdy z tych ludzi ma swoje pięć minut i możemy poznać ich wystarczająco, by zrozumieć, że pod maską powagi i siły, również kryje się wrażliwość i pragnienie spokoju. 

Widzimy, jak ludzie będąc na krawędzi, poświęcają się dla innych, pod mundurami noszą wyrzuty sumienia za każdą ofiarę, jak młodzi walczą o przetrwanie i stanowią wzór. Ta książka pokazuje, że ludzie w najgorszych chwilach trzymają się razem.

Moje serce zdecydowanie podbił AIDAN, system sztucznej inteligencji Alexandra. Trochę oszalał, ale pod tymi wszystkimi warstwami kryło się mechaniczne serce, które pragnęło czuć jak człowiek. Jego kwestie podobały mi się najbardziej. Chwilami zbliżał się do poezji. Okiem jego kamery przyglądaliśmy się ludziom, a dokładnie jego postrzeganiu takich słabych istot, które miały wszystko to, czego mu brakowało. Z czasem w jego myśli wkradała się filozofia, przemyślenia na temat życia i śmierci. To bardzo sprytny i mądry komputer, przy okazji dość zabawny, na tyle, na ile może być komputer, który we wszystkim szuka logiki.

Wydaje mi się, że postacie w tej książce miały być metaforami, a także przełamywać stereotypy. Może tak, a może tylko doszukuję się drugiego dna.

Podobał mi się wątek miłosny. Nie był najważniejszym, ale jednym z głównych. Kady i Ezra to najzwyklejsze postacie, które nie wkurzają, a wręcz wzbudzają sympatię. Ich miłość stała na krawędzi przez cały czas, a oni niczym gwiazdy unosili się z dala od siebie.


"Wiem, co ma dla niego znaczenie, kiedy stoi na skraju wieczności. 
Ona.
On nie chce umrzeć. Nie boi się. Po prostu nie może znieść myśli, że zostawi ją samą."


 Sceny akcji zostały świetnie poprowadzone. Wzbudzały mnóstwo emocji, w moim przypadku, jak zawsze stresu. Towarzyszyło im mnóstwo grafik wizualizujących wydarzenia opisane na kartkach. Wszystko było autentyczne i jeszcze bardziej wciągające, chwilami wzruszające. Przez cały czas trzymały w napięciu, co na pierwszych kartkach napędzały wszystkie mniej i bardziej tajemnicze wiadomości. Każde starcie było jak wizja przyszłości, bo wszystko, co podczas nich zostało wykorzystane, to nowoczesna technologia, co z kolei sprawia, że ta opowieść jest tak wyjątkowa.  W tych scenach, choć byłam już zmęczona późną godziną, nie mogłam się oderwać od lektury. Czułam się, jakby wciągała mnie wspominana tam otchłań i nie chciała mnie wypuścić do ostatniego zdania. Po każdej stronie zastanawiałam się, jak długo dany bohater jeszcze będzie żył.


 


Wydawało mi się, że chyba każdy zamówił "Illuminae", ale na bookstagramach zauważyłam wiele osób, które waha się co do kupna. Rozwiewam wszystkie Wasze wątpliwości - ta książka jest genialna w każdym calu. Dopracowana do perfekcji pod każdym względem, wciągająca od pierwszego zdania i przepiękna zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Jest pełna tajemnic, odwagi, szaleństwa, chwilami niepokoi, ale z całą pewnością podbija serca. Podczas lektury można się pośmiać, wzruszyć, wiele nauczyć, ale przede wszystkim przeżyć ogromną, niecodzienną przygodę. "Illuminae" zabierze Was do nowego świata, w którym nie spotkacie się z niczym choć odrobinę przeciętnym czy nudnym. Wprowadzi Was w XXVI, a Wy nie będziecie chcieli z niego wyjść, mimo poważnego niebezpieczeństwa, które Wam grozi. Pochłonie Was kosmos piękny i niezrównany. 
To jest absolutny "MUST READ", który musicie mieć! Nie pożałujecie, ręczę Wam za to moją głową i współczuję tylko tym, którzy jeszcze nie znają tej historii.

Jestem pod wielkim wrażeniem wszystkich grafik wewnątrz. Tych dużych i tych małych. Są genialne i wyróżniają "Illuminae" spośród innych książek. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak musiało się napracować wydawnictwo, żeby wszystko to przełożyć na język polski i sprawić, żeby wyglądało tak dobrze, jak wygląda, w dodatku w tak krótkim czasie. Mam nadzieję, że będzie więcej takich akcji. Książek tak wydanych jak ta powinno być więcej. 
Na wierzchu możemy mamy ognistą obwolutę, która jest bardzo adekwatna do tematu, ale można ją zdjąć. Pod spodem czai się biała okładka w twardej oprawie, wypełniona fragmentami tajemnej dokumentacji, która pojawia się również wewnątrz książki. Przepięknie oprawiona i piękna pod każdym względem.




Wydawnictwu Moondrive należą się ogromne gratulacje i podziękowania, że dzięki nim możemy mieć tę książkę w rękach, na swoich półkach, i co najważniejsze, przeczytać tę niesamowitą, zapierającą dech w piersiach historię.






Twoim Śladem | A. Meredith Walters

Twoim Śladem | A. Meredith Walters

Twoim Śladem

A. Meredith Walters

Wydawnictwo YA




Aubrey studiuje psychologię, by uczcić pamięć zmarłej z powodu przedawkowania narkotyków siostry. W ramach zajęć zostaje koordynatorką w grupie uzależnień, a tam poznaje przystojnego Maxxa Demelo. Aubrey jest nim zafascynowana, chłopak jest jej przeciwieństwem pod każdym względem. Dziewczyna nic nie wie o jego drugim życiu, ale któregoś razu jej współlokatorka trafia do klubu zwanego "Compulsion" oferującego narkotyki i alkohol. Poukładana Aubrey nigdy by się tam nie wybrała, gdyby nie musiała ratować przyjaciółki. Niestety natrafia tam na niego. Maxx ukrywa mnóstwo tajemnic. Czy Aubrey podąży jego śladem?

Ta książka czekała na mnie od dłuższego czasu na półce, ale uparłam się, że jej nie przeczytam, dopóki nie wyjdzie kontynuacja. W końcu zdobyłam część drugą i pochłonęłam obie książki w dwa dni!

"Twoim śladem" opowiada historię dziewczyny z ambicjami i wielką przyszłością, którą mimo upływu czasu ściga przeszłość. Aubrey nigdy nie pogodziła się ze śmiercią siostry. Nie zdążyła jej uratować, więc teraz ma nadzieję ocalić Maxxa, do którego miłość może pokrzyżować jej wszelkie plany.
Chłopak przez całe życie ma pod górkę, a jedynym sposobem na to, by przetrwać kolejny dzień są malutkie tabletki, które zawsze ma pod ręką, bo gwarantują mu zapomnienie. Miłość do Aubrey sprawia, że Maxx chce być lepszym człowiekiem, ale jak to zrobić, kiedy jego słabość krzyczy głośniej, niż jego serce.
Ich związek jest zakazany, jednak miłość staje się uzależnieniem. Czy będzie wystarczająco silna, by pokonać przeciwności losu? 

 Książka podobała mi się od pierwszych stron. Trochę obawiałam się rozczarowania, bo bardzo się na nią nakręciłam, ale całe szczęście okazało się, że to naprawdę świetna historia o miłości i problemach. Autorka zabrała nas w podróż do miejsca, gdzie łączą się dwa światy: dzienny, w którym przybieramy maskę oraz nocny, gdzie wszystko się zmienia, a bohaterzy szukają ucieczki od codzienności. Styl pisania autorki nie pozostawia za wiele do życzenia, jest lekki i wciągający. Ewidentnie wie, o czym pisze i ukazuje nam temat uzależnień od wewnątrz, dużo bliżej niż jakakolwiek książka. Opowiada o narkotykach w sposób rzeczywisty i autentyczny. Pokazuje, co robią z ludźmi, którzy je zażywają, ale także, jak wpływają na bliskie osoby z ich otoczenia. Uświadamia, jak łatwo zniszczyć kruche fundamenty, na których oparte jest nasze życie, a w nim wszystkie wartości, które czynią nas dobrymi ludźmi. 



"Miłość ogłupia.
Zaślepia.
Potrafi obezwładnić i uczynić nas zupełnie bezbronnymi.
Ale może też wszystko naprawić."



Duży plus za kreację bohaterów. Są prawdziwi i szybko się z nimi utożsamiamy albo przynajmniej zaprzyjaźniamy. Główni bohaterzy to dwa światy, które potrzebują się nawzajem by przetrwać. Potrafię ich sobie wyobrazić w świecie poza książką, bo prócz cech sobie przeciwstawnych, mają wiele takich, które są im niezbędne w ich położeniu. To widać jak na dłoni w wielu scenach i mają jasny przekaz, gdy już się je czyta.
Bohaterzy drugoplanowi to postacie z podobnymi lub równie ważnymi problemami, którzy nie są tylko tłem, ale świetnym dopełnieniem całości. Oni wszyscy skrywają pod maską swoje uczucia oraz lepsze czy gorsze strony, by ujawnić je nad przepaścią, wtedy, gdy człowiek jest najbardziej podatny na zranienie.

"Twoim śladem" pokazuje również różne odcienie miłości. Udowadnia, że miłość może nas uskrzydlić, ale też pociągnąć na dno. W historii mamy wiele toksycznych związków, z którymi bohaterzy walczą lub próbują je usprawiedliwić. Ukazuje, na jak wiele ludzie są w stanie pozwolić oraz poświęcić w imię miłości. Występuje w niej wiele wewnętrznej walki z demonami i wątpliwościami. Są momenty, w których wygrywają, ale też przegrywają. Różnorodność sprawia też miłość wydobywa z bohaterów te dobre, ukryte cechy, które dotąd ukrywali przed światem z uzasadnionych powodów.



"Dzięki niemu znów dostrzegłam w sobie coś,
z czym już dawno się pożegnałam.
Dzięki niemu nauczyłam się kochać całym sercem.
Dzięki niemu stałam się silniejsza niż kiedykolwiek przedtem."



 Zakończenie było takie, na jakie miałam nadzieję - niesztuczne, ani niewymyślone dla zadowolenia czytelników. Nieoklepane i prawdziwe, smutne, a zarazem dające nadzieję. Ostatni rozdział zostawia nas z mnóstwem pytań i wprowadza w nastrój melancholii. Każe od razu sięgnąć po kontynuację, żeby dowiedzieć się, jak dalej potoczą się losy dwójki bohaterów skazanych na porażkę, która w świetle ostatnich słów mogłaby mieć szansę na szczęśliwe zakończenie. Ale czy takie ono będzie?

Polecam Wam serdecznie tę książkę. Jeśli się wahacie, to rozwiewam Wasze wątpliwości, to zdecydowanie jest książka, po którą musicie sięgnąć. To nietypowe New Adult z wątkiem miłosnym, ale poruszająca trudne tematy, pokazująca je z bliska. Widzimy toczące się walki, wzloty i upadki, chwile szczęścia, ale też smutku. Niekończącą się walkę z nałogiem, której nie zwalcza się mrugając okiem. To historia o życiu, nałogach, bezsilności, niespełnionych obietnicach i chęci przemiany. Mocne 8/10!


"Co takiego miał w sobie pociąg pędzący nieuchronnie ku katastrofie, że tak trudno było odwrócić od niego wzrok?"
Przedpremierowo: Ocalałe | Riley Sager

Przedpremierowo: Ocalałe | Riley Sager

Już ostatnio pisałam, że thriller to nie jest gatunek książek, który czytam najczęściej, wolę je oglądać, a wyjątki robię tylko w sytuacjach, gdy opis naprawdę mnie zaciekawi. Tak było z "Ocalałymi", które swoim charakterem przypominały mi "Zaginioną" - naprawdę fajny film. Znalazłam pomiędzy nimi trochę podobieństw, jednak film nijak ma się do książki, która jest najlepszym thrillerem, jaki czytałam. W tym wypadku moje serce podbiła klimatyczna okładka oraz intrygujące streszczenie.

Ocalałe

Riley Sager

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu Otwartemu!

Premiera: luty 2018





Kim jestem?
Każdego dnia myślę, że jestem szczęściarą. W moim związku układa się doskonale, mój blog kulinarny ciągle zyskuje nowych fanów. Żyję z dnia na dzień, skupiając się na przyjemnych chwilach.

Kim byłam?
Celem. Ofiarą. Nazwali mnie Ocalałą, bo przeżyłam masakrę. Tamte wydarzenia kładą się cieniem na moim życiu, mimo że od dziesięciu lat robię wszystko, aby wymazać je z pamięci.

Co się ze mną stanie?
Boję się. Historie z przeszłości powracają, gdy przypominam sobie, że nie jestem jedyną Ocalałą. Takich jak ja było kilka, ale nie wszystkie miały tyle szczęścia. Lisa już nie żyje, a Sam nagle zjawia się u mnie…
Przeszłość właśnie mnie dogoniła i muszę stanąć z nią twarzą w twarz. Czy tym razem też ocaleję?

Czy ten opis nie obudził Waszej ciekawości?

Akcja książki skupia się głównie na teraźniejszości, opisanej z perspektywy Quincy, kiedy to główna bohaterka stara się żyć normalnym życiem po wydarzeniach w "Pine Cottage". Jest ona jedną z Ocalałych, czyli dziewczyn, którym jako jedynym udało się przeżyć w trzech różnych krwawych masakrach, odciskających na nie piętno. Taki przydomek nadały im gazety, które nawet po latach śledzą ich losy. Quinn zagłusza traumatyczne wspomnienia piekąc i prowadząc bloga. Któregoś dnia kobieta dowiaduje się, że Lisa popełniła samobójstwo, tylko dlaczego miałaby to robić skoro tak zajadle walczyła, by przetrwać? Natomiast ostatnia Ocalała poza nią, Samantha, nagle wychodzi z cienia i pojawia się u Quincy, by powspominać przeszłość, z którą dziewczyna ponownie musi się skonfrontować.
Pomiędzy rozdziałami pojawiają się opisane w narracji trzecioosobowej wspomnienia wydarzeń z Pine Cottage. Quinn stopniowa przypomina sobie cały ten dzień oraz okropną noc, którą postanowiła wyprzeć z pamięci. Każdy fragment przeszłości przekłada się na jej przyszłość, kiedy okazuje się, że Ocalałe mogą być w niebezpieczeństwie, szczególnie Quincy.


"Ja nie usiłuję zakrywać swoich blizn. Po prostu udaję, że nie istnieją."


 Z początku nie byłam nastawiona na nic wielkiego, thrillery książkowe, z którymi się dotąd spotykałam wydawały się naciągane lub sztuczne. W tym przypadku tak nie było. "Ocalałe" wciągnęły mnie od pierwszej strony,  już na samym początku rozpoczyna się akcja, która stopniowo wprowadza nas w temat. Dość szybko zostajemy uraczeni tajemnicami do odkrycia i zaciekawieni odpowiedziami, na które trzeba czekać. Im bardziej zagłębiałam się w książkę, tym szybciej zostawała przeze mnie pochłonięta. Ze strony na stronę zaczyna się robić coraz ciekawiej. Dość wcześnie zaczęłam spekulować na temat tego, kto jest czego winny. Parę razy zmieniałam zdanie, a kiedy dotarłam do końcówki poczułam się rozczarowana, że to było tak przewidywalne. I wtedy nastąpił nagły zwrot akcji, którego za nic bym się nie spodziewała. Autorka stworzyła niesamowite dzieło pełne tajemnic. Wielokrotnie, kiedy już mi się wydawało, że coś zrozumiałam lub byłam pewna danej rzeczy, nagle główna bohaterka odkrywała kolejną poszlakę, inny sekret, który znów zbijał mnie z tropu.

"Tak już miało pozostać: rozkosz i ból, splecione ze sobą na zawsze."

Ogromnym plusem jest kreacja bohaterów, którzy jak każdy człowiek mają swoją maskę, a także prawdziwe wnętrze, które poznajemy, kiedy nadchodzi pora. Być może na krawędzi się zmieniamy i dopiero wtedy okazuje się, kim w rzeczywistości jesteśmy, a kim chcielibyśmy być. Główna bohaterka odważna, a zarazem skrywająca niezwykłą wrażliwość, delikatność i gdzieś głęboko siłę, która pozwoliła jej przeżyć w Pine Cottage. Lisę poznajemy tylko ze wspomnień, wręcz promieniała siłą i dobrocią, natomiast Sam od początku do końca pozostaje dla nas jedną z tajemnic do rozwiązania. Jest też kilku innych bohaterów, którzy często się pojawiają, ale znamy tylko najważniejsze fakty na ich temat, a mimo to jest to kompletnie wystarczające, bez żadnych wyczuwalnych braków. W drugiej połowie książki, gdy wszystko staje się jaśniejsze pojawiają się nowe postacie których historia jest ważnym elementem całości i dopełnia książkę, sprawiając, że staje się jeszcze bardziej intrygująca, choć wydaje się, iż to już niemożliwe.

 Fabuła wiele razy mnie zaskakiwała. Wspominałam już o nagłych zwrotach akcji, które były możliwe dzięki licznym tajemnicom. Ich stopniowe odkrywanie, dzięki przeróżnym poszlakom i informacjom, które stopniowo były wprowadzone, nieprzeciągle ani zbyt szybko, były najciekawszą dla mnie rzeczą, prócz oczywiście wydarzeń Pine Cottage, powracających z czasem. Podczas lektury nieodłącznie towarzyszyło mi uczucie niepokoju i tajemnicy. Czułam się jak spacerująca w ciemności osoba, której wydaje się, że jest sama, jednak w głębi duszy czuje, że ktoś za nią podąża. Jakbym była obserwowana i to wywoływało specyficzny lęk, co jest kolejnym plusem dla książki. Potrafi wciągnąć i jednocześnie przenieść nastrój ze stron na emocje człowieka tak lekko i szybko, jak za mrugnięciem oka.


"Chociaż najbardziej na świecie pragnęła krzyczeć ile sił w płucach i niechby
 wiatr porwał ze sobą jej obłąkańczy lament.
Lecz bezlitosna dłoń wewnątrz niej wciąż się zaciskała, potęgując jej wściekłość, jej ból."


"Ocalałe to książka kompletnie nieprzewidywalna, niepokojąca, nieco mroczna i pełna zagadek, która mocno wciąga do swojego niecodziennego świata. Autorka bez trudu steruje emocjami czytelnika, to dając mu odpocząć, to nagle zrzucając na głowę kubeł zimnej wody, jakby chciała powiedzieć, że wcale nie jesteśmy bezpieczni, chowając się za stronicami tej książki. Przerzucając strony, niejednokrotnie wstrzymywałam oddech w oczekiwaniu na ciąg dalszy, nawet tego nie zauważając. Podczas moich ulubionych fragmentów, tych z przeszłości, zawsze czułam największy niepokój, jakby zaraz coś miało wyskoczyć z szafy, i te zarazem najbardziej mi się podobały. Jak rzadko czytam thrillery, tylko te wybrane, to ten nie dość, że podbił moje serce, to wprowadził w odpowiedni nastrój, czego niektóre nie potrafią. Książkę oceniam bardzo wysoko i na pewno jest godna polecenia, wiem też, że na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę. I nie myślcie, że wystawiam pozytywną opinię, bo nie znam się na tym gatunku. W życiu obejrzałam tyle horrorów i thrillerów, że nic mnie już nie może zdziwić ani przestraszyć. Jednak "Ocalałe" złapały mnie w swoją sieć i nie wypuściły aż do ostatniego zdania.

"Jednak jakimś cudem to my krzyczałyśmy najgłośniej, uciekałyśmy najszybciej, walczyłyśmy najbardziej zawzięcie. Udało nam się przetrwać."
Replika | Lauren Oliver

Replika | Lauren Oliver

"Replika" jest to moje czwarte spotkanie z tą autorką, więc wiedziałam, że stać ją na wiele. Książka spełniła moje oczekiwania, okazała się nawet dużo ciekawsza i bardziej zawiła niż się spodziewałam, jednak na pewno nie przebiła serii "Delirium", w którą Lauren włożyła wiele serca.

Replika

Lauren Oliver

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Moondrive!





"Replika" opowiada historię dwóch dziewczyn, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Może okazać się, że obie dotąd żyły w kłamstwie.
Gemma od zawsze była chorowita. To dziewczyna pełna kompleksów, w szkole jej dokuczają, a rodzice trzymają ją pod kloszem. Wraz z wycieczką na Florydę pojawia się szansa na zyskanie odrobiny wolności, jednak w ostatniej chwili rodzice zakazują jej wyjazdu. Gemma dowiaduje się, że jej rodzice mają przed nią tajemnice, a to wszystko ma związek z tajemniczą kliniką w Heaven, znajdującą się niedaleko miejsca, w które chciała się udać. Wtedy postanawia uciec z domu i na własną rękę przekonać się, jakie sekrety skrywa to miejsce i co ją łączy z nią i dziewczyną, którą spotyka po drodze.
Lira to replika. Jeden z klonów hodowanych w Heaven. Zamknięta jest w świecie, w której wszyscy jej mówią, co ma robić, jak się zachowywać. Pracownicy kliniki źle traktują osobniki jej podobne, dla prawdziwych ludzi jest nikim. Heaven to cały świat, jaki zna, więc kiedy przypadkowo udaje jej się wydostać na wolność wraz z męską repliką, numerem 72, nie jest pewna, czy świat na zewnątrz jest dla niej bezpieczniejszy. Poddaje wątpliwości życie, jakie dotąd znała i przyjmuje pomoc od ludzkich chłopaka i dziewczyny, których poznaje na swojej drodze.





Pewnie wiele już słyszeliście o tej książce. Zapewne słyszeliście, że można ją czytać na wiele sposobów. Ja zaczęłam od Gemmy, której zwyczajne życie szybko mnie znudziło, więc postanowiłam odwrócić książkę i nadrobić Lirę do tego samego poziomu. Moim planem było czytanie książki naprzemiennie, ale ostatecznie tak się wciągnęłam, że skończyłam czytać Lirę w  lekko ponad godzinę. Jej część jest krótsza i ma 180 stron. Poznawanie kliniki i wszystkich przerażających rzeczy, które tam robiono były straszne, a zarazem fascynujące. Samo "klonowanie" ludzi napawa ciekawością, a wokół właśnie tego tematu kręci się cała książka. To naprawdę świetny pomysł na fabułę, która jest pełna tajemnic i zagadek, które rozwiązują się z czasem. Podobało mi się poznawanie życia w Heaven z perspektywy Liry, a także jej odczuć względem życia wewnątrz niej, a także w wewnętrznym świecie, który był dla niej całkowicie obcy. Autorka znakomicie poradziła sobie z przedstawieniem replik jako postaci prymitywnych, które słyszały z daleka o ludzkim życiu, ale nigdy nie brały w nim udziału.


"Potwory - tak nas nazywają. Demony.
Czasami w bezsenne noce zastanawiam się, czy nie mają racji."


Gdy w końcu wróciłam do Gemmy okazało się, że byłam blisko momentu, w którym akcja wreszcie nabiera tempa. Gemma, jak na bohaterkę trzymaną pod kloszem, okazała się bardzo odważna, a może tylko spragniona przygód, których nigdy nie było jej dane przeżyć. Jej narracja jest dłuższa niż Liry i po momencie, w którym Lira kończy, u Gemmy możemy się dowiedzieć, co dzieje się dalej. 

 Autorka na pewno miała świetny pomysł na książkę. Klimatycznie przypomina mi ona właśnie serię "Delirium", bardziej niż pozostałe książki autorki wydane u nas w Polsce. Widać, że dobrze czuje się w tym temacie i zgrabnie lawiruje między konkretnymi wydarzeniami, pobudzając ciekawość czytelnika. Lauren mnie nie zawiodła, jednak książka raczej nie wpisuje się na listę moich ulubionych. Czy warto ją przeczytać? Na pewno, szczególnie jeśli ktoś lubi takie klimaty. Tajemnicza klinika, nienaturalne eksperymenty, z jednej strony zwykły świat, a po drugiej stronie muru mnóstwo tajemnic, które trzeba odkryć. Prawda może się okazać o wiele bardziej szokująca, niż się spodziewamy. Język pisania jest dość lekki, ale bardzo przekonujący, a zdarzenia są przedstawione bardzo autentycznie, podobnie jak bohaterowie ze strony Gemmy. Od strony Liry spotykamy się z przeróżnymi dziwnymi osobowościami, co charakteryzuje odcięte od świata repliki. Natomiast dzięki dwustronnej narracji możemy zobaczyć obie dziewczyny z różnych perspektyw i zrozumieć różnice pomiędzy nimi. Do tego na początku książki mamy notkę od autorki mówiącą o tym, "że nie istnieje coś takiego, jak obiektywny ogląd zdarzeń", a ta wyjątkowa narracja ma nam to udowodnić.

"Jeśli byli tak świetni w wymyślaniu różnych historii, czy mogła kiedykolwiek mieć pewność, że mówią prawdę?"

 Cieszę się, że zaczęłam czytać od Gemmy. Lira jakby od razu daje nam odpowiedzi na pytania, które pierwsza dziewczyna sobie zadaje, próbując poukładać elementy układanki na swoje miejsce. Zapewnia nam tajemniczy klimat i intryguje. Jednak, jak już wspominałam, w narracji Gemmy z początku niewiele się dzieje, więc można się trochę znudzić. Gdybym miała Wam polecić sukcesywny sposób na czytanie "Repliki", powiedziałabym, że najlepiej czytać naprzemiennie rozdziały, choć dla osób leniwych się to nie sprawdzi i też nie do końca można się wciągnąć w historię. Najlepiej zrobić podobnie do mnie - przeczytać kilka pierwszych rozdziałów z perspektywy Gemmy, która wprowadzi nastrój tajemnicy, po czym nadrobić tę samą ilość u Liry, która przedstawi nam nową historię, a im bardziej się zagłębimy, tym więcej rzeczy zrozumiemy.

"Replika" jest to bardzo oryginalna opowieść, pełna intryg, zwrotów akcji i sekretów, na które odpowiedzi znajdują zarówno Gemma, jak i Lira, które razem się uzupełniają. Książka sprawia, że zaczyna się myśleć o naszej rzeczywistości w całkiem inny sposób. Postacie drugoplanowe są świetnym uzupełnieniem historii i, co najważniejsze, nie są denerwujące, co mnie bardzo cieszy. Wręcz przeciwnie, bardzo wszystkich polubiłam. Pojawiły się również wątki miłosne, miałam wrażenie, że trochę nieporadne po jednej ze stron, ale to właśnie dodało im uroku. Jedynym minusem tej książki jest to, że kończy się w momencie, kiedy nie poznajemy odpowiedzi na wszystkie pytania, tak jakby urwała się w połowie, ale być może jest to jakiś znak, który musimy zrozumieć. 


"Ludzie, których powinniśmy znać najlepiej, okazują się obcy, a ci niemal obcy nagle stają się jak rodzina."


Oczywiście nie można nie wspomnieć o wyjątkowej okładce. "Replika jest jedną z niewielu książek, które można czytać do góry nogami. Z jednej strony mamy Gemmę, a z drugiej Lirę. W "Replice" narracja dziewczyn nie jest naprzemienna. Chodzi o to, że książka została podzielona na pół i widzimy pewną przestrzeń czasu w dwóch różnych miejscach, dwoma innymi parami oczu. Już samo to doświadczenie jest ciekawe.


Obsydian // seria Lux | Jennifer L. Armentrout

Obsydian // seria Lux | Jennifer L. Armentrout

O serii "Lux" usłyszałam pod koniec poprzedniego miesiąca, i to same dobre rzeczy. Z ciekawości postanowiłam poszukać trochę informacji na jej temat, ale nie chciałam żadnych spojlerów, więc po prostu zapytałam na instagramie o opinie. Krótkie streszczenia moich kochanych obserwatorów szybko przekonały mnie, że powinnam po nią sięgnąć i tak zrobiłam. Wyszukałam szybko najtańszą ofertę i zgarnęłam cztery dostępne tomy, żeby nie musieć się martwić, co będzie jeśli dana część skończy się w stresowym momencie. Jestem sobie wdzięczna, że to przewidziałam, bo trzy części z pięciu tak właśnie się zakończyły. W tym czwarta, a ja jeszcze nie posiadałam piątej! Wtedy z opresji wyratowała mnie Natalia (@bookspacepl) której zawdzięczam egzemplarz "Opposition".

Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o pierwszym tomie "Obsydian", a także w skrócie o reszcie serii, tak jak to zrobiłam z "Szeptem". Jeśli się zastanawiacie, czy opinia będzie pozytywna i warto zapoznać się z recenzją, odpowiedź brzmi: ZDECYDOWANIE TAK!

Z początku nie rozumiałam, co może być ciekawego w serii o kosmitach w wieku licealnym, ale szybko zrozumiałam, że byłam głupia, zadając sobie to pytanie. To jedna z najlepszych serii, jakie czytałam i choć pisząc tę recenzję, jestem dwa tygodnie po lekturze całości, nadal się nad nią rozpływam, więc możecie zostać wciągnięci w moją sieć zachwytu.


Obsydian

Jennifer L. Armentrout

Wydawnictwo Filia



 Przed ostatnim rokiem szkoły Katy przeprowadza się z mamą do Wirginii Zachodniej, gdzie wieje nudą, co w niczym nie przypomina Florydy, z której się przeniosła. W sąsiedztwie zamieszkują bliźniaki; Dee, która bardzo stara się z nią zaprzyjaźnić, i jej brat Deamon, któremu się to nie podoba. Jest arogancki, wkurzający i niesamowicie przystojny. Z niewyjaśnionych powodów chciałby, żeby Katy trzymała się od nich z daleka, ale kiedy grozi jej jakieś niebezpieczeństwo, nie waha się, by ją ratować. Gdy któregoś dnia dziewczyna wpada pod koła ciężarówki, Deamon dosłownie zatrzymuje czas. Od kiedy Katy poznaje prawdę, zaczyna grozić jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Bezpieczeństwo może jej zapewnić tylko Deamon, no chyba, że sama go wcześniej zabije...
On nie chce jej znać, ale by ją uratować Daemon Black zamrozi czas, spali świat, jeśli to będzie konieczne.

"Obsydian" to nie było moje pierwsze spotkanie z tą autorką, gdyż wcześniej miałam okazję przeczytać jej "Co przyniesie wieczność", które nie dorównuje serii "Lux".
Książka wciągnęła mnie już od pierwszych stron, a im bardziej się zagłębiałam, tym mocniej mi się podobała. Z perspektywy czasu widzę, że pierwsza część to jeszcze nic, w porównaniu z kolejnymi.

Szalenie uwielbiam wykreowanych przez autorkę bohaterów tej książki. Dee jest gadułą, jakich mało, ale jest bardzo troskliwa i ma wielkie serce. Daemon w moim mniemaniu jest bardzo męski, a jednocześnie chłopięcy. To facet, który potrafi być groźny, a jednocześnie troszczy się o rodzinę bardziej niż o cokolwiek, a nawet kogokolwiek. Dla bezpieczeństwa ludzi, na których mu zależy jest w stanie zrobić wszystko. Właśnie dlatego odpycha od siebie Katy.
Z początku trochę szokujące dla mnie były niektóre słowa wymierzone przeciwko niej. Deamon nie oszczędzał się, próbując odsunąć ją od siebie. Autorka stworzyła coś całkiem odważnego, ale świetnego. Dialogi pomiędzy nimi zawsze były błyskotliwe, zarówno w lepszych, jak i gorszych chwilach. Na całe szczęście Katy to również dobrze przemyślana bohaterka. Zawsze zdawało mi się, że mam silną wolę, ale w chwilach, w których ja się poddawałam, ona nie dawała za wygraną. Była silna i odważna nawet w obliczu nieznanego niebezpieczeństwa i chyba to sprawiało, że była tak wyjątkowa. Wkrótce okazuje się, że za trzymaniem się bohaterów z dala od siebie stoi coś więcej. Pewna okropna prawda, której źródło i rozwiązanie znajdujemy dopiero w kolejnych częściach.

 Cała seria "Lux" posiada wartką akcję i podczas jej czytania stale towarzyszyło mi przyspieszone bicie serca. Nawet jeśli nie w chwilach niebezpieczeństwa, to podczas potyczek słownych Deamona i Katy lub kolejnych spotkaniach z nimi. Jest to jedna z nielicznych serii, które podbiły moje serce tak po prostu, bez powodu, w sposób, którego nie potrafię opisać słowami. Na to, że jest wyjątkowa wpływa wiele czynników, takich jak nieprzewidywalność, kreatywność, niesamowita więź między głównymi bohaterami i liczne wątki oraz motywy włączone w tę serię.

W pierwszej części głównie poznajemy sekrety, a także zapoznajemy się z możliwościami - dosłownie. Wszystko to oraz uczucia i przyjaźnie, które szybciej bądź wolniej się nawiązują, zostają przeniesione do kolejnych części, w których już wiemy, kogo mamy po swojej stronie. Dopiero wtedy zaczyna się prawdziwe niebezpieczeństwo, więcej wrogów, tajemnic i zacieśnianie więzi.

Całość jest naprawdę niesamowita, od pierwszej do ostatniej strony. Dzieje się tak wiele na każdym polu, że nie odrywałam się od czytania ani na chwilę. Robiłam sobie małe przerwy na ważne czynności, a potem zamykałam się w pokoju i czytałam od rana do wieczora, w każdej chwili, którą mogłam wykorzystać, bo nie potrafiłam przestać myśleć o tym, co dalej. Po raz pierwszy zdarzyło mi się zarwać nockę i obudzić się z książką koło twarzy. Każda z części przywoływała mnie z daleka i potrzebowałam całej swojej siły woli, za każdym razem, gdy musiałam ją odłożyć. Z tomu na tom poziom się podnosił, co nie oznaczało, że któraś z części była słabsza, o nie. Z książki fantastycznej, z czasem zaczęła przemieniać się w mieszankę z paranormal romance, a nawet sci-fi, ale w bardzo pozytywnym sensie i nie przesadnie. Nie przypomina w żadnym stopniu Niezgodnej, ani niczego podobnego.

"Obsydian" przedstawia nam, kompletnie nową i dużo ciekawszą niż inne książki, wersję kosmitów oraz świata, w którym żyją. Ich postać oraz pochodzenie mają kluczowe znaczenie w całej historii i nie są nam nieznane, jak to się dzieje w innych opowiadaniach o "ufoludkach". Jak już powtarzałam, dzieje się naprawdę dużo, jest błyskotliwie, ciekawie - a autorka tylko tę ciekawość wzmaga - a także odprężająco, bo nie jest to "ciężka" fantastyka. Fabuła nie jest jakoś bardzo zawiła. Książka pisana jest lekko, lecz nie infantylnie. Łatwo można się w niej zatracić i zapomnieć, czy jest się sobą, czy Katy w jej niecodziennym. Pod koniec dwóch pierwszych części poznajemy również wybrane przez autorkę fragmenty książki z perspektywy Daemona, mogąc zajrzeć w jego myśli, a w dwóch ostatnich narracja jest naprzemienna - należy zarówno do Katy i Daemona. Normalnie w książkach bardziej podoba mi się narracja faceta, ale w tej oceniam je po równo.

Podsumowując, jeśli lubicie fantastykę z wartką akcją, wątkiem miłosnym, bohaterów szalonych, jak i tych troskliwych, ta seria jest dla Was, a "Obsydian' to tylko wstęp do jej bram. Jennifer świetnie sobie radzi z tym gatunkiem i mam nadzieję, że jeszcze będę miała okazję przeczytać coś podobnego spod jej pióra, bowiem jej pomysły są oryginalne, a całość nie przypomina niczego, co już czytałam lub, o czym słyszałam. Każdy rozdział jest wyjątkowy i łatwo jest nie zauważyć, kiedy pół dnia upłynie na ich czytaniu. Na pewno kiedyś wrócę jeszcze do tej serii i to nie raz. Polecam Wam ją całym sercem, bo nic więcej już chyba nie mogę dać. A jeśli zamierzacie ją dodać do swojej listy czytelniczej, to gwarantuję Wam, że się nie zawiedziecie, a także radzę się spieszyć, bo powoli zaczyna zanikać w sklepach, a w niektórych sam "Obsydian" jest już niedostępny.

Jeżeli za moją namową postanowicie kiedyś ją przeczytać i będziecie mieli chęć podzielić się wrażeniami, to będę najszczęśliwsza móc poznać Waszą opinię na jej temat, tutaj w komentarzach czy w wiadomościach na instagramie. Ta seria od razu zdobyła moje serce i wspięła się na sam szczyt mojej książkowej listy, więc będę bardzo dumna, jeśli dzięki mnie zdobędzie kolejnego zwolennika. :)

A jeśli ktoś z Was już czytał tę serię, a jakimś cudem tu trafił, również powinien zostawić po sobie jakiś ślad. Każdy, kto ma choćby odrobinę podobne odczucia do mnie, jest tu jak najbardziej mile widziany!
Szeptem // o serii | Becca Fitzpatrick

Szeptem // o serii | Becca Fitzpatrick

Szeptem

Becca Fitzpatrick

Wydawnictwo Moondrive




Czasami zdarza się miłość nie z tego świata i takim właśnie uczuciem Nora darzy Patcha. Chłopak jest tajemniczy, zabójczo przystojny i, jak się w którymś momencie okazuje, również niebezpieczny. Nora z początku sceptycznie do niego nastawiona, w końcu ulega jego urokowi. Wraz z wkroczeniem Patcha do jej życia, zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Dziewczyna z początku stara się ignorować dziwne uczucie w żołądku, które podpowiada jej, iż to, co się dzieje, jest dziwnie podejrzane. Ale już wkrótce nie będzie mogła udawać, że wszystko jest w porządku. Być jest w większym niebezpieczeństwie niż sądziła, a niektórzy przyjaciele mogą okazać się wrogami... Jakie znaczenie w tej historii ma ludzka dziewczyna?

"Szeptem" to moje drugie spotkanie z tą autorką. Pierwszą jej książką była "Black Ice", która powaliła mnie na kolana i jeszcze długo nie pozwalała o sobie zapomnieć". Gdy dziś piszę tę recenzję, jestem już po lekturze całej tej serii z postanowieniem zrecenzowania tylko pierwszej części. Każdy z tomów dorównuje poprzedniemu i są utrzymane w podobnym klimacie. Becca Fitzpatrick stworzyła coś, co jako serial zrobiłoby świetną furorę. Fantastyczny paranormal z nutką thrillera to coś, co zawsze do mnie przemawiało. Czy tak było i w tym wypadku?

O tej serii czytałam mnóstwo i nie sposób było zliczyć "ochów" i "achów" na jej temat. Z ciekawości, więc po długim czasie wahania postanowiłam i ja po nią sięgnąć. Przeczytałam całość w pięć dni, tak, żeby szybko skończyć to, co zaczęłam. Uważam, że historię można by spokojnie zamknąć w dwóch książkach, zamiast robić czterech, ale autorka wypełniła strony powtarzającymi się w kółko schematami i starała się wprowadzić dni pełne normalności do nienormalnego życia Nory. Nie wyciągnijcie złych wniosków - nie oceniam książki źle, po prostu postanowiłam zacząć od jej minusów, których jest zdecydowanie mniej, niż plusów. I chyba właśnie skończyłam je wypisywać.



"- Największe marzenie?
- Żeby cię pocałować.
- Nie ma w tym nic śmiesznego.
- Owszem, ale się zarumieniłaś."



"Szeptem" to kolejna opowieść o rasach aniołów, które toczą ze sobą odwieczną wojnę.
Nora jest zwyczajną dziewczyną, w której życiu zaczynają dziać się niewytłumaczalne rzeczy. Gdy dowiaduje się prawdy o tym, że na świecie naprawdę istnieją inne stworzenia, które z pewnością nie są ludźmi, wszystko się zmienia, a ona stara się utrzymać swój umysł w ryzach normalności. Wyobraź sobie, że z dnia na dzień twoje życie się zmienia, a ty aby chronić siebie i bliskich musisz kłamać, a także ukrywać sekrety "nieludzi". Gdzieś w tym świecie istnieją archaniołowie, którzy są stróżami bram, pragnące wyzwolenia nefile oraz złe upadłe anioły, wyrzucone z nieba istoty pozbawione skrzydeł.

 Rzeczą, która najbardziej podoba mi się w tej serii jest kreacja bohaterów. Nora, zwyczajna dziewczyna rzucona w wir wydarzeń jak każda główna bohaterka, a jednak nieschematyczna.
Patch opisywany jako groźny i niebezpieczny, rzeczywiście taki jest. Zło, jakby otacza go ze wszystkich stron tak jak aura tajemnicy, za każdym, kiedy jesteśmy w jego pobliżu. Specjalnie to podkreślam, bowiem w niektórych książkach opisuje się facetów jako typowych bad boyów, ale czyny i charakter czasami kolidują z obrazem, jaki autorzy próbują nam wcisnąć. Tutaj autorka ewidentnie wie, co robi i robi to świetnie, bo nawet mnie Patch czasami przerażał. Szczególnie w pierwszej części może napawać strachem, gdyż dopiero go poznajemy, a on przez większość czasu jest nieprzewidywalny i nietuzinkowy. Kompletnie inny niż jakikolwiek bohater książkowy, co sprawia, że jest wyjątkowy. Mimo że posiada kilka typowych cech charakteru takich jak poczucie humoru i arogancja, to jednak, aż do trzeciej części tak naprawdę go nie poznajemy. Przez większość czasu trudno zrozumieć, czym się kieruje w danej sytuacji, a jego zamierzenia są niejasne. No i uwielbiam jego żarty!



"-Ciuchy mi przemokły, nie mam co na siebie włożyć. (...)
-Ale ze mnie szczęściarz."



Jedną z moich ulubionych bohaterek, która pojawia się już od pierwszej części jest Vee, najlepsza przyjaciółka Nory. To bardzo charakterystyczna postać o ogromnym poczuciu humoru. Pewna siebie, buntownicza, z dystansem do siebie i świata, wierna, a także gotowa na wszystko, odważna, szalona, otwarta i żeby czegoś nie brakowało, oczywiście buzia jej się nie zamyka. Muszę przyznać, że prawie do końca serii jej nie doceniałam, ale to wszystko ukazuje się dopiero z czasem.



"-Fajna noc. - Zdjęłam kask i podałam go Patchowi. - Jestem zakochana w twojej pościeli.
-Tylko w niej się kochasz?
-Nie, w materacu też."



W każdym kolejnym tomie poznajemy kilka postaci, które zostają już do końca i stają się ważnymi elementami układanki.

Książka wypełniona jest z jednej strony normalnością, a z drugiej toną zagadkę, których wciąż przybywa i rozwiązują się z czasem, oczywiście nie same. Zarówno Nora, jak i inni bohaterowie, starają się okryć wszystkie tajemnice, ale na niektóre odpowiedzi trzeba czekać, aż do kolejnych części. Każdy z tomów owiewa tajemnica, w każdej jest jakiś wróg, którego trzeba pokonać, a który świetnie się kamufluje. Zwykle aż do końca wydawało mi się, że już wiem, kto jest złym charakterem, a za każdym razem autorka udowadniała mi, iż się myliłam. Jest w niej dużo sprzecznych sygnałów, które mają na celu zwodzić czytelnika i pobudzać jego ciekawość licznymi zagadkami. Cała seria jest pełna zwrotów akcji, tajemniczości i angielskich klimatów.

"Szeptem" to miejsce, w których normalność styka się ze światem istot, których nie potrafimy sobie wyobrazić, nieważne, ile książek już poruszało ten temat. W niej anioły nie latają, nie każdy jest tym, za kogo się podaje, sprawiedliwość nie zawsze wymierzana jest z góry a pewnych rzeczy nie powinno się mówić głośniej niż szeptem.

Podczas czytania książki się nie nudziłam. Czasami tylko codzienna rutyna Nory mnie nużyła. Autorka poświęciła wiele stron na powtarzające się motywy, które z biegiem czasu zdawały się zbędne. Na pewno nie jest to najlepsza seria, jaką czytałam i też nie jest to coś, czego się spodziewałam, ale na pewno nie żałuję, że poświęciłam jej swój czas. Wartka akcja, tajemnice, niebezpieczeństwo i istoty paranormalne - brzmi to zwyczajnie jak na książkę fantastyczną, ale w tej serii wszystko jest wyraźniejsze i nie można opisać jej słowami. Jest zdecydowanie warta przeczytania i gorąco ją Wam polecam! Co prawda "Szeptem" nie dorównuje "Black Ice" w żaden sposób, ale nie zniechęca mnie to do sięgnięcia po kolejne książki tej autorki. "Niebezpieczne Kłamstwa" już czekają na mojej półce na swoją kolej. Warto jeszcze wspomnieć o uroku Patcha, w którym zdecydowanie się zakochacie!



"- Nie umawiam się z nieznajomymi. - oświadczyłam. 
- Na szczęście ja tak. Przyjadę o piątej."
Dziewczyna z zegarem zamiast serca | Peter Swanson

Dziewczyna z zegarem zamiast serca | Peter Swanson

Rzadko zdarza mi się wyjść poza ścisły krąg książek młodzieżowych, ale w tym jednym wypadku zrobiłam wyjątek. Jak zawsze robiąc zakupy w supermarkecie, podeszłam do działu z książkami, żeby obejrzeć, co oferuje i tam ją znalazłam. Tajemnicze klimaty zawsze mnie pociągały i pewnie stąd moje zamiłowanie do książek paranormalnych i filmów typu horror, thriller. Opis zaciekawił mnie na tyle, że postanowiłam ją kupić, choć na ogół do mojej biblioteczki dołączają tylko te książki, które wcześniej sobie zaplanuję. Do niej przyciągnęła mnie okładka, która niewiele zdradza, ale zaciekawia i sprawia, że czytelnik zastanawia się nad tym, co może zawierać zawartość.
Postanowiłam dać jej szansę. Czy było warto? Sprawdźcie.


Dziewczyna z zegarem zamiast serca

Peter Swanson

Wydawnictwo Albatros



George Foss nie powinien był przyzwyczajać się do swojego normalnego życia. 20 lat spokoju i spędzania beztroskich piątkowych wieczorów w bostońskich tawernach nie powinno nigdy uśpić jego czujności. Być może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej, a spotkana przy barze kobieta nie wywróciłaby jego życia do góry nogami.
Liana Decter. Pamiętał ją jako śliczną studentkę, swoją największą miłość, która trwała tylko sześć miesięcy. I zakończyła się śmiercią Liany. Przynajmniej teoretycznie, bo już wtedy George odkrył, że w trumnie spoczywa nie to ciało, obok którego codziennie się budził.
Od razu więc jest pewny, że czekają go kłopoty. Bo Liana – zaraz… jak ona się teraz nazywa? – doskonale wiedziała, gdzie go znaleźć. I nie wróciła, aby tylko wspominać przeszłość…


Romantic noir, pulp fiction i całkiem niezła literacka zabawa.

Po tej książce jestem już pewna, że ten gatunek nie jest dla mnie. Książka mnie jakoś nie wciągnęła, choć nawet ja, osoba nieznająca się na kryminałach, potrafię stwierdzić, że fabuła i pomysł na całość były niezłe. Nic dziwnego, że zostanie ona niebawem zekranizowana.

Akcja książki skupia się głównie na teraźniejszości, gdzie mimo iż George jest głównym bohaterem, narracja jest trzecioosobowa, a czas opowiadania przeszły. Co kilka rozdziałów autor cofa nas do przeszłości, do czasów, kiedy George miał osiemnaście lat i dopiero poznał Lianę, a także został zmuszony odkryć, jakie tajemnice skrywa dziewczyna, gdy coś w jej idealnym planie idzie nie tak.
Wydaje się, że George ma już spokojne i stabilne życie, a także będzie mógł się w spokoju zestarzeć, gdy do jego życia z powrotem wkracza Liana, którą poznajemy pod trzema różnymi imionami. Wtedy wszystko się zaczyna, a tajemnica goni tajemnicę. Rozpoczyna się od małych, podejrzanych rzeczy, a kończy na śmiertelnym niebezpieczeństwie. Im dalej zagłębiamy się w książkę, tym bardziej rozkręca się akcja, której poziom wzrasta powoli, wraz z czasem.

Muszę przyznać, że dialogi nie były zbyt błyskotliwe, a może to po prostu charakterystyczne dla tego typu książek. Natomiast było dużo zagadek i tajemnic, które wciągały czytelnika od pierwszych stron i sprawiały, że z niecierpliwością czekałam na ciąg dalszy, szczególnie w momentach, kiedy autor przeskakiwał między czasami rozgrywającej się akcji. Niejednokrotnie wydarzenia z przeszłości kończyły się w momencie, w którym czułam potrzebę poznania odpowiedzi na pytania, ale nagle znowu byłam wrzucana do teraźniejszości. Wszystko, co wydarzyło się w tej historii było z góry zaplanowane przez Lianę, która jest manipulatorką, świetną aktorką, pierwszą miłością i nieważne, co by zrobiła, także największą słabością Georga, który z kolei jest najbardziej naiwnym bohaterem, jakiego poznałam. Zgadza się na wiele niebezpiecznych rzeczy, gdy tylko Liana zatrzepocze rzęsami. Ona jest jedną z tych bohaterek, które ukrywają się przed światem i nigdy tak prawdę ich nie poznamy. Jest przebiegła, inteligentna i dba tylko o własną skórę. Z biegiem czasu zbiera także wrogów, więc jest w ciągłym ruchu, ani na chwilę nie może osiąść w jednym miejscu. Mimo bezwzględności, mogłam odnaleźć w niej przebłyski normalności.

 Dużym plusem w książce są nagłe zwroty akcji i manipulowanie myślami czytelnika. Autor podrzuca nam mnóstwo wskazówek, które prowadzą do miejsca, w którym mamy zrozumieć, że szukamy w nieodpowiednim miejscu i dotąd tak naprawdę tylko myliliśmy się myśląc, że już coś wiemy. To książka kompletnie nieprzewidywalna, dokładnie przemyślana i dopracowana w najmniejszych szczegółach. Utrzymuje czytelnika w napięciu do ostatniej strony. Nie wspomnę jeszcze o zakończeniu, które wgniata w fotel i wydaje się zamykać historię, a jednocześnie być wstępem do napisania kolejnej części.
Dużym plusem jest styl pisania autorka, który jest lekki, ale nie infantylny czy kierowany do młodszego grona czytelników. Mogłabym ponarzekać na wiele zbędnych opisów, ale chyba można przymknąć na nie oko, bo dodają książce aury tajemniczości.
Polecam, świetna do przeczytania - nie wiem, dlaczego moją pierwszą myślą było - w pociągu.

Art&Soul | Brittainy C. Cherry

Art&Soul | Brittainy C. Cherry

Art&Soul

Brittainy C. Cherry

Wydawnictwo Filia




W szkole średniej byłam młodą, niepozorną artystką.
Nie zauważano mnie. Pomijano. Olewano.

Teraz jestem Arią Watson... „Tą” dziewczyną.

Jedna zła decyzja i zostałam zauważona – przypięto mi etykietkę puszczalskiej. Zostałam zdzirą.
Śmieciem.
I już nigdy nie będę niewidzialna.
Szczególnie dla Leviego Myersa. Był dziwnym chłopakiem o pięknej duszy, który zaakceptował i zrozumiał ukrytą w moim wnętrzu zbolałą dziewczynę.
Nie planowałam się zakochać. Jednak czy mogłam oprzeć się jego obietnicom? Przebaczeniu? Przyszłości, o której już prawie przestałam marzyć?
Byliśmy rozbici. Poznaczeni bliznami. Byliśmy dziwni i piękni zarazem.
Byliśmy dwiema zagubionymi duszami, które trzymały się jedynej rzeczy mogącej je spoić.
Siebie nawzajem.




"Art&Soul" to moje drugie spotkanie z tą autorką. Podobała mi się trochę mniej od poprzedniej, ale na pewno nie była gorsza. Pomiędzy książkami zauważyłam wiele podobieństw; w kreacji bohaterów, ich zachowania oraz sposobu życia i wpływu na niego. Raczej nie jest to książka, do której wrócę, ale była piękna i przekazuje wiele prawd, więc choćby z samego tego powodu warto jest ją poznać.

Wszystko rozpoczyna się, gdy Levi postanawia spędzić rok z ojcem, który go porzucił i wyprowadza się od chorej matki. W lesie koło domu po raz pierwszy spotyka Arię i okazuje się, że oboje są w nim z powodu negatywnych uczuć, które nimi targają. W szkole Aria jest "tą dziewczyną", ale nawet i bez tego była "inna", źle traktowana lub niezauważana. Nie miała zbyt wielu przyjaciół. Levi dołącza jako "nowy", któremu przylepia się etykietkę bad boya z powodu jego wygląda, ale tak naprawdę w środku czuje się odmieńcem.
Na zajęciach z plastyki Aria i Levi zostają partnerami przy projekcie "Art&Soul", w której ona stanowi tę pierwszą część jako uzdolniona malarka, a Levi ze swoimi skrzypcami i zamiłowaniem do muzyki, tę drugą. Zaprzyjaźniają się i wtedy okazuje się, że oboje cierpią w środku, ale każde z nich okazuje to na inny sposób. Levi musi radzić sobie z ojcem, który wciąż go odpycha, wydając się przy tym największym dupkiem na świecie, a którego syn mimo wszystko i tak kocha, a także z zamartwianiem się o matkę. Aria zmaga się z uderzeniami z zewnątrz, opinią i wyzwiskami pod jej adresem, a kiedy do tego dochodzi jeszcze jeden najważniejszy problem, który ma wpływ na resztę jej życia, rodzinne relacje także zostają zburzone.

"Czasami kochanie kogoś to świadomość, że lepiej im bez ciebie."

Podobnie do poprzedniej twórczości, autorka pisze lekko i płynnie wprowadza trudne tematy, które stanowią ważną część książki. Jest mnóstwo tematów, które są jak najbardziej prawdziwe, smutne, ale i piękne. Motywem przewodnim jest sztuka i wokół niej wszystko się skupia. Przekłada się ona na życie i pozwala wyrazić emocje, a także niesie przekaz dla czytelników i na swój charakterystyczny sposób staje się czynnikiem, który sprawia, że książka jest wyjątkowa. Autorka sprytnie przemyca cytaty oraz piękne i mądre myśli, które pojawiają w wypowiedziach bohaterów, nadając książce bardziej dojrzały klimat. Postacie są autentyczne, zmagają się ze swoimi problemami, jednocześnie starając się jak najlepiej przeżyć każdy dzień. Po raz kolejny bohaterzy drugoplanowi stanowią nie tylko tło, ale dorównują głównym bohaterom i można ich polubić tak samo bardzo.

Książka porusza tematy odmienności, porzucenia i trudnych decyzji, ale nie w sposób oklepany i tak jak w innych książkach, które miałam okazję dotąd przeczytać. Wszystko jest bardzo realne, ale nie przesadne. Widzimy różne strony życia, poznajemy inne twarze tych samych ludzi i dowiadujemy się, że to, co jest widoczne na zewnątrz, jeszcze częściej jest inne w środku. Bohaterzy są wrażliwi i dojrzali jak na swój wiek. Każdy z nich jest odważny, poszukuje swojej drogi w życiu i pragnie szczęścia oraz miłości. Zupełnie tak jak my.

 Kiedy czytałam tę książkę miałam wrażenie, że oglądam naprawdę świetny film, które ukazuje życie z lepszych i gorszych stron, pozwalając widzowie jednocześnie śmiać się i płakać. Było w niej dużo humoru, a także momenty, w których można uronić łezkę. Zakończenie było szczególnie wzruszające i bardzo mi się podobało. Cała treść do ostatnich stron była niczym podróż, która gdzieś musi odnaleźć swój przystanek, a gdy w końcu do niego docieramy, poznajemy nowe rzeczy z innej perspektywy i zaczynamy je rozumieć.

Podczas czytania utożsamiałam się z bohaterami. Choć nigdy nie przeżyłam niczego podobnego do nich, to łatwo mi było wyobrazić siebie na ich miejscu, a mimo to nie potrafiłam podejmować decyzji, które musieli podjąć ani stawić czoła sytuacją, które ich spotkały. "Art&Soul" to historia dojrzewaniu i głęboko skrywanych emocjach, ucząca, że nie należy oceniać książki po okładce, a także udowadnia, jak ta zasada sprawdza się w praktyce.
Jest piękna, magiczna, wyjątkowa na swój sposób i warta twojego czasu, nawet jeśli postanowisz już do niej nie wrócić.


"Może nie chodziło o sklejanie złamanych serc.
Może chodziło o kochanie pokruszonych kawałków takimi, jakie one były."
Ogień, który ich spala | Brittainy C. Cherry

Ogień, który ich spala | Brittainy C. Cherry

Ogień, który ich spala

Brittainy C. Cherry

Wydawnictwo Filia




Druga cześć serii "Żywioły" opowiada o losach Alyssy i Logana, dwojga młodych ludzi, którym przeznaczone było zamienić się w popiół. Jak sam tytuł podpowiada, W tej części żywiołem przewodnim jest ogień, poza tym możecie przeczytać też historię o powietrzu oraz wodzie.
"Ogień, który ich spala to książka z najpiękniejszym opisem, jaki czytałam.


Był sobie kiedyś chłopiec, którego pokochałam. 
Logan Francis Silverstone był moim zupełnym przeciwieństwem. Kiedy tańczyłam jak urzeczona, on podpierał ścianę. Przeważnie milczał, podczas gdy mnie trudno było uciszyć. Uśmiech przychodził mu z wysiłkiem, natomiast ja unikałam smutku.
Pewnej nocy dostrzegłam ciemność, która czaiła się głęboko w nim. 
Każdemu z nas czegoś brakowało, jednak razem mieliśmy wszystko. Z obojgiem było coś nie tak, ale obok siebie zawsze czuliśmy, że wszystko jest jak należy. Byliśmy jak spadające gwiazdy przecinające nocne niebo w poszukiwaniu życzenia, modlące się o lepsze jutro.
Aż do dnia, w którym go straciłam. Jedną pochopną decyzją zaprzepaścił nasz związek.
Był sobie chłopiec, którego pokochałam. 
I przez kilka krótkich chwil - trwających tyle co oddech, co szept - pomyślałam, że może i on mnie kocha.


Alyssa to uzdolniona muzycznie nastolatka, unikająca smutku, energiczna i pomysłowa. Mieszka w wielkim domu, a pieniądze nigdy nie były dla niej problemem, dzięki czemu mogła rozwijać swoje talenty. Nie brakuje jej niczego, prócz uwagi rodziców. Logan jest jej przeciwieństwem - małomówny, smutny, niedowartościowany, ledwo wiąże koniec z końcem. Stara się jak może utrzymać siebie i matkę, po której ma nawyk odurzania się narkotykami, gdy tylko zawiśnie nad nim ciemna chmura.
Oboje młodych łączy tyle samo, co dzieli. Oboje mają marzenia, w których spełnienie chcieliby uwierzyć, posiadają rodziców, którzy im tego nie ułatwiają. Nie dostali w życiu zbyt wiele miłości, więc gdy zakochują się w sobie, wydaje się, że to wyzwolenie dla nich obojga, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi skazują ich na porażkę. Alyssa staje się światłem w mroku Logana, jego największym z uniesień do czasu, aż pewne zdarzenie i wiążąca się z nim decyzja ich rozdziela. Logan znika, zabierając ze sobą całe szczęście i miłość, którą obdarzyła go dziewczyna.
Kiedy po latach znów się spotykają, każde z nich jest innym człowiekiem. Są sobie obcy, a jednak bliscy bardziej niż ktokolwiek.


Szczerze przyznam, że "Ogień..." to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale już wiem, że na pewno nie ostatnie. Słyszałam o niej same dobre opinie, tym bardziej ucieszyłam się, że i ja mogę dołączyć do grona wielbicieli tej autorki. Zapoznałam się z wieloma negatywnymi opiniami tej części, jak i następnej z serii "Żywioły", jednak się z nimi nie zgadzam i na pewno mam zamiar sięgnąć po kolejne. Książka może nie była najlepszą, jaką w życiu czytałam, ale bardzo mi się podobała. Styl pisania autorki był lekki, ale nie infantylny. Od pierwszych stron wciągnęłam się w historię młodych bohaterów i żadne z nich mnie nie denerwowało, ani nie miałam ochoty przełożyć kartki... No chyba, że ze zniecierpliwienia, co dalej. Klimat książki w jakiś sposób różnił się od innych młodzieżówek, jakie czytałam, choć nie sądzę, by jedynymi odbiorcami mieli być młodzi ludzie. Książka jest magiczna tak jak miejsca i wydarzenia w niej ukazane. Ale to nie wszystko. Autorka porusza bardzo trudne tematy i moim zdaniem poradziła sobie z nimi wystarczająco, żeby nie wyglądały schematycznie lub naciąganie. Możemy spotkać się tutaj z narkotykami oraz innymi uzależnieniami, przemocą fizyczną i psychiczną, depresją, a także ogromną ilością złamanych serc i bolesnymi ludzkimi chorobami, i słabościami

Wypisane wyżej tematy ukazane są bardzo realistycznie, co jest przerażające, bo takie rzeczy naprawdę dzieją się w różnych miejscach na świecie i możemy mieć tylko nadzieję na szczęśliwe zakończenie. Wszystko to sprawiało, że często czułam kłucie w sercu, które nie pozwalało na chwilę oddechu. Akcja nie skupia się głównie na negatywnych emocjach, tylko przewija je pomiędzy wątkami, by pokazać, skąd w bohaterach tyle słabości, ale też siły. Skąd ich poglądy na świat, a także decyzje, które napędzają całą akcję. W książce jest dużo poczucia humoru, więc wielokrotnie śmiałam się jak podczas oglądania rodzinki.pl. Odnalazłam w niej wiele pięknych rzeczy; myśli i uczynków, które sprawiały, że czułam respekt do autorki za ich płynne wprowadzenie. Wszystko, co zostało w niej przedstawione było prawdziwe, ale cudowne, wzruszające, a czasami bolesne, szczególnie dla wrażliwych osób. To jedna z tych książek, które warto przeczytać dla nich samych. Tak po prostu, żeby wzbogacić się o kolejne doświadczenie.

 Wielkim plusem w niej są bohaterzy drugoplanowi, którzy są bardzo realni, świetnie skonstruowani. Prawie tak dobrzy, że żałowałam, że nie mogłam poznać ich punktu widzenia. Brat Logana, siostra Alyssy to osoby, które poza głównymi bohaterami pojawiają się tam najczęściej i za każdym razem, gdy myślę o tej książce, przypominam sobie ich historie, które są smutne, a zarazem piękne i warte własnej książki. Bardzo podobało mi się rozwiązanie wszystkich wątków, a także motywy, które autorka powtarzała, co jakiś czas, sprawiając, że pewne wydarzenia stawały się wyjątkowe i charakterystyczne w tej książce. No wiecie, coś jak "okay" w Gwiazd Naszych Nina, z tym, że Brittainy użyła słów, żeby coś stworzyć, nie powiedzieć. To wszystko tylko podkreśla magiczną, niewidzialną więź pomiędzy bohaterami, nie tylko tymi pierwszoplanowymi. Każdy z nich ma jakąś słabość, wadę, którą znają inni i każdy stara się z nią walczyć przy pomocy wsparcia ze strony bliskich.

"Ogień, który ich spala" to historia osób, którymi moglibyśmy być my; ja lub ty, a także sąsiad, czy osoba ze szkoły, z którą nigdy nie rozmawialiśmy, ale nagle zwróciła naszą uwagę, bo w jej życiu wydarzyło się coś, co jest nam obce, ale na całym świecie bardzo częste. Ta opowieść pozwala docenić nasze życie, jakiekolwiek by ono nie było, bo jest tylko jedno, więc warto się nad nim zastanowić.
Copyright © 2014 Sun Reads , Blogger